Naturalność po polsku: Clochee

Po zużyciu kilku produktów Clochee jestem pewna jednej rzeczy: to jedna z ciekawszych marek na polskim rynku kosmetyków naturalnych. Naturalne składniki, luksusowe opakowania (i luksusowo brzmiąca nazwa – od francuskiego cloche – dzwon, dzwonek), a wszystko to stworzone w Polsce – szaleję za takimi kosmetykami. W tym wpisie przedstawię trzy z nich, ale możecie spodziewać się, że to nie ostatni wpis z udziałem tej marki (moja kosmetyczka jest bogatsza o kilka innych jej produktów). 

img_0249Rozpocznę od kosmetyku, który gości u mnie już po raz drugi (ostatnio gościł w styczniu/lutym 2016, o czym pisałam TUTAJ):

Krem odmładzająco-regenerujący na noc

135 zł/ 50 ml (tutaj)

„Ach.” – myślę sobie z uśmiechem. Nie pamiętam, żebym miała kiedyś tak dobry krem. Moja skóra polubiła go jak żaden inny, dlatego musiał pojawić się u mnie ponownie – i znowu zimową porą. Pamiętam, w jakie osłupienie wprawił mnie rok temu (kiedy miałam go po raz pierwszy), gdy budząc się rano nie mogłam uwierzyć, że po pierwszej aplikacji moja skóra jest w tak doskonałej kondycji. Regeneracja skóry, która cierpi przez częste zmiany temperatur (na dworze bardzo zimno, w mieszkaniu ciepło; dodatkowo moje biurko znajduje się tuż przy kaloryferze) nie jest już dla mnie wyzwaniem, bo ten krem jest lekiem na to zło.

IMG_0317.png

Krem Clochee jest przede wszystkim bogaty w oleje: sezamowy, kokosowy, arganowy. Na stronie internetowej marki Producent skupia się w opisie głównie na oleju arganowym – pisze, cytuję, że dzięki obecności oleju arganowego opóźnia procesy starzenia i głęboko nawilża skórę. Działa rewitalizująco, poprawia elastyczność i jędrność. Olej arganowy chroni naskórek przed wysuszaniem i wspomaga odnowę komórek. Przeznaczony do skóry wrażliwej, dojrzałej i alergicznej. I tak się dzieje! Skóra jest prze-gładka i wyraźnie jędrniejsza (nie żebym miała na co narzekać, mając 23 lata :P, ale jednak). Czuję, że jest bardziej „zwarta”, zagęszczona i uwielbiam dotykać jej rano (po tym jak nałożyłam krem na noc). Jest w świetnym stanie, a potrzeba mi było jednego użycia, żeby to zauważyć. A z każdym kolejnym użyciem skóra dziękuje tak samo. Często zdarza mi się nakładać go także rano (ostatnio nie, bo z powodu silnych mrozów stosuję krem typowo natłuszczający). Nie wpływa na moją skórę komedogennie (mówiąc potocznie: nie „zapycha”).

Co jeszcze? Ostatnie opakowanie zużyłam w ok. 3 miesiące, więc wydajność oceniam na standardową. Krem jest gęsty, ale łatwo rozprowadzić go na twarzy, a wchłania się szybko. Ma dość intensywny zapach, który na początku nie przypadł mi do gustu, ale z czasem przestałam na niego zwracać uwagę, a teraz uważam go wręcz za przyjemny.

Jest to dla mnie krem bez wad, szczególnie, że w obu przypadkach kupiłam go z ok. 30% zniżką, zatem cena nie „bolała”. 🙂 (Warto polować! Ostatnio Clochee podwyższyło ceny swoich produktów. A kosmetyki Clochee dostępne są np. w drogerii Super-Pharm i perfumeriach Douglas i tam częściej można spodziewać się zniżek).

Skład: Aqua, Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil, Cetearyl Olivate (and) Sorbitan Olivate, Coco Caprylate/Caprate, Stearyl Alcohol, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Glycerin, Argania Spinosa Kernel Oil, Glyceryl Stearate, Benzyl Alcohol (and) Salicylic Acid (and) Glycerin (and) Sorbic Acid, Glycerin (and) Aqua (and) Hydrolyzed Ulva Lactuca Extract, Olea Europaea Fruit Oil (and) Myrtus Communis Leaf Extract (and) Olea Europaea Leaf Extract, Lysolecithin (and) Sclerotium Gum (and) Xanthan Gum (and) Pullulan, Hydrolyzed Sodium Hyaluronate, Parfum, Limonene

Wygładzający olejek do mycia twarzy i demakijażu

92 zł/ 250 ml (tutaj)

Napiszę od razu – poza rzęsami i okazyjnie eyelinerem, nie maluję się w ogóle. Dlatego nie ocenię tego produktu w kategoriach radzenia sobie z podkładem czy resztą makijażu twarzy, ale zużyte opakowanie wskazuje na to, że jednak do czegoś do wykorzystywałam. 😉

Przede wszystkim, chętnie sięgałam po niego latem. Kremy z filtrem to kosmetyki o bardzo bogatej konsystencji, gęste i zostawiające na twarzy (mimo, że może być ich w ogóle nie widać) dodatkową warstwę. U mnie tak to działa. Oczyszczanie twarzy, która była przez cały dzień pokryta kremem z filtrem wykonuję zatem jeszcze dokładniej. Standardowo oczyszczam twarz od razu żelem + szczoteczką Foreo Luna, a przy warstwie kremu na twarzy dokładam wcześniej jeszcze jeden krok, czyli płyn micelarny. Tym razem płyn micelarny zastąpiłam olejkiem Clochee.

Jakże przyjemnie się go stosuje! Po pierwsze, ma baaardzo ładny, delikatny, relaksujący zapach, co bardzo umila pielęgnację. Gładkość olejku jest nieporównywalnie większa niż gładkość żelu, dlatego masowałam nim twarz dłużej i z większym namaszczeniem niż w przypadku żelu (pokuszę się nawet o stwierdzenie, że czasem masowałam aż za długo :P). Potem przychodził czas na coś jeszcze przyjemniejszego – przykładanie do twarzy gorącej ściereczki. Ściereczkę namaczałam w gorącej wodzie, odciskałam jej nadmiar, żeby nie wyciekała i nakładałam na twarz, przyciskając na kilkanaście sekund rękoma. Ten etap ma rozszerzać pory i wyciągać z nich zanieczyszczenia. Jest też bardzo przyjemny dla skóry. Ściereczkę przykładałam tak dwa lub trzy razy, nie trąc twarzy podczas jej ściągania. Dopiero na samym końcu lekko przecierałam twarz.

Efekty? Bardzo gładka skóra i uczucie dobrego, aczkolwiek delikatnego oczyszczenia. Olejek zostawia na skórze cienki film, który najczęściej zmywałam żelem, chcąc kontynuować pielęgnację. Wielokrotnie stosowałam go też rano. W porannej pielęgnacji lubię stawiać na łagodność, uważam, że skóry nie trzeba wtedy oczyszczać dogłębnie i wieloetapowo, ale z zachowaniem odpowiedniej delikatności i produkt Clochee dobrze się do tego nadaje.

To pierwszy produkt w formie oleistej, którym oczyszczałam twarz i jestem z tego pierwszego razu zadowolona.

Skład: Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Decyl Oleate, Sorbitan Laurate (and) Polyglyceryl-4 Laurate (and) Dilauryl Citrate (and) Aqua, Dehydroacetic Acid (and) Benzyl Alcohol (and) Aqua, Citrus Sinensis (and) Eugenia Caryophyllus (and) Myristica Fragrans (and) D-Limonene (and) Eugenol

Odżywczy peeling cukrowy – truskawka

62 zł/ 250 ml (tutaj)

Będzie też trzecia pochwała dla Clochee! Teraz za peeling. Kosmetyki Clochee kupowałam w zestawie świątecznym (bo cenowo wychodziło super, a bardzo chciałam je wreszcie wypróbować na własnej skórze) i ten produkt mi tam trochę przeszkadzał, bo rzadko pozwalam sobie na kilkadziesiąt złotych za peeling – najczęściej mieszam cukier z żelem do mycia ciała lub jakimś olejem i peeling gotowy 😀 Ostatecznie jednak zestaw trafił do mnie, a na peelingu się nie zawiodłam.

IMG_0330.png

Przestałam już wierzyć, że zapach prawdziwej truskawki czy czekolady da się odtworzyć w kosmetykach, ale mimo to woń jest dość przyjemna i na pewno umila branie prysznica. Peeling bardzo łatwo rozprowadza się na skórze i co bardzo ważne – nie sypie się, co wiele peelingów ma w zwyczaju. Muszę powiedzieć, że uwielbiałam się nim masować – po raz pierwszy widziałam, żeby drobiny cukru nie „rysowały” brutalnie skóry, nawet przy mocniejszym nacisku. Uważam, że został tu zachowany idealny balans pomiędzy cukrem, a olejami – cukier ani się nie sypał (powtarzam się), ani nie znikał w tłustości olejów (takie peelingi po prostu nie ścierają dobrze).

Naturalne peelingi mają tę zaletę, że często zdarza im się tak dobrze „otulić”, natłuścić skórę, że nie trzeba po nich stosować już balsamu. Tutaj nie było inaczej i delikatna warstewka służyła mi jako produkt odżywczy po wzięciu prysznica. Pamiętajcie tylko, żeby nie pocierać skóry ręcznikiem (bo wetrzemy w niego produkt), a jedynie delikatnie go przykładać, żeby usunąć nadmiar wody. 

IMG_0321.png

Skład: Sucrose, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Rubus Idaeus (Raspberry) Fruit Powder, Glycerin (and) Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil (and) Sucrose Laurate (and) Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Water, Parfum, Decyl Oleate, Benzyl Alcohol (and) Dehydroacetic Acid (and) Aqua

Podsumowując: uważam, że Clochee jest w stanie podbić niejedno serce wielbicielek naturalnych kosmetyków.  Za ceną idzie w tym przypadku wysoka jakość i poczucie luksusu.

Mam jeszcze kilka produktów Clochee i z pewnością „naskrobię” coś na ich temat, bo warto o nich mówić. To jak, skusicie się? 🙂

img_0254

1 myśl w temacie “Naturalność po polsku: Clochee”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s