Iossi, Krem nawilżający NAFFI Awokado & Jojoba

Nawyobrażałam* sobie nie wiadomo czego, to teraz mam – to chyba najlepsza puenta dla mojej przygody z kremem NAFFI.

*Czy jest takie słowo? 🙂

IMG_6430.JPGCena: 40 zł/ 15 ml (tutaj), 98 zł/ 50 ml (tutaj

Krem jest jednym z najbardziej znanych produktów polskiej marki Iossi (więcej o samej marce w tym miejscu). Jeśli jesteś na moim blogu któryś raz z kolei, to pewnie dostrzegasz już podstawowy fakt o mnie – najchętniej sięgam po naturalne kosmetyki produkowane właśnie w Polsce. Wybór to my mamy niezły! 🙂 Podczas poszukiwań kremu na jesień i zimę szukałam więc najpierw wśród rodzimych marek. Lubię też sięgać po to, czego jeszcze nie znam, padło zatem na Iossi. Nie przypominam sobie, żebym czytała jakąś negatywną opinię (a zawsze czytam przed zakupem) na jego temat, dlatego kiedy tylko pojawiła się okazja do zakupu w niższej cenie, padła decyzja „zamawiam”. 

Zamówiłam i żałuję. To nie było to, czego oczekiwałam, kupując krem wart 98 zł. A po tych wszystkich pozytywnych recenzjach oczekiwania miałam niemałe: dogłębne nawilżenie skóry, ochrona przed zimnem i wiatrem, przyjemne otulenie skóry po użyciu, przywrócenie skórze komfortu… 

Pierwszą rzeczą, jaka mnie odrzuciła, był jego duszący, intensywnie ziołowy zapach. Na początku nawet trochę mnie mdliło. Przerobiłam już hydrolat rumiankowy, hydrolat lawendowy, olejek z drzewa herbacianego i inne brzydko pachnące kosmetyki i półprodukty, ale zawsze przyzwyczajenie do zapachu i akceptacja go były dla mnie kwestią czasu, natomiast w tym przypadku do końca uważałam go za bardzo nieprzyjemny. Sądzę jednak, że zapach nie jest ważną cechą, szczególnie jeśli produkt spełnia swoje zadanie. Tym bardziej, że natura to natura i z zapachami może być różnie. No i wreszcie – jest to sprawa indywidualna. Ostrzegam tylko osoby wrażliwsze na takie rzeczy, np. kobiety w ciąży.

Nie mogę powiedzieć, żeby krem pod względem nawilżenia działał bardzo źle, ale z całą pewnością nie nawilżył mojej skóry tak, jak bym sobie tego życzyła. Nie jestem posiadaczką suchej skóry – jest raczej „okresowo wysuszona”, czyli kiedy przesadzę z mocnym oczyszczaniem albo kiedy pogoda mocno „daje w kość” (a na pewno daje w kość późną jesienią i zimą). Dlatego nietrudno ją pod tym względem zadowolić, a w tym przypadku czułam niedosyt.

Nie podobało mi się również uczucie, jakie pozostawiał na skórze po aplikacji, jakby ściągnięcie skóry – kolejny niedosyt: czułam, że powinnam nałożyć na skórę coś jeszcze. Nie pomogła również moja najnowsza metoda nakładania kremu na twarz, czyli rozgrzanie go uprzednio w dłoniach.

Co jeszcze mogę o nim powiedzieć? Jest średnio gęsty i ma aksamitną fakturę. Łatwo rozprowadza się na skórze i szybko się wchłania (oczywiście, jeśli nie zostanie użyty w nadmiarze). Po wchłonięciu nie pozostawia po sobie oleistej powłoczki, z jaką często można spotkać się w kremach o takim składzie (mam na myśli głównie zawartość olejów i masła shea). Uważam go za produkt bardzo wydajny – zużycie w zalecane przez producenta 4 miesiące od otwarcia nie udało mi się – stosowałam go nieco dłużej.

IMG_6431.JPGimg_6468

Skład: woda, hydrolat z róży damasceńskiej, olej krokoszowy, cetearyl olivate (emulgator z oliwy z oliwek), olej awokado, masło shea, olej jojoba, gliceryna roślinna, alkohol cetylowy, sorbitan olivate (emulgator z oliwy z oliwek), olej z zarodków pszenicy, skwalan, olej z pachnotki, olej z ogórecznika, witamina E, alkohol benzylowy i kwas dehydrooctowy (ekologiczny konserwant akceptowany przez ecocert), olej rokitnikowy, guma ksantanowa, witamina C, olejki eteryczne (lawenda, palmaroza, cytryna, geranium, benzoes, drzewo sandałowe, tymianek, kadzidłowiec), ekstrakt z aloesu

IMG_6434.JPG

Niestety, krem NAFFI okazał się dla mnie zawodem. Określam go jako „przeciętniaka” – po prostu miałam już lepsze kremy. W każdym z aspektów miałam jakieś „ale”, czułam niedosyt. Nie oznacza to jednak, że nie sięgnę w przyszłości po inne produkty tej marki – interesują mnie szczególnie ich masła do ciała, a także serum rozświetlające i maseczki do twarzy. Pewnie kiedyś zawitają na blogu. Pozdrawiam 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s