Jan Barba, B Krem & Krem do ust

img_0651Przejrzałam dzisiaj listę swoich postów i zorientowałam się, że piszę prawie wyłącznie o polskich kosmetykach i takie też w większości tworzą zawartość mojej kosmetyczki. Mówiłam o tym wielokrotnie: na rynku polskim mamy ostatnio zatrzęsienie kosmetyków naturalnych. Cieszę się, że mam w czym wybierać, ale jednocześnie chciałabym mieć tyle z nich, że nie wystarczyłoby mi twarzy, włosów i skóry na ciele, żeby wypróbować wszystko. Ale: wzrasta wybór, wzrastają wymagania! 🙂 

Czas przejść do rzeczy – celem wpisu jest przybliżenie dwóch produktów młodziutkiej jeszcze marki Jan Barba. Na ich zakup zdecydowałam się w grudniu, miesiącu, do którego zdawały się pasować jak ulał – zima to czas, kiedy moją pielęgnację można opisać hasłem „na bogato” – na bogato pod względem ilości, a także konsystencji produktów. Potrzebowałam kremu natłuszczającego i koniecznie czegoś do ust – wyjście z domu bez warstewki ochronnej najczęściej nie kończyło się dla mnie dobrze. 

Kiedy kupowałam te dwie rzeczy, asortyment marki był jeszcze bardzo skromny. Teraz systematycznie się powiększa i już mam na oku parę innych produktów, które chciałabym wypróbować (koniecznie szampon i serum).

img_0653

Kosmetyki Jan Barba to z całą pewnością produkty, na które przyjemnie się patrzy. Opakowania zaprojektowano w bardzo minimalistycznym stylu; są proste, ale jakże eleganckie! Kojarzą mi się z ręcznie robionymi, dostępnymi dla nielicznych kosmetykami od babci zielarki. Uważam je za ozdobę miejsca, w którym stoją.

Mam jeszcze stare opakowanie B kremu; teraz powstała nowa, piękniejsza wersja. Pozwoliłam pożyczyć sobie zdjęcie ze strony Producenta. 

Processed with VSCO

Nie bez powodu mówię o opakowaniach. Jest jeszcze jedna ważna informacja na ich temat: można je zwracać Producentowi. Podoba mi się idea recyklingu i upcyklingu i dziękuję marce za takie podejście. Za zwrot opakowań dostaje się rabat na kolejne zakupy, co bardzo zachęca, aby to robić. Po więcej informacji odsyłam Was tutaj

Źródło zdjęcia: http://janbarba.com/produkt/b-krem/

Opakowania wykonano z pięknego szkła Miron Violet Glass, które nie przepuszcza promieni światła widzialnego, co wpływa pozytywnie na właściwości produktów chronionych przez szkło, ale jest utrapieniem użytkownika – nie ma sposobu, żeby określić, ile produktu zostało w opakowaniu 😉 Nie jest to dla mnie dużym problemem, ale po prostu lubię wiedzieć takie rzeczy.

Krem do ust

Cena: 39 zł/ 10 ml (tutaj)

Balsamy i pomadki do ust – bez nich nie przeżyłabym dobrze jesieni i zimy, a właściwie to całego roku. Wiatr, zimno, ale też susza i ciepło – usta szybko reagują na takie warunki wysuszeniem, podrażnieniem, pękaniem. Myślę, że nie jestem w tym problemie odosobniona i wielu z Was boleśnie przekonało się o tym na własnej skórze. Szukam idealnego kosmetyku, który będzie miał naturalny skład i sprosta wszystkim wymaganiom, jakie przed nim stawiam. Niestety, nie znalazłam ideału w kremie do ust Jan Barba. Po pierwsze, krem kojarzy mi się z czymś gęstym, w czym przyjemnie mogłabym zatopić palec. Nic z tych rzeczy, ten „krem” jest w zimie bardzo twardy i zastanawia mnie pomysł na umieszczenie go w słoiczku. O wiele lepiej sprawowałby się (moim zdaniem) jako produkt w sztyfcie, ponieważ podczas nabierania go odczuwam dokładnie to samo, co gdybym nabierała na palec pomadkę, np. z Sylveco. Pocieram, a mój palec powleka się cieniuteńką warstwą produktu, które cienieje jeszcze podczas nakładania na usta. Porządne pokrycie ust zajmowało mi całe wieki i denerwowało niemiłosiernie, nie mówiąc już o tym, jak trudne było pokrycie ich hojną, grubą warstwą produktu, np. w celu nocnej regeneracji. Zauważyłam, że produkt mięknie, kiedy w pomieszczeniu jest bardzo ciepło i dopiero wtedy da się wydobyć ze słoiczka coś więcej (zimą miałam z tym problem, wiosną problem zniknął). Jestem zatem na nie dla takiej formy „podania” produktu do użytkowania. 

A jak z działaniem? Tutaj na szczęście jest już o wiele lepiej. Balsam ma działanie głównie natłuszczające, co też nie dziwi, bo składa się przede wszystkim z różnego rodzaju olejów, wosku carnauba i lanoliny. Ochronna warstewka doskonale chroni usta przed czynnikami zewnętrznymi, odżywia i pielęgnuje usta. Jako produkt ochronny spisuje się bardzo dobrze, na piątkę, jeśli przymknąć (a właściwie zamknąć) oko na aplikację. 

Nie znalazłam w nim jednak towarzysza w regeneracji już uszkodzonej skóry. Prewencja – jak najbardziej, leczenie – już nie. Nie dorównał w regeneracji słynnemu balsamowi Nuxe, ale to arcytrudne zadanie, więc nie mam mu tego za złe.

Co jeszcze? Ziołowy zapach i bardzo delikatne zbrylanie się produktu (może to wosk?). Po paru sekundach, pod ciepłem palców produkt robi się jednak całkowicie gładki, więc również nie uznaję tego za minus. Ogółem: mam trochę zastrzeżeń, ale i tak jestem z niego zadowolona i nie żałuję zakupu.

Skład: Cera CarnaubaLanolinButyrospermum ParkiiHelianthus Annuus Oil, Persea Gratissima Oil, Borago Officinalis Seed Oil, Cocos Nucifera Oil, Corylus Avellana Seed Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Olea Europeae Fruit Oil, Macadamia Tenifolia Seed Oil, Anthemis Nobilis Flower Extract, Chamomilla Recutita Flower Extract, Hypericum Perforatum Flower Extract, Centaurea Cyanus Flower Extract, Chrysanthemum Partenium Flower Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Symphytum Officinale Root Extract, Tilia Cordata Flower Extract, Tocopherol

Skład po polsku: Wosk Carnauba, Lanolina Hipoalergiczna, masło Shea, Olej ze Słonecznika, Olej z Awokado, Olej z nasion Ogórecznika, Olej Kokosowy, Olej z Orzechów Laskowych, Olej z Jojoby, Olej z Oliwy Extra Virgin, Olej z Makadamii, Ekstrakt z Rumianu Rzymskiego, Ekstrakt z Rumianku, Ekstrakt z Dziurawca, Ekstrakt z Chabra Bławatka, Ekstrakt z Złocienia, Ekstrakt z Nagietka, Ekstrakt z Żywokostu, Ekstrakt z Lipy, Witamina E

img_0658

Kosmetyki Jan Barba są ważne przez 6 miesięcy:

img_0659

B Krem

Cena: 49 zł/ 50 ml (tutaj)

Krem typowo ochronny, natłuszczający. Delikatnie pielęgnuje skórę, ale to nie odżywienie jest tym, czego oczekiwałam z jego strony (w pielęgnacji twarzy): chciałam, żeby był jak tarcza przed czynnikami zewnętrznymi. Krem jest bardzo tłusty i na pewno nie sprawdzi się o każdej porze roku i na każdej cerze. Starałam się używać go tylko przed wyjściem na zewnątrz. Bałam się komedogennego działania, to dlatego. Jako wspomniana „tarcza” spisywał się rewelacyjnie. Zapobiegał ucieczce wody ze skóry i chronił ją doskonale.

Początkowo zdarzało mi się przesadzać z jego ilością – wtedy skóra mocno się błyszczała i było widać, że jest natłuszczona (raczej niepożądany efekt). Dlatego musiałam znaleźć sposoby na ominięcie tej przeszkody: pierwszym jest nakładanie znacznie mniejszej ilości produktu, po uprzednim rozgrzaniu go w dłoniach. Roztarcie między palcami delikatnie rozrzedzi i rozgrzeje produkt – będzie stawiał mniej oporu przy rozcieraniu i szybciej się wchłonie (ten sposób stosuję od paru miesięcy przy wszystkich kremach, jakich używam i szczerze polecam). Drugi sposób to nakładanie na wilgotną skórę – np. spryskaną tonikiem/wodą termalną. Ciecz da kremowi lepszy poślizg i szybko przekonacie się, że ta metoda nakładania bardzo zwiększa wydajność kosmetyków. 🙂

B Krem dla mnie krem-opatrunek, którego można używać wszędzie tam, gdzie zajdzie potrzeba (co zresztą, jak później doczytałam, deklaruje również sam Producent) – na partie ciała wymagające natłuszczenia i ukojenia.

Ponieważ termin ważności bardzo mnie gonił, a nie zdołałabym zużyć 50 ml tego kremu wyłącznie na twarz, postanowiłam stosować go w roli balsamu do ciała. Szybko okazało się, że z kilku produktów do ciała, jakie stosowałam, to po niego sięgałam najchętniej. 🙂 Uwielbiałam jego orzechowy zapach, szczególnie w deszczowe i zimne dni. Kilka pompek i moja sucha skóra ramion znajdowała ukojenie, jakiego potrzebowała. Krem delikatnie natłuszczał skórę i zapobiegał jej wysuszaniu. Odżywiał i delikatnie zmiękczał.

Muszę napisać o jeszcze jednej rzeczy: miałam dość spore problemy z pompką w kremie. Niestety, pompka lubiła się „zawieszać”, tj. przestawać dozować produkt – kilka naciśnięć było ok, a przez kolejne kilkadziesiąt nic a nic nie wydobywało się z opakowania. Nie trzymałam kremu w lodówce, a więc nie była to kwestia jego zwiększonej gęstości. Napisałam w tej sprawie do Producenta i pomoc, jaką otrzymałam, była na najwyższym poziomie (uściski dla Marty i Bartosza 🙂 ). Najpierw próbowano mi doradzić, co w tej sprawie zrobić, a kiedy żadne akcje-reanimacje nie przyniosły skutków, wysłano mi nową pompkę. Nowa pompka zaczęła działać nieco lepiej, choć nie całkiem dobrze – i wtedy wiedziałam już, że problem leży w kremie. No cóż, jest dość gęsty, treściwy, wygląda więc na to, że spływa ze ścianek opakowania bardzo leniwie i trzeba mu baaardzo mocno pomóc – rozwiązałam problem przez energiczne uderzanie spodem buteleczki o otwartą dłoń: bardzo mocno, nawet kilkanaście razy. Pomagało za każdym razem!

img_0661img_0667

Skład: Aqua, Prunus Amygdalus Dulcis Oil*, Oryza Sativa Bran Oil*, Helianthus Annus Seed Oil*, Butyrospermum Parkii Butter, Lanolin**, Glycerin, Cera Alba, Leuconostoc/ Radish Root Ferment FiltrateAscorbic Acid, Lactobacillus/ Cocos Nucifera Fruit Extract, Ribes Nigrum Fruit Extract, Tocopherol, Xanthan Gum

Skład po polsku: Woda, Olej ze Słodkich Migdałów*, Olej Ryżowy*, Olej ze Słonecznika*, Masło Shea, Lanolina**, Gliceryna Roślinna, Pszczeli Wosk, Ekstrakt z Fermentowanego Korzenia Rzodkwi, Witamina C, Ekstrakt z Kokosa, Ekstrakt z Owoców Czarnej Porzeczki, Witamina E, Guma Ksantanowa

* Oleje BIO tłoczone na zimno **Lanolina Hipoalergiczna

img_0654

1 myśl w temacie “Jan Barba, B Krem & Krem do ust”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s