Clochee, Intensywnie regenerujący krem-maska pod oczy

Długo nie mogłam wprowadzić kremu pod oczy jako stałego elementu pielęgnacji – wciąż o nim zapominałam. Od wielu miesięcy staram się jednak być sumienna i stosować go przynajmniej raz dziennie – z dobrym skutkiem. To kosmetyk, którego moja skóra bardzo potrzebuje, dlatego szukam bardzo wysokiej jakości.

IMG_0944.png

Czego oczekuję od kremu pod oczy? Tak jak wspomniałam, moja skóra pod oczami potrzebuje pomocnika, który by ją nawilżył i odżywił. Dość często zdarza mi się łzawić i regularne pocieranie skóry w celu otarcia łez nie pozostaje bez znaczenia dla kondycji mojej skóry – jest podrażniona i pocieranie delikatnie boli. Wydaje mi się, że nie mam mocno widocznych cieni pod oczami, dlatego nie szukam zniwelowania tego efektu, ale regeneracji – jak najbardziej.

Krem Clochee ma w nazwie również słowo „maska”, co przyciągnęło mnie jak magnes. Maski kojarzą mi się z gęstą konsystencją oraz mocno odżywczymi i regenerującymi właściwościami. Konsystencja kremu jest rzeczywiście dość gęsta, choć widziałam już gęstsze. 😉 To konsystencja na tyle rzadka, że łatwo rozprowadzić ją na skórze i na tyle gęsta, że gdyby przechylić buteleczkę, produkt by z niej nie wypłynął.

Spodobał mi się zapach kremu – przypomina mi otulającą linię Naturativ (klik) o zapachu wanilii, karmelu i cytryny. Jest słodki i otulający.

IMG_0947.png

Opakowanie sprawiło mi za to niemało problemów. Przyzwyczaiłam się już, że kremy pod oczy są sprzedawane w opakowaniach typu airless i można spokojnie zużyć produkt do samego końca, a ponadto dokładnie widać, ile zostało go jeszcze w opakowaniu. Krem Clochee przez ok. 4/5 opakowania sprawował się całkiem dobrze – dozowanie było precyzyjne, pompka w ogóle się nie zacinała itd. Za to pod koniec wielokrotnie towarzyszyły mi zdenerwowanie i frustracja – najpierw pompka zaczynała „strzelać” i rozpryskiwała produkt wszędzie dookoła, tylko nie na moim palcu (firany, komputer… :/). Zaczęłam zatem „okrywać ją” i zasłaniać dłonią, tak, żeby produkt trafiał w jej zagłębienie. Później całkowicie przestała dozować produkt, mimo, że widać było, że sporo go jeszcze zostało. Nijak nie udawało mi się sprawić, żeby znów zaczęła go nabierać – stukanie o dłoń, lżej i mocniej, nie pomagało. Wpadałam wtedy na pomysł ogrzania buteleczki (przez postawienie na grzejniku) i to przyniosło dość dobry rezultat – udało mi się sprawić, żeby produkt opadł na dno i znów mogłam wydobyć go dość sporo (asekuracyjnie i żeby nie ogrzewać kosmetyku non-stop, przełożyłam go do malutkiego słoiczka). Ostatecznie ten sposób również przestał działać i nie da się wydobyć już niczego. Szkoda mi wyrzucać opakowanie, w którym jeszcze coś zostało (bardzo niewiele, ale jednak). Mimo, że wrażenia estetyczne są niezwykle pozytywne (buteleczka wygląda bardzo elegancko, odzwierciedla cenę produktu), to wrażenia odnośnie użyteczności są dla mnie dyskusyjne.

IMG_0950(1).png

Cena: 129 zł/ 15 ml (klik)

Skład: Aqua, Decyl Cocoate, Glycerin, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Glyceryl Stearate, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Malus Domestica Fruit Culture Extract, Benzyl Alcohol, Lecithin, Linalool, Sorbic Acid, Citral, Salicylic Acid, Parfum, Xanthan Gum, Caffeine

A co z najważniejszym, działaniem? Uważam, że krem Clochee bardzo dobrze radzi sobie z regeneracją skóry pod oczami. Daje jej wyraźne ukojenie. Pozostawia po sobie delikatny film ochronny, co dla mnie jest bardzo wskazane (niestety, nie mogę określić, czy nada się pod makijaż, bo poza tuszem do rzęs nie stosuję żadnych kosmetyków kolorowych). Czasem zdarzało mi się zapominać o jego aplikacji, ale odżywienie i tak się utrzymywało, co jest ogromną zaletą. Daje skórze duży komfort, wygładza ją i delikatnie zmiękcza. Często po jego zastosowaniu czułam Ulgę – przez duże „U”.

Próbowałam stosować krem Clochee również jako maskę: nakładałam grubą warstwę pod oczy i pozostawiałam do wchłonięcia. Według mnie, ta metoda nie przynosi lepszych rezultatów niż „standardowe” nakładanie kremu. Produkt jest na tyle odżywczy, że zdaje się, że (moja) skóra nie potrzebowała już więcej – wchłonęła tyle, ile potrzebowała i już. 🙂

Podsumowując, byłam bardzo zadowolona z działania kremu Clochee. Idealnie wpisał się w moje potrzeby, ale ze względu na opakowanie i cenę, nie wiem, czy prędko do niego wrócę. Póki co, mam zamiar poznać jeszcze kilka innych produktów pod oczy. Jeśli macie jakieś ulubione, oczywiście o naturalnym składzie, chętnie poznam Wasze opinie. A jeśli macie ochotę na więcej recenzji produktów Clochee, zapraszam Was do tego wpisu, gdzie opisałam ich aż trzy! Miłego dnia 🙂

1 myśl w temacie “Clochee, Intensywnie regenerujący krem-maska pod oczy”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s