Ulubieńcy czerwca 2017

IMG_1001.pngCzerwiec miesiącem odkryć! Będzie kilka kosmetyków, serial i koncert. Zaczynamy!

Clochee, Łagodzący tonik antyoksydacyjny

Cena: 59 zł/250 ml (klik)

Trudno wyczuć, czy tonik jest rzeczywiście dobry – w końcu jego głównym zadaniem jest wyrównywanie pH, a tego raczej nie odczuwamy ani nie możemy zaobserwować gołym okiem. Dlatego, poza składem, ważnym kryterium jest dla mnie po prostu to, jak czuję się ze swoją skórą po jego użyciu – czy mam wrażenie, jakbym spryskała się zwykłą wodą, czy jest to coś więcej. W tym przypadku to zdecydowanie ta druga opcja. Odświeżenie, delikatne nawilżenie, ukojenie skóry – te cechy toniku Clochee sprawiły, że natychmiast go polubiłam. Wspaniale przygotowuje skórę do dalszych kroków pielęgnacyjnych. A im więcej dni towarzyszy mi w codziennej pielęgnacji, tym bardziej przekonuję się, że to jeden z najlepszych toników, jakich używałam do tej pory.

Co jeszcze mi się w nim podoba? Eleganckie opakowanie i pompka. Wystarczy jedno naciśnięcie i otrzymuję dokładnie taką ilość produktu, jakiej potrzebuję. Już od wielu miesięcy nie używam toniku z płatkami kosmetycznymi – zawsze albo aplikuję produkt na dłoń i potem bezpośrednio na twarz, albo korzystam z opakowania z atomizerem (dodam, że niebotycznie zwiększa to wydajność produktu). W przypadku toniku Clochee korzystam z pierwszego sposobu, a pompka dużo tu ułatwia. Jestem zachwycona i oby tak dalej!

Organique, Krem do twarzy Anti Acne do skóry trądzikowej

Cena: 99 zł/50 ml (klik)

Niedawno stan mojej skóry pogorszył się na tyle, że potrzebna jej była interwencja. Wyciągnęłam z szafki krem Organique i modliłam się, żeby pomógł. I pomógł. 🙂 Ma kremowo-żelową, lekką konsystencję i błyskawicznie wchłania się w skórę, dlatego stosowanie go to duży komfort. Po pierwsze, zastopował rozwój niedobrych rzeczy na mojej skórze, a po drugie zaczął powoli poprawiać jej stan. Ani podskórne niedoskonałości, ani te na powierzchni skóry nie wyskakują już tak ochoczo. Mam wrażenie, że moja skóra po prostu nieco się uspokoiła i że krem ładnie trzyma ją w ryzach i ma wszystko pod kontrolą. Skóra stała się odrobinę bardziej wygładzona, a produkcja sebum uspokojona. Co ważne, ani trochę nie przesuszył skóry. Ponownie – oby tak dalej. To był dobry zakup. 🙂

Coola, Mineral Sunscreen Face SPF30 Unscented Matte Tint

Cena: ok. 32 €/50 ml (klik i klik)

Na ten krem polowałam już od bardzo dawna. I upolowałam… za 10€ za sztukę (ok. 40 zł) w brytyjskim sklepie Beauty Bay. Standardowa cena jest o wiele wyższa, ale kurczę, warto. Krem nie ma żadnego zapachu – to miły odpoczynek od intensywnie i chemicznie pachnących filtrów, których używałam do tej pory. Świetnie rozprowadza się na skórze i co najważniejsze, nie bieli. To nieopisana ulga i cudowny komfort – nie musieć martwić się o białą twarz i smugi. Co więcej, nie powoduje błyszczenia skóry. Ideał? Chyba tak. 🙂 Co prawda, zawiera trochę silikonów, ale mnie one nie przeszkadzają – moja skóra, póki co, nie reaguje na nie negatywnie. Krem jest barwiony, ale nie ma żadnego krycia, co bardzo mi odpowiada. Po prostu stapia się ze skórą. Cieszę się, że kupiłam od razu dwa opakowania, bo po pierwszym na pewno będę chciała do niego wrócić.

IMG_1008.png

 

 

 

Orange is the new black (klik)

Orange_is_the_new_Black

Źródło zdjęcia: https://en.wikipedia.org/wiki/Orange_Is_the_New_Black

To jeden z najlepszych seriali, jakie widziałam do tej pory. Opowiada o losach kobiet osadzonych w więzieniu – są z różnych środowisk i zakątków świata. Początkowo, fabuła kręci się wokół Piper Chapman, skazanej na 15 miesięcy więzienia za posiadanie pieniędzy z transakcji narkotykowych, ale im dalej w las, tym bardziej rozwijają się wątki innych kobiet, moim zdaniem jeszcze ciekawsze. Serial pokazuje nie tylko aktualne wydarzenia rozgrywające się w więzieniu, ale także historie z przeszłości skazanych kobiet. Jest niezwykle wciągający, z dużą dawką humoru, ale także pełen dramatycznych wątków, mamy tu zatem szeroki przekrój emocji. Bardzo wciąga! 9 czerwca pojawił się nowy, 5 sezon – wszystkie odcinki naraz, miałam zatem małą weekendową ucztę. 🙂

 

 

Koncert Coldplay na Stadionie Narodowym

Coldplay_new2.gif

Źródło: http://coldplay.com

Świetne przeżycie! Co prawda nie jestem największą fanką Coldplay na świecie, ale znam wiele ich utworów i wiele z nich lubię. Już dawno nie byłam na żadnym koncercie, tym bardziej cieszyłam się na wypad do Warszawy*. Ani trochę się nie zawiodłam. Atmosfera była wspaniała. Uczestnicy koncertów Coldplay otrzymują przed wejściem specjalne opaski (dokładnie takie), które są automatycznie aktywowane podczas koncertu, świecąc na przeróżne kolory, w zależności od utworu i dając magiczny efekt (spójrzcie na przykład tutaj). Baaardzo polecam. 🙂

 

* Przy okazji odwiedziłam sklepik Ministerstwa Dobrego Mydła przy ulicy Dzielnej 15 (klik). Mały raj 🙂 Zostałam przemiło obsłużona (przez samą Szefową!), a oprócz kul do kąpieli i oleju z orzechów laskowych, wyniosłam stamtąd próbki mydeł, które zamierzam kupić: Ananas i Hibiskus.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s