Shrekowa maseczka, czyli błoto termalne z siarką

IMG_1076

Oczyszczanie twarzy to dla mnie najprzyjemniejsza część pielęgnacji i ta, która obecnie najbardziej mnie interesuje. Wciąż szukam nowości, czytam, przeglądam, analizuję, nigdy nie mam dość. 🙂 Polski rynek jest bogaty w różnego rodzaju produkty i chętnie z tego korzystam. Od długiego czasu nie ograniczam się tylko do tego, co gotowe i co od razu można nakładać na twarz, ale ukochałam sobie półprodukty, szczególnie glinki i spirulinę. Cieszę się, bo przede mną jeszcze dużo eksperymentów, dużo łączenia produktów – do tej pory rozrabiałam je zwykle z filtrowaną wodą, teraz mam zamiar włączyć również hydrolaty (które swego czasu odstawiłam), a to dopiero początek. Mogłabym długo o tym pisać, ale post ma być przecież na inny temat – mojego dobrego przyjaciela, błota termalnego z siarką. Cieszę się, że kupiłam aż 200-gramowe opakowanie, bo miałam okazję dobrze je poznać.

Cena: 40,43 zł/200 g (klik)

IMG_1083

Błoto ma postać proszku o żółtozielonym kolorze, który należy rozrobić z jakimś płynem. U mnie była to filtrowana woda. W szklanej miseczce mieszałam pełną łyżeczkę błota z odrobiną wody, aż do uzyskania pożądanej konsystencji. Czasem była gęstsza, czasem rzadsza – zawsze robiłam to na oko i tak, żeby dało się rozprowadzić maseczkę wygodnie na skórze, bez zbytniego ciągnięcia, ale żeby jednocześnie trzymała się skóry i nie spływała.

Zapach produktu jest typowy dla kosmetyków z siarką – ja go bardzo lubię i jestem trochę zdziwiona, że ktoś na niego narzeka, ale wiadomo – to sprawa indywidualna. Zapach jest w tym kosmetyku nawet nieco pomocny – sygnalizuje, czy błoto zostało dobrze zmyte. Jeśli nie, możecie spodziewać się, że będziecie go czuć przez resztę dnia. Mnie zdarzyło się to jakieś 2-3 razy. Nie wiedziałam o co chodzi i co mi tak pachnie cały dzień. Dopiero potem połączyłam fakty 😀

Mieszanka wody i błota ma nieco ciemniejszy kolor niż samo błoto i pierwszym skojarzeniem, jakie przyszło mi na myśl, kiedy nałożyłam ją na twarz po raz pierwszy, był… Shrek. Dlatego teraz nazywam ją „shrekową maseczką”. 🙂 Jak wygląda po rozrobieniu, możecie zobaczyć na poniższym zdjęciu:

IMG_8739.JPG

Produkt zasycha na skórze, dlatego nałożoną maseczkę zwilżałam regularnie wodą termalną Uriage. Trzymałam ją na twarzy ok. 10 minut, czasem nieco dłużej.

Bardzo polubiłam działanie tego błota. Wyciąga zanieczyszczenia za skóry i delikatnie obkurcza pory. Odnosiłam wrażenie, że usuwa również część martwego naskórka, bo skóra po jego użyciu była bardzo gładka. Świeża, czysta i absolutnie gotowa na przyjęcie kolejnych produktów.

Błoto w pewien sposób uspokaja, wycisza skórę. Pomaga zmianom wygoić się szybciej. Nie mam wielkich problemów z zapanowaniem nad sebum, ale ta maseczka dodatkowo pomagała zmatowić cerę. Same plusy 🙂 Błoto dostarczało mojej skórze takiego oczyszczenia, jakie idealnie do niej pasuje (mam cerę mieszaną i problemy z zaskórnikami). 

Skusicie się? 🙂 

IMG_1079.png

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s