Fresh&Natural, Pasta do mycia twarzy z melisą i szałwią

IMG_7788.JPG

Swoją przygodę z dwuetapowym oczyszczaniem twarzy rozpoczęłam zaledwie kilka miesięcy temu. Nie noszę innego makijażu niż tusz do rzęs, a olejki i balsamy myjące kojarzyły mi się wyłącznie z demakijażem, dlatego jakoś ominął mnie ten temat. Z różnych powodów miałam jednak dość mocno zanieczyszczoną cerę (w szczególności latem) i szukałam nowych rozwiązań. Dwuetapowe oczyszczanie robi wiele dobrego dla mojej cery. Myślę, że za kilka miesięcy podzielę się z Wami moimi doświadczeniami związanymi właśnie z oczyszczaniem – mam dużo do powiedzenia na ten temat.

Pastę Fresh&Natural kupiłam w sierpniu, a zaczęłam używać na samym początku września. Wystarczyła mi zatem na dwa pełne miesiące codziennego używania (raz dziennie, wieczorem).

Cena: 39,99 zł/150 ml (klik)

IMG_7801

Nakładanie produktu

Produkt nie bez powodu nosi nazwę pasty. Ma gęstą konsystencję, która przypomina przy nabieraniu musy do ciała, ale przy nakładaniu zachowuje się nieco inaczej – nazwałabym ją „mazią”. Kiedy użyłam jej po raz pierwszy, trochę się przeraziłam. Nie miałam wcześniej do czynienia z produktem tego typu, więc jeszcze nie wiedziałam, jak się zachować, a pasta nie ułatwiła mi zadania. Nałożyłam ją wtedy od razu na twarz, bez żadnego roztarcia w dłoniach itd.

Żeby umieścić pastę na całej twarzy, musiałam po pierwsze nałożyć jej sporo, a po drugie mocno naciskać na skórę, żeby to wszystko rozprowadzić. Nie lubię zbędnego naciągania i pocierania skóry (to jeden z powodów, dla których nie używam płatków kosmetycznych do nakładania toniku), a tutaj musiałam naciągać dość mocno, co mi się nie podobało. To prawdziwa pasta, nazwa nie mogłaby być bardziej trafna. Ale cóż, pierwsze śliwki robaczywki, potem zaczęło być lepiej. 🙂

Nauczyłam się trzech rzeczy:

1. Żeby nie mieć problemu z rozprowadzaniem produktu, dobrze wcześniej rozgrzać go w dłoniach. Nabierałam pastę na palce, a następnie przykładałam drugą rękę i czekałam, aż ciepło moich rąk pomoże jej się delikatnie rozpuścić. Dopiero wtedy nakładałam ją na twarz. Nie pocierałam jednej dłoni o drugą, po to w przedziwny sposób pogarszało sytuację – pasta stawała się jeszcze gęstsza.

2. Zauważyłam, że im mniej, tym lepiej. Zaczynałam od rozgrzania w dłoniach małej ilości pasty, nawet jeśli potem potrzebowałam jej więcej. Kiedy od razu wzięłam jej za dużo, znowu maziała się i robiła gęsta. Nakładałam taką ilość na twarz, chwilę masowałam i dopiero potem dokładałam.

3. Najlepszy sposób na delikatne rozpuszczenie pasty – trzymanie jej w ciepłym miejscu. Wszystkie zdjęcia z tego wpisu były robione latem, więc na poniższym widzicie częściowo pastę, a częściowo pastę zamienioną w olej. Ale ponieważ używałam jej jesienią, nie mogłam liczyć na pogodę i ciepło z zewnątrz. W połowie opakowania zaczęłam więc trzymać produkt w łazience – czego zwykle nie robię, ale to najcieplejsze pomieszczenie w moim mieszkaniu (jest bez dodatkowo bez okna), dlatego bardzo mi pomogło – pasta oczywiście nie roztopiła się do konsystencji oleju, ale zmiękła na tyle, że nie musiałam już walczyć z rozcieraniem na twarzy.

Kiedy już nauczyłam się obchodzenia z tego typu produktem, zaczęłyśmy się lubić. Odpowiednio rozgrzana pasta łatwo rozprowadzała się na skórze i pod wpływem masowania twarzy rozgrzewała się i rozpuszczała jeszcze bardziej. Mogłam bez problemu przesuwać palce po twarzy i masowanie twarzy przez kilka minut było prawdziwą przyjemnością.

Uważam, że problemom z rozprowadzaniem winne jest masło kakaowe, które jest bazą tego kosmetyku (a krótko po nim specyficzny, gęsty olej – rycynowy). Pokazywałam kiedyś na Instagramie, jak wygląda czyste masło kakaowe (klik) – to twarde bryłki, których nie sposób użyć w 100% stężeniu. Ciekawi mnie, jak wyglądałaby ta pasta, gdyby zastąpić masło kakaowe masłem shea – chętnie kupiłabym taki produkt.

INCITheobroma Cacao Seed Butter, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Fruit, Cocamidopropyl, Betaine; Aqua; Sodium Lauroyl Lactylate, Glycerin, Cetyl Alcohol, Cetearyl Olivate,  Sorbitan Olivate, D-panthenol, Melissa Officinalis Leaf Oil, Gluconolactone (and) Sodium Benzoate, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil, Salvia sclarea (Clary) Oil, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Oil, Abies Siberica (Firneedle) Oil, Xanthan Gum, Citral, Citronellol, Gerianol*, Limonene, Linalool

IMG_7812

Który krok w oczyszczaniu?

Rozmawiałam o tej paście z kilkoma osobami i czytałam o niej parę razy w Internecie. Wiele osób sugerowało, że pasta ze względu na obecność emulgatora może być używana jako drugi krok w oczyszczaniu. Owszem, fakt, że produkt emulguje z wodą jest bardzo pomocny – nie trzeba stosować ściereczek i większość można zmyć samą wodą. Jednak po dokładnym domyciu wodą na mojej skórze wciąż pozostawał cienki, ale zdecydowanie wyczuwalny film. Nie podobało mi się to – po pierwsze, nie chciałam, żeby oczyszczanie było moim ostatnim krokiem w wieczornej pielęgnacji – zawsze nakładam po nim tonik z kwasami lub tonik + olej z kwasem hialuronowym/krem. Myślę, że przez obecność takiej warstewki dalsze kosmetyki nie wchłonęłyby się tak, jak powinny i nie zadziałały tak, jak powinny. Po drugie, bałam się o jeszcze większe zanieczyszczenie porów. Dlatego ta pasta była u mnie pierwszym krokiem w oczyszczaniu (przecież na dobrą sprawę po rozpuszczeniu zamieniała się w olej, a olej to pierwszy etap w OCM, prawda? 🙂 ).

 

Działanie

Teraz najważniejsza sprawa – działanie. Byłam z niego zadowolona. Pasta świetnie zbierała wszelkie zanieczyszczenia. Tak jak mówiłam, zaraz po niej używałam żelu do mycia twarzy (najpierw tego, potem tego) i po takich dwóch myciach skóra była czyściutka – czasem aż błyszczała. Jednak nigdy nie była „skrzypiąco czysta” (staram się unikać produktów, które dają taki efekt). Oczyszczanie produktami oleistymi ma dla mnie dodatkową zaletę – jest po prostu przyjemne, co przenosi się na efekty. Świetne uczucie tak sunąć palcami po skórze. Dlatego zawsze poświęcam tej czynności dużo czasu. A kiedy przykładam tak dużą uwagę do masowania i tym samym oczyszczania, to skóra jest niezwykle gładka i niezwykle czysta. Sam produkt oczywiście ma znaczenie, ale to jak i jak długo myję twarz jest tak samo ważne – oleje ułatwiają mi porządne umycie buzi. 

IMG_7794

Zapach

Na koniec jeszcze kilka słów o zapachu. Trochę boję się cytrynowych produktów, bo lubią pachnieć jak kostka toaletowa. W przypadku pasty Fresh&Natural na szczęście nie miałam tego problemu. Czułam w niej cytrynę i zioła. Ta woń mnie szczególnie nie zachwyciła, ale nie było kostki toaletowej, a tylko tego chciałam 😀

 

Podsumowanie

Pasta Fresh&Natural sprawiła mi niemało problemów. Musiałam nauczyć się, jak jej używać i była to nauka na wielu błędach. Podobało mi się, że zawierała emulgator, dzięki czemu nie musiałam korzystać ze ściereczki do jej usunięcia. Ale czy kupię ją ponownie? Raczej nie. Dobrze oczyszczała, ale wolę mniej problematyczne konsystencje. Teraz używam balsamu Czarszki (klik) i jest o niebo lepiej.

A Wy znacie tę pastę? I czy polecacie jakieś produkty do pierwszego oczyszczania twarzy? Tak jak mówiłam, dopiero zaczynam swoją przygodę z OCM, dlatego jeszcze dużo przede mną i będę wdzięczna za wszelkie sugestie. Pozdrawiam! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s