Zakupy – Black Friday 2017

IMG_9063.JPG

Miałam długą listę produktów, które chciałam kupić pod koniec roku – na Instagramie pokazywałam Wam już kilka rzeczy z Ministerstwa Dobrego Mydła (klik), a także z drogerii Kontigo (klik). Byłam tak nastawiona na ten koniec roku, że zużyłam lwią część kosmetyków, jakie miałam do tej pory i w niektórych kategoriach zaczynało mi ich powoli brakować. Ale to dobrze, bo od razu będę mogła się wziąć za nowości 😛Na Czarny Piątek czekałam szczególnie, bo planowałam też szczególne zakupy – chciałam zapoznać się z produktami kilku zagranicznych marek.

Długo wzdychałam do marki Tata Harper. Mam na oku jeszcze kilka jej produktów, ale zaczęłam oczywiście od czegoś do oczyszczania (to dla mnie najważniejszy punkt w pielęgnacji) – Purifying Cleanser (klik) to jeden z ich trzech preparatów do mycia twarzy (nie liczę olejku). Przechodzę teraz kurację kwasem glikolowym i moja skóra stała się bardzo wrażliwa, więc mam nadzieję, że okaże się być łagodny. Kupiłam też ich bestseller – Resurfacing Mask (klik). Naczytałam się i naoglądałam wielu pozytywnych recenzji na temat tej maseczki – musiałam wypróbować na sobie! Zawiera m.in. enzymy z owocu granatu i różową glinkę. Liczę na delikatne złuszczenie, wygładzenie i rozpromienienie skóry.

IMG_9014

 

Kolejną marką, którą koniecznie chciałam poznać, jest Leahlani. Chcę na Hawaje 😀 Tam Leah pozyskuje składniki i wytwarza swoje produkty. Nie mogłam przejść obojętnie obok maseczki ze spiruliną – kocham spirulinę! To jedno z moich odkryć tego roku. Mermaid Mask (klik) zawiera nie tylko spirulinę, ale także chlorellę – te algi również chcę poznać. A reszta składu fascynuje mnie tak samo mocno. Bardzo się cieszyłam na pierwsze użycie i cieszę się też na kolejne. 🙂 Drugi produkt to puder do oczyszczania twarzy: nazywa się Kalima Coconut Cream Cleansing Powder (klik). Produkty do oczyszczania w formie proszku nie były mi dotąd dobrze znane, ale ostatnio bardzo mnie zaciekawiły. Słyszałam o myciu twarzy np. glinką i postanowiłam zgłębić temat.

IMG_9031IMG_9035

 

Potrzebowałam także produktu nawilżającego – postawiłam na Antioxidant Dew marki Kypris (klik). Tym produktem jestem podekscytowana najbardziej. Zbiera świetne opinie i wpasowuje się w moje potrzeby i wymagania, wydawać by się mogło, idealnie. To serum o bardzo dużej pojemności, bo aż 48 ml (zwykle tego typu produkty mają 30 ml i mniej).

Niedługo będzie mi potrzebny tusz do rzęs. Popularyzuję naturalne kosmetyki do pielęgnacji, ale „kolorówki” nie zmieniłam jeszcze na bardziej „zieloną”. Kolorówka to właściwie duże słowo, bo ja używam tylko tuszu do rzęs 😛 – i świetnie sprawdzają się u mnie tanie tusze, np. Lovely czy Miss Sporty. Ale może czas zacząć rozglądać się za naturalnością i w tej kategorii. Pierwsze podejście – Lily Lolo (klik). 🙂 Skusiłam się też na jeden produkt marki The OrdinaryLactic Acid 5% + HA 2% (klik), którego głównym składnikiem, jak sama nazwa wskazuje, jest kwas mlekowy. Pomoże mi w złuszczaniu naskórka, ale nie mam jeszcze dokładnego planu na włączenie go do pielęgnacji. Oferta tej marki jest niezwykle bogata i mam zamiar sięgnąć w przyszłości po więcej. Produkty sprzedają się na pniu – podobno to świetna jakość w dobrej cenie.

IMG_9051.JPG

 

No i wisienka na torcie – Josh Rosebrook. Filozofia, składniki, które w większości są albo „organic” albo „certified organic” – tę markę też musiałam poznać. Bestsellerem Josha jest Hydrating Accelerator (klik). Cieszę się na niego szczególnie, bo zawiera olej marula, który bardzo lubię. Nie mogłam nie wybrać też czegoś do oczyszczania 🙂 Kupiłam Complete Moisture Cleanse w największej pojemności (klik – spójrzcie na skład!) i peeling enzymatyczny Active Enzyme Exfoliator (klik), czyli mój ulubiony, po kosmetykach do mycia twarzy, typ produktu. Od długiego czasu nie stosuję peelingów mechanicznych. Enzymy to moja nowa kosmetyczna miłość. Szczególnie polecam Wam wypróbować peelingi enzymatyczne ze sklepu e-naturalne (pokazywałam je tutaj i tutaj). Jak to się mówi? Petarda? 😀 Są naprawdę świetne. Do zakupów dołożyłam na końcu miniaturę odżywki do włosów Nourish Conditioner (klik).

IMG_9044

 

IMG_9097IMG_9099

Moja lista zawierała też polskie kosmetyki. Chciałam koniecznie poznać jedną markę – Hagi Cosmetics i tylko na niej skupiłam się w Czarny Piątek. W sklepie obowiązywała zniżka -20% (po cichu liczyłam na -30%, ale trudno 😛 ). Najbardziej interesowały mnie balsamy do ciała. Hagi ma ich w swojej ofercie cztery. Chętnie kupiłabym wszystkie, ale napisałam do Sprzedawcy z pytaniem o daty ważności i powiedziano mi, że trzeba je zużyć w ciągu 6 miesięcy od produkcji (nie od otwarcia). Myślę, że spokojnie dałabym radę, bo używam balsamu codziennie, rano i wieczorem (na ramiona i przedramiona, na całe ciało rzadziej), ale uznałam, że balsamy nie uciekną i jeśli te dwa, które kupiłam, się spiszą, sięgnę też po kolejne. Po otwarciu  paczki okazało się, że to jednak 6 miesięcy od otwarcia 😛 Wybrałam wersje: z olejem konopnym i masłem cupuacu (klik) oraz z organiczną wodą pomarańczową i olejkiem z passiflory (klik) – skusiła mnie obietnica pomarańczowego zapachu. 

 

Skończyły mi się też prawie wszystkie peelingi do ciała (została tylko Śliwka z Ministerstwa Dobrego Mydła) i ponieważ mam chwilową przerwę od robienia własnych peelingów, postanowiłam sprawdzić, co na polskim rynku w trawie piszczy (następne na liście są peelingi Iossi albo Purite). Hagi oferuje cztery rodzaje peelingów, w tym jeden do dłoni i stóp (klik). U mnie peeling do dłoni i stóp nie znajduje zastosowania (po prostu nie używam tego typu produktów, bo nie czuję potrzeby), ale kupiłam go z myślą o stosowaniu do ciała. Ma pachnieć wakacjami na Bali, oł je 🙂 Do koszyka wpadł mi też cytrusowy scrub z olejem konopnym i makadamia (klik) oraz scrub z olejem z pestek śliwki i olejem jojoba (klik). Chciałam też kupić czwarty scrub, z gałką muszkatołową i cynamonem (klik), ale niestety był niedostępny. Szkoda, bo nazwa brzmi iście zimowo i to jego otworzyłabym w pierwszej kolejności. 😉

IMG_9076.JPG

 

Nie jestem „świecową” dziewczyną – jakoś mnie to do tej pory nie kręciło. Miałam trzy woski Yankee Candlee i nie za bardzo przypadły mi do gustu. W tym roku poczułam, że chciałabym mieć w mieszkaniu coś pięknie pachnącego i musiały to być sojowe świece Hagi. Nie mogłam się zdecydować, więc wybrałam dwie: Wakacje na Bali (klik) oraz Korzenną Pomarańczę (klik). Żeby relaksu nie było przypadkiem za mało, dołożyłam słynny puder do kąpieli z kozim mlekiem (klik) 😛 Nigdy wcześniej nie korzystałam z pudru do kąpieli, zawsze były to kule. Ostatni produkt do multikrem do twarzy, rąk i ciała (klik). Będę go stosować raczej do rąk i ciała, niż do twarzy, a jeśli będzie ładnie pachniał, to zajmie zaszczytne miejsce na moim biurku w pracy 😉

IMG_9081.JPGIMG_9110

 

I najlepsza część zamówienia – skarpetki! 🙂 Dostałam je gratis do zakupów, ale widzę, że teraz są już dostępne na stronie Hagi (klik), więc można je po prostu kupić. W komentarzu do zamówienia poprosiłam również o próbki nadchodzących nowości i kremu detox (klik). Niestety, opakowania nie zostały opisane, więc będę musiała prosić producenta o rozszyfrowanie – rozpoznaję jedynie olejek do ciała z drobinkami złota, z którego bardzo się cieszę, bo chodzi mi po głowie jako kosmetyk na lato i super, że będę mogła go wcześniej poznać. 🙂 A metalowe opakowanie skrywało mydło, niestety również nieopisane.

Aktualizacja: Marka Hagi już odpisała na mojego maila. Mydło to nadchodząca nowość – mydło Wakacje na Bali, krem w żółtym kolorze to krem detox, a biały krem to multikrem Wakacje na Bali.

IMG_9070.JPG

 

A jak u Was? Korzystacie z akcji promocyjnych typu Black Friday? Coś ciekawego wpadło do Waszej kosmetyczki? 🙂

 

 

 

7 myśli w temacie “Zakupy – Black Friday 2017”

  1. Jeeej, ale mega zakup, siedzę i wzdycham<3 Napisz proszę jeszcze za jaką cenę udało Ci się dorwać Tata Harper i Josh Rosebrook. W przyszłym roku na bank poczynie większe zakupy niż w tym!(bo kupiłam tylko dwa produkty:D)

    Polubienie

    1. A co ciekawego kupiłaś? 🙂
      Tata Harper Purifying Cleanser kosztował £62.00, a Resurfacing Mask £53.00 – to ceny regularne, a kupiłam je z 20% rabatem.
      Josh Rosebrook: cleanser kosztował początkowo £55.00, Hydrating Accelerator £35.00, a peeling enzymatyczny £38.00 – tutaj również korzystałam z 20% rabatu 🙂

      Polubienie

      1. No to okazja:) Żałuję, że mam mały zapas…Ja skusilam się na niezbyt naturalny produkt:) marki Paulas Choice ze względu na kurację dermatologiczną i na krem ultranawilżający Resibo:)

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s