Ulubieńcy roku: 2017

Z przyjemnością zabieram się do tworzenia tego wpisu – już nie mogę się doczekać, kiedy opowiem Wam o moich ulubieńcach. 🙂 Znajdą się tutaj przede wszystkim kosmetyki, ale nie może zabraknąć również paru odkryć „niekosmetycznych”. 

Tego roku spodobało mi się sporo produktów, ale tutaj opowiem tylko o tych, które zawojowały moją pielęgnację i do których na 100% wrócę lub już wróciłam. Mimo, że wiele rzeczy okazało się być nawet bardzo dobrymi, to ocena „bardzo dobry” nie kwalifikuje ich do ulubieńców – musi to być ocena „celująca”. 🙂

Pielęgnacja włosów

Taką ocenę wystawiam już po raz kolejny szczotce Wet Brush. Mogę śmiało powiedzieć, że znalazłam ideał. Jest ze mną od prawie dwóch lat i od tego czasu jeszcze ani razu nie szarpnęła moich włosów. Wchodzi w nie bardzo gładko i daje radę nawet, kiedy z jakiegoś powodu są splątane (np. podczas bardzo wietrznej pogody). Nie było takiej sytuacji, w której by sobie nie poradziła. Wersja Paddle ma dość dużą powierzchnię, a to znacznie przyśpiesza czesanie – wystarczy kilka ruchów i na włosach panuje porządek 🙂 Uwielbiam ją. Jedyna wada – mam tylko jedną sztukę 😀 Planuję zakup kolejnej, żeby zostawić ją u rodziców (bo nie wożę jej ze sobą). Przydałaby mi się też wersja do torebki. Swoją kupiłam, kiedy jeszcze nie była dostępna w Polsce, w sklepie Lookfantastic (klik), ale już od dawna widuję ją w polskich sklepach, gdzie sprzedaje się ją w o wiele lepszej cenie, np. tutaj.

IMG_9330.JPG

Będąc w temacie szczotek do włosów – nie wiem, jak ja żyłam bez czyścika! Te „grabki” w mig usuwają WSZYSTKIE włosy ze szczotki – na mojej Paddle są to dokładnie 2 ruchy. Chyba jeszcze nigdy tak dobrze nie zainwestowałam ośmiu złotych. Kojarzy mi się to z reklamami płynów do mycia naczyń – przecierasz patelnię, a ona lśni czystością, bez grama brudu. Tutaj mamy szczotkę bez grama włosów. Bardzo polecam 🙂 Można ją kupić w Rossmannie (klik).

Pisząc o włosach, nie mogę nie wspomnieć o szamponach Naturativ, które są ze mną od wielu miesięcy. Mam do nich takie zaufanie, że ostatnio kupiłam od razu bodajże 7 (bo trafiłam na promocję -50% i miałam jeszcze kod rabatowy -20% 🙂 ). Dla mnie są dość drogie, więc podczas tak dużych promocji chętnie robię zapasy. Nie mam upatrzonej konkretnej wersji, używam wszystkich na zmianę (poza wersją do włosów blond). Świetnie się pienią i rewelacyjnie domywają (i ładnie pachną, więc przyjemnie się z nich korzysta). Od czasu do czasu oczywiście kupuję coś innego, ale Naturativ muszę mieć zawsze „w pogotowiu”. Myślę, że zostaną ze mną jeszcze na długo. Można je kupić tutaj.

IMG_9369.JPG

W tym roku szalenie spodobały mi się też szampony Desert Essence, które kupuję w sklepie iHerb. Zużyłam dwie wersje: malinową oraz cytryna&drzewo herbaciane, miałam też miniaturę kokosowej, którą teraz używam w pełnej pojemności. Bardzo przyjemne szampony, dobrze doczyszczają i włosy, i skórę głowy i mam wrażenie, że również pielęgnują, dlatego kiedy je stosuję, wyjątkowo często rezygnuję z odżywki. Są niezwykle wydajne – każdy z nich zużywałam ok. dwa razy dłużej niż jeden szampon Naturativ. Wersje: malinowa i cytryna&drzewo herbaciane pienią się nieco gorzej od tych z Naturativ, ale i tak lepiej niż przeciętne naturalne szampony, natomiast kokosowa pieni się wspaniale. Kuszą mnie jeszcze odżywki do włosów tej marki i chyba niedługo zdecyduję się na zakup, bo w ciągu paru tygodni powinnam zużyć wszystkie odżywki, jakie posiadam i zrobi się miejsce na coś nowego. 🙂 Tak jak wspominałam, szampony DE można kupić w amerykańskim sklepie iHerb (klik), ale nie tylko – są dostępne również w Polsce (klik), z tym, że w o wiele wyższych cenach. Przesyłki z iHerb dochodzą w ciągu ok. 2 tygodni i jeszcze nigdy nie płaciłam cła itp. (kupuję zawsze za max. 130 zł), więc myślę, że nie ma się czego obawiać 🙂

 

 

Pielęgnacja ciała

W kategorii „pielęgnacja ciała” chcę wyróżnić tylko jeden produkt: odżywczy balsam Resibo (klik). Zużyłam jedno opakowanie i kupiłam już drugie – czekam z nim na wiosnę/lato. Pachnie wręcz cudownie, choć zawsze zaznaczam, że to kwestia indywidualna. Dla mnie to zapach jakiejś rajskiej wyspy, bardzo kobiecy i przyciągający. Balsam ma ogromną zaletę: mocno nawilża i odżywia skórę, zostawia na niej delikatny film, ale jednocześnie jest lekki, nie tłuści, nie obciąża, po aplikacji można szybko się ubierać. Jestem niesamowicie zadowolona z jego działania, zarówno tego na skórę, jak i na mnie w ogólności: bardzo umilał mi poranki (bo głównie wtedy go stosowałam) oraz czas spędzany w pracy – lubiłam powąchać swoje ubranie, które delikatnie nim przesiąkało i robiło mi się jakoś tak przyjemnie 🙂 +100 do kobiecości, mówię Wam! Bardziej szczegółową recenzję znajdziecie tutaj. Można go kupić w wielu sklepach, również stacjonarnie (listę wszystkich miejsc znajdziecie tutaj).

IMG_9350.JPG

 

 

Pielęgnacja twarzy

No i najliczniej obsadzona kosmetykami kategoria: pielęgnacja twarzy.

O wodzie termalnej Uriage mówiłam już nie raz. To kolejny kosmetyk, który jest ze mną od kilku lat i wciąż go kupuję. Nawet nie mam ochoty na próbowanie innych wód. Jest produktem wielofunkcyjnym: zastępuje mi tonik, służy do orzeźwiania w gorące dni, jest idealna do zwilżania maseczek, wspaniale koi nawet mocno podrażnioną skórę. Nie wyobrażam sobie, że kiedyś mogłoby jej u mnie zabraknąć. Mój licznik zadowolenia z niej ma wskaźnik już chyba w kosmosie 😉 Kupuję ją zawsze w Super-Pharm.

IMG_9230.JPG

Podobnie zachowuje się mój licznik zadowolenia z balsamu do ust Resibo (klik). To produkt tak wspaniały, że sama w to nie wierzę. Jak można być tak dobrym? Ma bardzo gęstą konsystencję, więc odrobina wystarczy, żeby dobrze pokryć usta. Pierwsze wrażenie: ładne nabłyszczenie, nienachalne. Dalsze wrażenia: balsam nie znika z ust po paru minutach, trzyma się naprawdę długo i daje wspaniałą ochronę przed wiatrem i zimnem (a także przed wysuszaniem, gdy jest ciepło). To pierwsza jesień i zima od bardzo dawna, kiedy moje usta nie zamieniły się w spierzchnięte, bolące coś. A kiedy zapomnę o użyciu balsamu i usta jednak dostaną „w kość”, wystarczy gruba warstwa na noc i rano usta są jak nowe. A jeśli problem jest poważniejszy, to rano usta są ukojone, a drugiego dnia dochodzą już całkiem do siebie. Balsam wspaniale je regeneruje. Jestem w nim po uszy zakochana i tutaj również kupiłam już drugie opakowanie. I nie ostatnie, oj nie 🙂 Dalszą część pieśni pochwalnej na jego temat znajdziecie w recenzji: klik. 😀 Polecam go przy każdej nadarzającej się okazji i to jeden z pierwszych produktów, które znalazły się na mojej liście, kiedy obmyślałam ten wpis.

IMG_9355.JPG

Teraz aż trzy produkty do oczyszczania twarzy. Najpierw o świetnym żelu od Phenomé (klik). Jak tylko zaczęłam go używać, to od razu trafił i do pielęgnacji porannej, i do pielęgnacji wieczornej. Nie chciałam się z nim rozstawać. Pracowało się z nim tak przyjemnie, że wspominam to cały czas (zaczynałam go używać jakoś we wrześniu). Czekam na promocję w Super-Pharm, żeby kupić go znowu. Mam jeszcze kilka innych produktów do oczyszczania (pokazywałam je w zakupach z Black Friday – klik), więc bardzo mi się nie spieszy, ale mam go cały czas w głowie. Produkty dedykowane cerze tłustej i mieszanej oraz z niedoskonałościami mogą kojarzyć się z mocnym oczyszczaniem, nawet wysuszeniem lub innym rodzajem agresywności, ale nie tutaj. Ten żel wspaniale doczyszczał skórę, ale nie robił jej najmniejszej krzywdy, zostawiał gładką, świeżą, taką „oddychającą”. Niezwykle przyjemny produkt, muszę do niego wrócić.

200_pet_toucan_nk107popup_1

 

Zachwyciły mnie też peelingi enzymatyczne ze sklepu e-naturalne. Miałam dwie wersje: z owoców tropikalnych (klik) oraz z papają i ananasem (klik). Obie spisały się u mnie fantastycznie. To produkty w formie proszku, który należy rozrobić z wodą (lub hydrolatem czy czymkolwiek innym – ja rozrabiałam z wodą). Nazywam je „pożeraczami naskórka”, bo złuszczają bardzo, ale to bardzo skutecznie. Nie podrażniają przy tym skóry. Efekty są imponujące: moja skóra stawała się mocno wygładzona i delikatnie rozjaśniona. Po tak dobrym usunięciu martwego naskórka świetnie przyjmowała kolejne składniki. Jak tylko będę składać zamówienie w e-naturalne, obowiązkowo dorzucę któryś (a może oba? 🙂 ) do koszyka. Moim zdaniem wersje nie różnią się między sobą działaniem, a jedynie zapachem (choć w obu przypadkach jest egzotyczny) i lekko kolorem.

IMG_0995IMG_8866

 

Teraz prawdziwa perełka: spirulina. Maseczki z nią bardzo dobrze oczyszczają skórę, ale przy takim „detoksie” spodziewałabym się ściągnięcia i podsuszenia – nic z tych rzeczy, skóra po jej użyciu była gładka, nawilżona i taka „napompowana” (nie chodzi mi o objętość, ale o ujędrnienie). Jedyna wada: zapach. Nie dla osób o słabych nerwach 😀 Śmierdzi okrutnie. Dlatego nigdy nie używałam jej solo, a zawsze z innym sypkim produktem (najczęściej z różową glinką) i próbowałam jeszcze trochę zabić zapach olejkiem z drzewa herbacianego. Gdyby nie była tak dobra, to odpuściłabym sobie jej stosowanie. Ale jest dobra i to bardzo.

IMG_7587

Ostatni kosmetyk, o którym napiszę, to krem z filtrem marki Coola (ja kupowałam go tutaj, ale jest dostępny również na iHerb.com). Stosowałam go przez część lata i przez całą jesień. Jak dobrze było odpocząć od ciężkości i bielenia skóry! Krem jest barwiony, ale nie kryje i jest niewidoczny na skórze, a mimo to delikatnie poprawia jej koloryt. Jak to się mówi – automagicznie 🙂 Ma konsystencję lekkiej pianki. Matuje skórę, ale w taki sposób, że pozostawia ją z naturalnym blaskiem. Coś pięknego. Ma w składzie silikony, ale nie robią mi krzywdy (a mam cerę problematyczną i łatwo jej zaszkodzić). W największe upały wydawało mi się, że mógł być za słaby/dość szybko znikał – tutaj należało naprawdę pamiętać o reaplikacji (którą zaleca się zresztą przy każdym kremie z filtrem). Ale kiedy zrobiło się zimniej, nie miałam zastrzeżeń. Zużyłam jedno opakowanie i mam kolejne. Myślę, że napiszę jego pełną recenzję, bo warto oddać mu osobny wpis.

IMG_9213.JPG

Ostatnia rzecz dotycząca urody, która mnie zachwyciła, to depilacja laserowa. Cu-do. Jak dobrze nie musieć się depilować non stop. Obszary, na których zdecydowałam się usunąć włosy, to pachy oraz bikini głębokie, ale tak na 80% poddam się również usunięciu włosów z łydek i kolan. Serię zabiegów rozpoczynałam bodajże w marcu. Czeka mnie jeszcze 1 seria na obie partie i 1 seria na jedną z nich (ale jeszcze nie wiem, na którą). Już teraz jestem niesamowicie zadowolona – włosów zostało bardzo, bardzo mało. Depilacja laserowa dała mi taki komfort, że nie wyobrażałam sobie nawet, że to może tak wyglądać. I skóra też na tym zyskała. Do tej pory była podrażniana przez maszynkę, a teraz jest gładziutka i w ogóle nie podrażniona. Po czterech zabiegach przygotowałam wpis, który zawierał opis moich wrażeń, a także szczegółowe opisy: wyglądu zabiegu, przygotowania do niego i po prostu wszystkiego, co sama chciałabym wiedzieć, zanim zdecydowałam się poddać depilacji. Jeśli macie ochotę dowiedzieć się więcej, to odsyłam Was do niego – klik.

 

Teraz zupełnie niekosmetycznie.

Joga

Zacznę od tego, że spełniłam postanowienie, które miałam w głowie długo – poszłam na zajęcia jogi. Chciałam przede wszystkim rozciągnięcia i wzmocnienia. Pracuję przy komputerze, a po pracy też spędzam przy nim sporo czasu, bo chcę/muszę. To się niestety odbija na zdrowiu (plecy wołały o pomoc) i mam silne postanowienie, żeby z tym walczyć. Joga wydawała mi się idealną odpowiedzią na moje problemy i szybko okazało się, że miałam rację, bo w krótkim czasie przyniosła mi ulgę. Poza zdrowiem, szukam też ciekawej formy spędzania czasu i relaksu. No i zawsze podziwiałam osoby praktykujące jogę – wygląda to niezwykle i fascynuje mnie, co można zrobić z własnym ciałem. Z zajęć wychodzę bardzo zmęczona i bardzo zadowolona. Trzymajcie za mnie kciuki, bo to dopiero początki i jestem głodna wrażeń. 🙂 Głęboko wierzę, że to ja w przyszłości: 😀 😀

joga

 

stanowo.com

Koniecznie muszę też wspomnieć o pewnym kanale na YouTube, który odkryłam około roku temu. Nazywa się stanowo.com (klik) i absolutnie go uwielbiam. „Witam serdecznie ze słonecznej Florydy, Jaśmin z tej strony, a dzisiaj będzie o…” – znacie to powitanie? 🙂 Tak Jaśmin wita swoich widzów w filmach. Siedzi i mówi, a ja słucham i słucham. Jaśmin to Polka mieszkająca na Florydzie, która porusza na swoim kanale różnorodne tematy – wiele z nich jest związanych z życiem w Stanach/Kanadzie, ale największym zainteresowaniem cieszy się seria Kryminalnie, w której przybliżane są możliwie najbardziej szczegółowo różnego rodzaju zabójstwa, zaginięcia i tym podobne. Tematyka kryminalna zawsze mi odpowiadała, czy to w książkach, czy w filmach i serialach. Słucham z zapartym tchem i jestem zawiedziona, kiedy materiał trwa mniej niż godzinę :D. Autorka potrafi tak opowiedzieć o wydarzeniach, że słucha się z najwyższą ciekawością i czuje, jakby się było na miejscu zdarzeń i znało dobrze wszystkie występujące osoby. Niesamowite. Kanał zdobywa coraz większą popularność, czemu w ogóle się nie dziwię i kibicuję mocno, żeby grono fanów było jeszcze szersze. Jeśli jeszcze go nie znacie, to koniecznie nadróbcie.

 

To wszyscy ulubieńcy! Jeżeli macie ochotę, podzielcie się Waszymi odkryciami 2017 w komentarzach – może chociaż top 3? 🙂 Lubię takie podsumowania i będę je śledzić na blogach i kanałach YT, bo ulubieńcy roku to poważna sprawa i można podpatrzeć dużo ciekawych rzeczy. Pozdrawiam Was serdecznie 🙂

6 myśli w temacie “Ulubieńcy roku: 2017”

  1. Z przyjemnością czytałam Twój wpis, bo znalazłam tu zarówno produkty, które sama mogę nazwać ulubionymi, jak i inspiracje. Do ulubieńców należą balsam Resibo, woda Uriage (nie wyobraźam sobie źeby jej zabrakło), pilingi enzymatyczne od e-naturalne. Zaczęłam też używać szampon i odżywkę regenerującą z Naturativ i bardzo mi odpowiadają. Chętnie poznałabym zaś krem Coola, o którym do tej pory nie słyszałam. Napisz o nim coś więcej. Z kolei na mojej liście ulubieńców 2017 znalazły się kosmetyki od lush botanicals (sera, sok-tonik), Ministerstwa Dobrego Mydła (wszystkie:) ) krem spf 50 od Clochee i dezodorant Schmidt’s – wersja bergamotka+limetka (mam jiż trzeci słoiczek). Pozdrawiam.

    Polubienie

    1. Na pewno napiszę więcej o tym kremie 🙂 Na Instagramie dostałam prośbę, żeby przygotować wpis porównawczy: krem Coola i krem Clochee, więc jeszcze muszę się zastanowić, jak to zrobić, ale recenzja na pewno się pojawi.
      Bardzo chcę wypróbować kosmetyki Lush Botanicals – rok temu kupiłam kilka próbek i spodobał mi się bardzo krem na noc i balsam do ciała. Sok też mnie interesuje. Myślę, że kupię coś od nich wiosną, bo teraz nie potrzeba mi akurat takich kosmetyków.
      Ministerstwo Dobrego Mydła też uwielbiam, ale jakoś żaden produkt nie zapadł mi szczególnie w pamięć, choć chyba wszystkie, których używałam, były bardzo dobre.
      Co do dezodorantów Schmidt’s – u mnie już dwa z nich nie zdały egzaminu, ale wersji bergamotka+limetka jeszcze nie miałam. Zobaczę, czy bezzapachowy się sprawdzi.
      Również pozdrawiam 🙂

      Polubienie

  2. Na takie zestawienie będę czekała, tym bardziej, że wcześniej, przed Clochee, nie trafiłam na tego typu krem, z którego byłabym tak zadowolona.

    Polubienie

  3. Hej! Bardzo milo sie czyta Twoje wpisy. Doczytalam caly blog i znalazlam wiele insporacji odnosnie kosmetykow naturalnych.
    Pozdrawiam cieplutko 🙂

    Polubienie

    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa! Cieszę się, że Ci się tutaj podoba. 🙂 Jak odkopię się ze spraw związanych ze studiami, to postaram się, żeby było tutaj więcej nowych treści. Pozdrawiam 🙂

      Polubienie

  4. O spirulinie juz cos tam czytałam i muszę się nad nią zatrzymać na dłużej. Ale ta depilacja laserowa mnie przekonała. Sama mam podrażnienia które działają mi na nerwy i chętnie poczytam o tym więcej. Uciekam do tego postu 😊

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s