Ulubieńcy lutego 2018

IMG_9414.JPG

Ulubieńcy miesiąca – nie było ich na blogu od czerwca! Ulubione kosmetyki pokazuję Wam z reguły na Instagramie (klik), ale pomyślałam, że dobrze będzie to uporządkować i nieco zmienić formę i wrócić do starych, dobrych ulubieńców na blogu*. W ten sposób będę też mogła rozpisać się tak jak lubię 🙂 i przemycić do wpisów również niekosmetyczne perełki.

* Nie obiecuję, że takie wpisy będą pojawiały się co miesiąc, bo chcę pokazywać tylko dobrze sprawdzone produkty, do których jestem mocno przekonana – a nie znajduję takich na każdym kroku. Ale jeśli już je znajdę – opiszę na pewno. 🙂

 

Fresh&Natural, Regenerujący orzechowy balsam do ciała

Cena: 39,99 zł/250 ml (klik)

Muszę powiedzieć, że mam ostatnio wielkie szczęście do smarowideł do ciała. Najpierw przepadłam dla odżywczego balsamu Resibo (recenzja jest tutaj), a teraz z prawdziwą przyjemnością stosowałam orzechowy balsam Fresh&Natural. To produkt w formie pianki – baaardzo puszystej i aksamitnej. Mam dobre doświadczenia z piankami/musami, ale do tej pory kojarzyły mi się z masą, która pod wpływem ciepła ciała zamienia się w olej – jest tłusto i trzeba stosować produkt na wilgotną skórę i uważać, żeby nie przesadzić. W przypadku balsamu F&N nie doświadczyłam żadnego z powyższych. Nakładałam go zawsze na suche ciało. Nie zamieniał się w olej, ale w delikatnie tłusty, megaaksamitny krem, którego rozprowadzanie trwało dosłownie chwilę i co najważniejsze – wchłaniał się równie szybko, zostawiając na skórze jedynie delikatną ochronną warstwę. Mocno odżywiał, a tego właśnie potrzebuję. Sprawiał, że skóra była bardzo gładka, a nawilżenie zatrzymane (ale czasem zdarzało mi się nakładać na niego nieco bardzo tłustego masła dla jeszcze mocniejszego efektu). Ta konsystencja – ach 🙂 Chyba to ona zadecydowała o tym, że polubiłam go aż tak – wiele razy miałam do czynienia z balsamami o podobnym działaniu, dlatego musi je wyróżniać coś jeszcze. Tak przyjemnie rozpływał się pod palcami, że robi mi się miło na samą myśl. Bardzo Wam go polecam i jednocześnie sama dziękuję za polecenia! Kiedy zabierałam się do zakupów u marki Fresh&Natural, pytałam Was o zdanie i każda wiadomość zawierała właśnie ten balsam. 🙂

Czy ma jakieś minusy? Po pierwsze, jestem ciut zawiedziona, że nie pachnie na skórze tak jak w opakowaniu – cudowna woń orzechów laskowych zamienia się w coś innego, nieco tylko zbliżonego do orzechów (ale nie nieprzyjemnego, więc nie ma problemu). Druga sprawa – wydajność. Miałam wrażenie, że skończył się w mig. Nie potrafię sobie teraz przypomnieć, jaki był rzeczywisty czas jego stosowania (bo czasem rezygnuję z balsamu, czasem używam masła domowej roboty, a czasem tłusty peeling zastępuje mi dalsze smarowidła), ale wiem, że miałam go zdecydowanie krócej niż inne tego typu produkty. Pewnie dlatego, że pianka była superpuszysta – balsam był mocno ubity (nie mylcie ze: zbity) i wydawało się, że jest go dużo, ale to powietrze dawało taki efekt. Więc jeśli uwielbiacie smarowanie ciała tak jak ja, polecam zapatrzyć się w większą pojemność (500 ml – klik). Jeśli będę jeszcze kupować balsamy od Fresh&Natural (a pewnie będę :D), to wybiorę raczej tę większą wersję. Póki co, jestem zachwycona mniejszą. 🙂

 

IMG_9443IMG_9456

 

 

Fridge, 3.3 good morning face!

Cena: 79 zł/145 g (klik)

Produkty Fridge zażyczyłam sobie jako prezent na Gwiazdkę. MUSIAŁAM poznać ich produkt do oczyszczania, wszak to mój ulubiony punkt w pielęgnacji. 🙂 I powiem Wam, że w pełni rozumiem zachwyty na temat tego żelu.

IMG_9557.JPG

Żel jest ultradelikatny – czuć to od pierwszego dotknięcia nim skóry. Na samym początku używałam go w porannej pielęgnacji, potem dołączył również do wieczornej. Wydawało mi się, że może być za lekki na wieczory, ale nic bardziej mylnego. Świetnie dał sobie radę ze zmyciem oleju (1 etapu oczyszczania) z buzi.

Uważam, że konsystencja tego produktu jest dokładnie „w punkt”. Żel nie przelewa się przez palce, ale jest na tyle rzadki, że łatwo rozprowadzić go po twarzy i nie trzeba go rozcieńczać wodą już na samym początku. Masuję nim twarz tak długo, jak da się to robić bez wody. Potem moczę ręce i masuję dalej, dokładając wody, a wreszcie zmywając żel z twarzy. Żel z reguły tylko lekko się pieni i masowanie nim skóry to czysta przyjemność. Jest cudownie delikatny i myślę, że będzie odpowiadał wielu, wielu skórom. Delikatność nieczęsto kojarzy się ze skutecznością, ale od żelu Fridge otrzymałam jedno i drugie. Po użyciu czuję czystość i świeżość, a ładny, cytrusowo-ziołowy zapach nastraja mnie pozytywnie. Śmiało mogę powiedzieć, że ma działanie energetyzujące (dla ducha :)). Żel nie przesusza skóry, absolutnie. Nie czuję po jego użyciu żadnego ściągnięcia, nie mam zaczerwienionej skóry, nie muszę natychmiast nakładać toniku.

Żel Fridge dobrze radzi sobie ze zmyciem oleju z twarzy, choć przy tak delikatnym produkcie muszę masować nieco dłużej. Wspominałam o pienieniu się: czasem nawet w ogóle się nie pieni (jeśli dołożę wody, to zaczyna, ale wraz z dalszym masowaniem piana jest coraz mniejsza). Nawet nie wiem, czy można to nazwać pianą – może pianką, albo delikatną kremową pianką? Są żele, w przypadku których pienienie się narasta z każdym ruchem masującym, robi się nawet coś na kształt baniek mydlanych, tutaj wszystko dzieje się blisko skóry i jest bardzo delikatne.

Zużyłam już 2/3 buteleczki (a zaczęłam stosowanie jakoś na początku stycznia) i wiem, że będzie kolejna, koniecznie. 🙂

 

IMG_9599IMG_9593

 

 

 

Kypris, Antioxidant Dew

Cena: 67 €/47 ml (klik)

Wzdychałam do tego produktu od bardzo dawna i wreszcie do mnie trafił. 🙂 Serum ma konsystencję rzadkiego mleczka. Niezwykle łatwo rozprowadzić je na skórze, a po rozprowadzeniu wchłania się błyskawicznie. Lekka konsystencja bardzo mi odpowiada, czegoś takiego szukałam.

IMG_9558.JPG

Gdybym mogła, to stosowałabym je codziennie, jest to tak przyjemna czynność! Ale przyjemność z używania nie prześciga efektu, jaki daje to serum. Produkt mocno nawilża skórę i sprawia, że staje się po prostu promienna. Po takiej mleczkowatej, leciutko żelowej konsystencji można by się spodziewać szybkiego wchłonięcia, a następnie ściągnięcia skóry i odwodnienia, ale nie nie, serum zostawia na skórze ultracienką, przyjemną, nawilżającą warstewkę. Kolejne kosmetyki nie rolują się na nim.

Stosuję ten produkt z reguły rano, pod krem na dzień, ok. 3-4 razy w tygodniu, ale kiedy skończę serum z witaminą C, to pewnie jeszcze zwiększę częstotliwość. Spróbowałam też stosowania solo na noc – spisało się równie dobrze, rano obudziłam się z po prostu ładną skórą. Nie uważam, że nocą trzeba pielęgnować „na bogato”, tj. tłustymi konsystencjami, olejami itd.

No cóż, za mną jakieś 1/4 opakowania i już nie mogę się doczekać dalszego stosowania 🙂 47 ml to nietypowa pojemność – produkty typu serum są z reguły zdecydowanie mniejsze. Ale dla mnie to dobrze, bo będę się cieszyć produktem dłużej i mocno wynagradza mi to cenę, jaką za niego zapłaciłam. Na ten moment nie mam się do czego przyczepić. Zachęciło mnie do wypróbowania innych produktów marki Kypris – myślę, że skuszę się na Clearing Serum i Moonlight Catalyst, ale wszystko w swoim czasie 🙂

 

IMG_9583IMG_9567

 

 

 

ULUBIEŃCY NIEKOSMETYCZNI

 

 

Manhunt: Unabomber

Uwielbiam oglądać seriale, w szczególności te kryminalne. Konto na Netflixie to jedna z moich najlepszych inwestycji ostatnich lat. 😀 W tym miesiącu oglądałam historię schwytania Teda Kaczynskiego – Amerykanina, który zabił i ranił wiele osób, wysyłając do nich bomby. Historia jest oparta na faktach. Jim Fitzgerald, agent FBI, wykorzystuje lingwistykę w kryminalistyce, żeby po wielu latach schwytać Unabombera. Fitzgerald analizuje dostarczane przez niego wiadomości, w tym najpopularniejszą: Kaczynski przygotował manifest dotyczący zagrożeń, jakie wynikają z rozwoju technologicznego (można go nawet przeczytać w Internecie). Opowieść jest niezwykle ciekawa i nieoczywista (nie znałam wcześniej tej sprawy). Oprócz toku śledztwa, w serialu przedstawiono przeszłość Kaczynskiego: wydarzenia, które mogły wpłynąć na to, co zrobił. Bardzo polecam Wam ten serial; ma zaledwie 8 odcinków i utrzymywał moją ciekawość od początku do końca.

Manhunt-Unabomber-Season-1-Episode-1-Recap-1.pngŹródło zdjęcia: http://www.tveskimo.com/2017/08/02/manhunt-unabomber-season-1-episode-1-recap/

 

 

Rat Pack, czyli Sinatra z kolegami

Bardzo lubię też chodzić do teatru – najczęściej jest to Teatr Komedia we Wrocławiu, ale w styczniu dostałam zaproszenie do Teatru Capitol na opowieść o Rat Pack, czyli trójce zaprzyjaźnionych muzyków z lat 60. i 70, a wśród nich tego, którego uwielbiam słuchać na co dzień – Franka Sinatry. Spektakl pokazuje, jak wyglądały występy w tamtych latach i przedstawia poszczególne postacie. Jest bardzo zabawny i klimatyczny. Aktorzy palą na scenie – myślałam, że będzie mi to przeszkadzać, ale nie przeszkadzało. Oprócz wspaniałych głosów, na scenie króluje wspaniała muzyka, odgrywana przez najprawdziwszą orkiestrę. Klimat jest niesamowity, a spektakl radosny, swobodny. Można się uśmiać, ale przede wszystkim posłuchać dobrej muzyki – na żywo jest NIESAMOWITA. Serio, chciałam przesłuchać, jak ci sami artyści wypadają słuchani w Internecie – nie ma porównania do tego, co usłyszałam na żywo. Byłam zachwycona spektaklem i Wam również po polecam. 🙂 Zdjęcia i szerszy opis znajdziecie tutaj.

ratpackb1.jpg

Źródło zdjęcia: https://bilety.teatr-capitol.pl/towary/szczegoly.html?id=124

 

 

Czy też mieliście w tym miesiącu jakichś ulubieńców? 🙂

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s