Czarszka, Regulujący balsam do mycia twarzy

IMG_8461.JPG

Już od dawna nie widziałam tak pożądanego produktu, jak balsam Czarszki. Urządzano polowania na niego, szarpał nerwy wielu osobom, powodował burze emocjonalne 😀 Do dziś każda partia sprzedaje się na pniu – Czarszka wrzuca balsamy do sklepu w każdą sobotę, a chyba jeszcze żadna partia nie przetrwała do poniedziałku (albo niewiele przetrwało) 😉 Mnie udało się go kupić w spokoju. Wybrałam wersję regulującą, bo najlepiej pasowała do moich ówczesnych potrzeb. Dostępne są jeszcze dwie inne wersje: aksamitna (klik) i ultradelikatna (klik). Od niedawna można kupić też zestaw 3 miniatur po 30 ml (klik).

Czy dla mnie też okazał się być taki wspaniały? O tym w dzisiejszym wpisie.

IMG_8476.JPGIMG_8489

Cena: 60 zł/100 ml (klik) – przesyłka zawsze jest darmowa

Moja przygoda z oczyszczaniem olejami nie trwa długo, bo od nieco ponad roku. Wypróbowałam już trochę produktów, ale wiele jeszcze przede mną. Początkowo nie czułam się z tym pewnie, szczególnie w kontekście olejków bez emulgatora, ale i takie chciałam koniecznie wypróbować. Balsam Czarszki zbierał mnóstwo pochwał, a w pełni odpowiadał mi jego skład i chciałam wesprzeć jakże sympatyczną właścicielkę marki, więc bardzo chętnie go kupiłam.

Olejek stosowałam jako pierwszy krok oczyszczania. Nakładałam zawsze na całkowicie suchą skórę. I już w tym momencie muszę zatrzymać się na dłużej. Dla mnie nakładanie tego balsamu na twarz było niesamowitą przyjemnością. No kurczę, mogłabym robić demakijaż 20 razy dziennie albo najlepiej wpaść do wanny wypełnionej tym balsamem. 😉 Uwielbiałam jego konsystencję. Rozprowadzał się jak marzenie. Podobało mi się, że nabierałam produkt w formie stałej (bardzo wygodne, nic nie kapie), a kiedy przykładałam do twarzy, szybciutko zamieniał się w formę płynną, niezwykle aksamitną. Forma stała dosłownie uciekała spod palców i roztapiała się na skórze, umożliwiając masaż. Poniżej kilka zdjęć, na których próbowałam dobrze oddać konsystencję. Możecie zaobserwować, jak ze zdjęcia na zdjęcie się roztapia (a odstęp czasu między zdjęciami był króciutki).

IMG_8512.JPGIMG_8518.JPGIMG_8521.JPGIMG_8530.JPG

Po rozprowadzeniu na twarzy rozpoczynałam masowanie skóry – ponownie, bardzo przyjemne, bo balsam robił się na tyle rzadki, że nie trzeba było mocno naciskać na skórę, żeby wygodnie przesuwać dłońmi po twarzy. Po kilku minutach dokładnego oczyszczania zmywałam balsam z twarzy. Początkowo używałam do tego gorącej ściereczki z mikrofibry, a następnie myłam twarz żelem (zawsze wykonuję drugi krok w postaci mycia żelem – nawet, kiedy olejek ma emulgator). Potem uznałam, że to niedobrze dla moich naczynek, żeby tak rozgrzewać skórę (masaż + gorąca ściereczka to dla niej zdecydowanie za dużo) i zrezygnowałam ze zmywania ściereczką, zatem kolejne użycia wyglądały tak, że tuż po zakończeniu oczyszczania balsamem zwilżałam nieco twarz wodą i nakładałam produkt myjący – najczęściej żel, czasem piankę.

Balsam jest tłusty i nie zawiera emulgatora, więc dokładałam wszelkich starań, żeby go dobrze domyć. Po takim „zabiegu” moja skóra była dobrze doczyszczona, czułam to. Muszę w tym momencie zaznaczyć, że poza tuszem do rzęs, nie używam makijażu – dlatego tym, co zmywałam z twarzy, były zanieczyszczenia zebrane podczas całego dnia i resztki produktów pielęgnacyjnych – i z nimi balsam radził sobie świetnie. Nie zmywałam nim tuszu do rzęs, bo zawsze robię to płynem micelarnym i już tak się przyzwyczaiłam, że nawet mi to do głowy nie przyszło, że użyć do tego balsamu. A Czarszka nie zaleca, żeby wersja regulująca była do tego używana (pozostałe już tak).

Wersja regulująca została przeznaczona dla skóry problematycznej, która łatwo się zanieczyszcza i przetłuszcza. Zauważyłam, że tak, rzeczywiście nieco „uspokajał” moją skórę pod tym względem (tzn. zmiany trądzikowe, które się pojawiały przez oczyszczanie kwasem glikolowym nie rozrastały się do dużych rozmiarów, ale nie było tak, że dałam radę ich uniknąć – musiałam swoje przecierpieć). Żeby na pewno stwierdzić, że ma taki wpływ na cerę problematyczną, musiałabym użyć jeszcze kolejnych opakowań tego produktu, ale kiedy mi się skończył, sięgnęłam po inny (ciekawość nowości zawsze zwycięża :D).

IMG_8498.JPG

Skład: Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Olea europaea (Olive) Fruit Oil, Laurus Nobilis (Bay Leaf) Oil, Calophyllum Inophyllum (Tamanu) Oil, Nigella Sativa (Black Cumin) Oil, Eucalyptus Radiata Leaf Oil, Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil

Tłumacząc na polski: masło shea, olej z pestek winogron, masło mango, olej awokado, oliwa z oliwek, olej laurowy, olej tamanu, olej z czarnuszki, olejek eukaliptusowy, olejek z drzewa herbacianego.

Co o składzie mówi Producent? Cytuję:

Balsam zawiera między innymi oczyszczający olej laurowy, łagodzący olej tamanu, regulujący wydzielanie sebum olej z czarnuszki oraz specjalnie dobraną kompozycję olejków eterycznych z drzewa herbacianego i eukaliptusa, które poza działaniem antybakteryjnym i przyspieszającym gojenie zapewniają balsamowi odświeżający zapach.

Nie pamiętam niestety, na ile czasu wystarczył mi ten balsam, ale w przybliżeniu były to 2 miesiące. Tak lubiłam uczucie jego roztapiania pod palcami, że często nawet mając odpowiednią ilość na twarzy, dokładałam go jeszcze trochę 😉 Nie żałowałam go sobie. 

Czy wrócę do tego produktu? Nad wersją regulującą jeszcze się zastanowię, bo tak jak wspomniałam, nowości zawsze kuszą, ale nie spocznę, dopóki nie wypróbuję wersji aksamitnej i ultradelikatnej. Mam obecnie jeden produkt do oczyszczania w użyciu i jeszcze jeden z zapasie, więc zakupy zrobię pewnie dopiero za kilka miesięcy. Ale zrobię na pewno 🙂 Już nie mogę się doczekać. Balsam regulujący Czarszki tak mnie do siebie przekonał, że polecam Wam go z ręką na sercu. Do tej pory wolałam produkty z emulgatorem, ale ten produkt z każdym użyciem przekonywał mnie do tego, że bez emulgatora też jest dobrze, a nawet wspaniale.

Zajrzyjcie jeszcze koniecznie na stronę balsamu (jeszcze raz: klik), gdzie Czarszka wrzuciła filmiki o jego stosowaniu – zarówno o oczyszczaniu, jak i masażu twarzy.

Jeśli macie jakieś pytania lub uwagi odnośnie tego balsamu, zapraszam do dzielenia się nimi w komentarzach. Do usłyszenia w kolejnym wpisie 🙂

Pozdrawiam, Ewelina

2 myśli w temacie “Czarszka, Regulujący balsam do mycia twarzy”

  1. Mam ultradelikatny balsam Czarszki, bardzo, bardzo polecam. Moja sucha, naczynkowa skóra przez dwa miesiące używania dziękowała mi za jego używanie. Moje hormonalne szaleństwo na brodzie też się wyciszyło.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s