Fridge, 4.1 coffee eye i 3.2 rose water tonic

IMG_0343.JPG

Fridge to marka, w której sklepie internetowym najchętniej włożyłabym do koszyka po prostu wszystkie produkty. 🙂 Kilka razy kupowałam próbki, które wzbudziły we mnie jeszcze większą ciekawość. Kiedy więc mogłam wybrać sobie prezent na Gwiazdkę, poprosiłam właśnie o zestaw kosmetyków Fridge. O żelu do mycia twarzy pisałam tutaj, a dziś recenzja kremu pod oczy i kilka słów na temat różanego toniku.

Obietnica zapachu kawy w kosmetykach sprawia, że moje zainteresowanie wzrasta – lubię go. Fridge oddało go pięknie; mamy tu mocną kawę z dużą ilością mleka. Zapach niesamowicie mi się spodobał i chętnie używałabym kremu do twarzy, który by tak pachniał. Nie był jednak nachalny, męczący, wyczuwalny długo po aplikacji. Właściwie to musiałam mocno zbliżyć nos do słoiczka, żeby go poczuć – oceniam tę cechę na plus.

Fridge produkuje kosmetyki, z których zdecydowaną większość należy przechowywać w lodówce, ze względu na brak konserwantów. Ich data ważności to 10 tygodni od dnia produkcji, zatem niewiele. Miałam duży dylemat, czy zdecydować się na ten produkt, bo przerobiłam już trochę kremów pod oczy i chyba tylko jeden udało mi się zużyć w takim czasie (ale stosowałam go prawie codziennie jako maskę). W przypadku coffee eye producent również sugeruje, żeby nakładać grubą warstwę. I jeśli chce się zużyć produkt samodzielnie w te 10 tygodni, to chyba nie ma wyjścia. Nie lubię, kiedy mi się coś każe, wolę sama dobierać sposób aplikacji i czułam się trochę przyparta do ściany, ale w głowie miałam, że hej, zawsze możesz go zakonserwować 🙂 Zdecydowałam się więc na niego.

Cena: 159 zł/14 g (klik)

Krem ma bardzo gęstą i bardzo aksamitną konsystencję. To jedna z tych formuł, gdzie po przesunięciu kosmetyku z jednego miejsca na drugie, np. przy nabieraniu, produktowi trudno przychodzi powrót do poprzedniej formy.

IMG_9431.JPG

Obyło się bez konserwacji. Nie zużyłam kremu w sugerowanym terminie, ale 10 dni po nim i w tym czasie nic się z nim nie stało – nie zmienił barwy, zapachu, właściwości. Bardzo dbałam o to, żeby nie opuszczał lodówki na długo. Zaraz po aplikacji chowałam do z powrotem, a kiedy chciałam zabrać go, jadąc na weekend do rodziców, przekładałam sobie małą ilość do innego opakowania.

Postanowiłam, że zacznę go używać tak, jak sugeruje producent i zobaczę, co z tego będzie. Nakładałam więc codziennie dość pokaźną warstwę na dolną powiekę; odrobinę również na górną (tzn. ogólnie: dookoła oczu). Czasem zdarzało mi się trochę przesadzić z ilością. Krem nie wchłaniał się bardzo szybko – nawet kiedy warstwa była cienka, to chwilę mu to zajmowało, dlatego zrezygnowałam ze stosowania go na dzień (zostawiał pewnego rodzaju woal na skórze). 

Miałam z nim jeden problem: zdarzało się, że kiedy moja mimika poszła za daleko, tzn. uśmiechałam się szeroko lub w jakikolwiek inny sposób marszczyłam skórę pod oczami, skóra się… sklejała. Czułam, jak jedna część delikatnie odrywa się od drugiej. Punktem sklejenia były zmarszczki mimiczne, które jakby się nim delikatnie wypełniały – na pewno robiły się bardziej widoczne. Nie doświadczałam tego efektu za każdym razem, ale tak, zdarzał się, kiedy warstwa nie została dobrze wklepana (chcę tutaj zaznaczyć, że nie nakładałam centymetra kremu 🙂 Ilość, jaką nakładałam na skórę była, owszem, większa niż ilość, którą zwykłam była nakładać do tej pory, ale robiłam wszystko w granicach rozsądku i to w szerokich granicach rozsądku). Dbałam więc o to, żeby nie zostawiać produktu samopas i po jakimś czasie od nałożenia delikatnie wklepywałam go w skórę, aby polepszyć wchłanianie. Do produktu była dołączona szpatułka (widoczna na zdjęciu powyżej), ale ja nabierałam go zawsze czystymi palcami. Teraz krem otrzymał nowe opakowanie: z pompką (i zdaje się, że jest też airless). To zdjęcie ze strony Producenta:

90bed5bb4772904e6518b4c9f64f6691.jpg

Kiedy budziłam się rano, czułam na skórze delikatną warstewkę. Jedną z czynności, które wykonuję jako pierwsze po przebudzeniu, jest delikatne przemycie oczu samą wodą. Mokre dłonie delikatnie ślizgały się wokół oczu, co potwierdzało, że cienka warstwa kremu wciąż się tam znajduje.

Po porannym oczyszczaniu twarzy byłam niesamowicie zadowolona ze stanu swojej skóry pod oczami. Dobrą passę zapoczątkował krem Alkemie (jego krótką recenzję znajdziecie tutaj), a krem Fridge ją kontynuował. Skóra była mocno nawilżona, nie wołała rano o dodatkową aplikację kremu, była mocno wygładzona (chodzi mi o uczucie pod palcami, nie o wizualne wygładzenie), elastyczna, jędrna. Już dawno nie miałam tak porządnie odżywionej skóry w tym miejscu, jak przez kilka ostatnich miesięcy. Tak jak mówię, ten stan zapoczątkował/spowodował krem Alkemie, krem Fridge świetnie podtrzymał efekty, a potem kontynuował działanie.

INCI: Aqua, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Glycerin, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Sorbitan Stearate, Sucrose Cocoate, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Caffeine, Citrus Grandis (Grapefruit) Seed Extract, Cetyl Alcohol, Cetearyl Olivate, Coffea Arabica (Coffee) Extract, Panthenol, Sorbitan Olivate, Coffea Arabica (Coffee) Seed Oil, Camelia Sinensis (Green Tea) Leaf Extract, Hedera Helix (Ivy) Extract, Xanthan Gum, Linalool, Eugenol

Zostałam zapytana na Instagramie, co o nim sądzę i powiedziałam, że nie wiem, bo do samego końca wahałam się, jak go opisać. Długo zastanawiałam się, czy to był dobry produkt, bo to delikatne sklejanie osłabiało moje zadowolenie z niego. Ale dzisiaj mówię: tak, to był dobry produkt, pomógł mojej skórze pod oczami. Chętnie sprawdziłabym jego działanie przy innym sposobie stosowania. Może kiedyś 🙂

IMG_0153.JPG

Równolegle z kremem stosowałam różany tonik. Wyrównanie pH to dla mnie obowiązkowy punkt pielęgnacji. Podstawowym kryterium doboru tego typu produktu jest dla mnie oczywiście jego skład, ale nie wystarczy, żeby był naturalny – musi również NIE zawierać środków myjących (uzasadnienie znajdziecie tutaj; swoją drogą Fridge też ma go w kategorii oczyszczanie…). Tonik Fridge zawiera tylko kilka prostych składników, co bardzo mi odpowiadało:

Water (Aqua), Rosa Damascena Flower Water, Glycerin, Panthenol, Citrus Grandis (Grapefruit) Seed Extract

Cena: 87 zł/100 ml (klik)

Był superprzyjemny 🙂 Fakt, że trzeba go trzymać w lodówce, zwiększał tę przyjemność do ogromnych rozmiarów. No po prostu uwielbiałam sięgać do lodówki i spryskiwać twarz taką chłodną mgiełką. To produkt delikatnie nawilżający (nie zgadzam się ze stwierdzeniem Producenta, że głęboko nawilża i odżywia). Ma różany zapach, ale ten „ładny” różany zapach (bo jeśli mieliście już trochę produktów z wodą z róży damasceńskiej, to wiecie, że różnie to bywa :)). Tonik dobrze „budził” skórę. Tak, to dobry produkt. Recenzowanie toników przychodzi mi szczególnie trudno, bo nie wymagam od nich wiele i nigdy nie wiem, co powiedzieć – jeśli nie czuję, jakbym spryskała twarz samą wodą, a w składzie nie ma środków powierzchniowo czynnych, to dla mnie już jest ok 😉 Zużyłam go w „regulaminowym” czasie, a nawet krótko przed.

Życzę Wam pięknego dnia! Do usłyszenia w kolejnym poście 🙂

3 myśli w temacie “Fridge, 4.1 coffee eye i 3.2 rose water tonic”

  1. Bardzo lubiłam ten krem pod oczy. I również przekładałam go do mniejszego, próbkowego pojemniczka na początku tak jak Ty na wyjazd, a później na zapas na kilka dni żeby nie maszerować do odległej lodówki po każdym myciu:)
    Toniku nie miałam, ale z całej oferty jakoś najmniej mniej kusi…

    Polubienie

      1. Mnie też kusił, ale ostatnio przeczytałam, że jednak bardzo delikatnie wyrównuje koloryt i praktycznie w ogóle nie kryje. A na ten moment potrzebuję czegoś innego:)

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s