May Lindstrom, The Pendulum Potion

IMG_1473_DxO-1-srgb.jpg

May Lindstrom to dla mnie to synonim najwyższego luksusu. Jej* kosmetyki kojarzą się z eliksirami, magią i rytuałem, a potion (mikstura, eliksir) w nazwie olejku dodatkowo to potwierdza. Poza tym, że interesują mnie wszystkie produkty tej marki, po głowie chodziły mi w szczególności dwa: The Honey Mud i The Clean Dirt. Kupiłam je sobie jako wielką nagrodę na ukończenie studiów i miałam ogromne szczęście, bo wtedy do zakupów dodawano jeszcze jeden produkt – pełnowymiarowy olejek do demakijażu The Pendulum Potion. Cieszyłam się niezmiernie i ponieważ akurat kończyłam obecny produkt do oczyszczania, TPP szybciutko trafił do użytku.

* May Lindstrom to imię i nazwisko założycielki marki.

Opis rozpocznę od cechy produktu, której nie da się pominąć i nie da się zapomnieć, mianowicie od zapachu. Powiem Wam, co kiedyś usłyszałam podczas oczyszczania: „Kurczę, co tak śmierdzi?” 😀 I ja miałam podobne odczucia, kiedy użyłam go po raz pierwszy, ale z czasem… zaczęłam go lubić coraz bardziej. Jest niesamowicie głęboki, intensywny, dymny, rytualny. Pierwsze wrażenie: palone opony, palona trawa, ognisko, coś głęboko drzewnego. Bardzo zapadający w pamięć, towarzyszący przez cały czas stosowania. Tak jak mówię, z czasem go polubiłam, zdarzało się, że wręcz nie mogłam doczekać się kolejnego użycia. Kojarzył mi się z tymi kilkoma minutami relaksu, z odpoczynkiem po całym dniu, z przygaszonym światłem, oczyszczaniem jako rytuałem, z chwilowym przeniesieniem do fantastycznego, tajemniczego, najwyższej jakości SPA. Gdyby tak zamknąć oczy i próbować poczuć, co w nim siedzi, do głowy może przyjść wiele rzeczy – jest tak bogaty w treść.

Cena: £77.00/100 ml (klik)

Do pojedynczego oczyszczania używałam ok. 7 pompek produktu. Brzmi jak duża ilość, ale to po prostu kwestia aplikatora, który nie dozuje go za dużo (dodatkowo były to „szybkie” pompki, tzn. naciskałam pompkę bardzo szybko i energicznie, wtedy też wypływa mniej olejku). Aplikowałam kosmetyk na dłoń i nakładałam na suchą twarz, rozpoczynając masaż. Jak widać na poniższym zdjęciu, olejek ma piękny żółty kolor i pływają w nim ciemne drobiny – to oleożywica kakaowa, producent przypisuje jej silne właściwości antyoksydacyjne.

IMG_1163.JPG

The Pendulum Potion należał w moim odczuciu do grupy mieszanek olejów o średniej ciężkości. Mam porównanie np. do balsamu domowej roboty z przepisu Czarszki (jeśli interesują Was szczegóły, to przepis i sposób wykonania jest zapisany na moich Instastories – klik), który otula skórę zdecydowanie grubszą warstwą i przez ciężkość zdecydowałam się go stosować tylko raz na jakiś czas. Z kolei olejek Vianek rozprowadza się łatwiej, jest nieco rzadszy.

Olejek May Lindstrom łatwo rozprowadzić na twarzy, ale wraz z postępem masażu jakby delikatnie się ulatnia/wchłania (nie wiem, w którą stronę idzie, po prostu znika, wtapia się delikatnie). Trzyma się bardzo blisko skóry, wspaniale łączy z zanieczyszczeniami całego dnia i pozostałością kosmetyków. Z czasem czuję, że moje dłonie są coraz bliżej skóry, że napotykają na lekki opór i zaczynają przyjemnie ją rozgrzewać – wciąż po niej suną, ale olejku jest jakby mniej, więc nie ślizgają się tak pewnie jak na początku. Czuję, że skóra robi się cieplejsza. Lubię to uczucie, mam wrażenie, że nieco otwieram pory, że łatwiej wydobyć z nich zanieczyszczenia. Takiego uczucia nie doświadczyłam jeszcze przy żadnym olejku do demakijażu.

The Pendulum Potion nie został wzbogacony o emulgator, dlatego nie da się go tak łatwo zmyć wodą. Ja nie używam też ściereczek – z reguły albo najpierw emulguję olejek jakimś produktem (np. emulsją Alterra), szybko zmywam, a potem nakładam żel, albo od razu używam żelu. Gdy po umyciu patrzę na swoją skórę, jest gładka i dokładnie oczyszczona. Wiem, że to w dużej mierze zasługa tego olejku. Odniosłam wrażenie, że oprócz rewelacyjnego oczyszczenia wpłynął też pozytywnie na ogólny stan mojej problematycznej cery. Mam na myśli fakt, że z czasem zmiany trądzikowe przestały pojawiać się z taką częstotliwością. Może to zawartość oleju tamanu, polecanego właśnie cerom problematycznym? 

Skład The Pendulum Potion przedstawia się następująco: 

*Calophyllum Inophyllum (Tamanu) Seed Oil, *Camellia Oleifera Seed Oil, *Macadamia Ternifolia Seed Oil, *Persea Gratissima (Avocado) Oil, *Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Prunus Domestica (Plum Kernel) Oil, Theobroma Cacao (Cocoa) Oleoresin, *Citrus Sinensis (Sweet Orange) Peel Essential Oil, **Commiphora Myrrha (Myrrh) Oil, Jasminum Grandiflorum (Jasmine) Flower Absolute, *Cananga Odorata (Ylang-Ylang) Oil, *Citrus Limon (Lemon) Peel Oil, **Boswellia Serrate Gum (Frankincense) Oil, **Myroxylon Pereirae (Balsam of Peru) Oil, + Limonene, + Benzyl Benzoate, + Linalool, + Benzyl Cinnamate

*Certified Organic **Wild Harvested +Component of Essential Oil

Produkt okazał się być też bardzo wydajny. Wystarczył mi na 4 miesiące codziennego stosowania, a to jakieś 2 razy więcej niż np. balsam Czarszki. Stosowałam go wyłącznie w celu oczyszczenia skóry twarzy. Stanowczo nie polecam wykonywać nim demakijażu oczu. Może i domyłby wszystko bez problemu, ale gdy choć kropla dostała się do moich oczu, czułam jakby ktoś je wypalał. Szczypanie było wręcz nie do zniesienia. Czasem narzekam, że szczypie mnie płyn micelarny, ale w porównaniu do The Pendulum Potion można użyć określenia „miło łaskocze”. 😉

May przedstawia też kilka innych sposobów użycia, ale było mi go szkoda stosować np. w pielęgnacji włosów, które reagują dobrze na każdy olej, więc nie muszę inwestować w drogie oleje. Nie widziałam go również w pielęgnacji ciała.

Każdej osobie zainteresowanej produktami May Lindstrom polecam spędzić z nią wieczór 🙂 Sklep The Detox Market zaprosił May do opowiedzenia o swoich kosmetykach i przedstawienia filozofii marki. Jest jedną z niewielu, która bardzo do mnie trafia. May opowiada z takim zapałem, tak dobrze zna swoje produkty, tak je „czuje”, że po obejrzeniu miałam ochotę dokupić resztę. Z filmiku dowiecie się m.in. jak stosować kosmetyki May Lindstrom i jak ciekawie je ze sobą łączyć. Bardzo polecam!

 

Podsumowując: The Pendulum Potion to olejek do demakijażu najwyższej jakości. Jego stosowanie było dla mnie niezwykłą przyjemnością i przyniósł mojej skórze wiele korzyści – przede wszystkim głębokie oczyszczenie. Mycie twarzy stało się doznaniem. Byłam z niego bardzo zadowolona i żałuję, że już się skończył. Gdyby nie aż tak wysoka cena, z pewnością od razu kupiłabym go ponownie. Myślę, że kiedyś jeszcze się z nim spotkam, mam taką nadzieję. 🙂

Ściskam,

Ewelina

 

1 myśl w temacie “May Lindstrom, The Pendulum Potion”

  1. Przed przeczytaniem Twojego wpisu poczytałam o May Lindstrom, żeby nie być zupełną ignorantką, która nie wie o czym mowa (wcześniej widziałam tylko zdjęcie kosmetyków na Twoim insta). Znając Twoje zamiłowanie do produktów do oczyszczania twarzy nie dziwi mnie zachwyt tym olejem. Zdobywając zaledwie ułamek wiedzy o tych niezwykłych kosmetykach, nie dziwi mnie, że marzyłaś o nich od dawna. Fakt, są bardzo drogie, ale zasłużyłaś na nie. I taka nagroda należała Ci się. Teraz będę czekała na recenzję pozostałych produktów, króre posiadasz. Ten jak pamiętam był prezentem do zakupu.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s