Ministerstwo Dobrego Mydła, Balsamy w sztyfcie: Baobab i Śliwka

IMG_9670.JPG

Po raz kolejny przekonałam się, że proste pomysły to najlepsze pomysły. Bardzo chciałam stosować mocno regenerujące, tłuste masła do ciała: np. shea czy kakaowe, ale nakładanie ich na skórę było dla mnie mordęgą. Są ciężkie, gęste, nie lubią się wchłaniać, ciężko rozprowadzić je na skórze w taki sposób, żeby warstwa była bardzo cienka (chyba, że masło kakaowe jest w postaci bryłek – ale wtedy też jest pewnego rodzaju pomadą :)). No i doczekałam się rozwiązania – a jest nim zamknięcie tych składników w sztyftach. Ministerstwo Dobrego Mydła stanęło na wysokości zadania i uraczyło swoich klientów dwoma wersjami: Śliwką i Baobabem. Przeczytałam ostatnio na Instagramie, że wkrótce ma się pojawić trzecia opcja. Już nie mogę się doczekać 🙂

Baobab, cena: 52 zł/75 g (klik)

Śliwka, cena: 56 zł/75 g (klik)

IMG_9706.JPG

Tak jak wspomniałam, ciężkie masła wykazują mocno regeneracyjne właściwości. Balsamy/masła do ciała na ich bazie świetną ochroną dla skóry, tworzą na niej warstwę, która zapobiega ucieczce wody, a więc pośrednio przyczyniają się do poprawy nawilżenia. Myślę, że każda, nie tylko bardzo sucha skóra doceni ich działanie: zmiękczenie, wygładzenie oraz wysoki komfort (eliminację uczucia ściągnięcia). Dlatego nie potrafiłam sobie odmówić stosowania tłustych formuł, szczególnie na skórę ramion i przedramion, gdzie występuje u mnie najwięcej problemów z suchością. Takie kosmetyki to swego rodzaju „plaster”. Jednak w parze z dobrym działaniem szła problematyczna konsystencja. Nigdy nie lubiłam ich nakładać, zawsze stosowałam za dużo, musiałam czekać na wchłonięcie, uważać, żeby niczego nie dotykać, najlepiej nie ubierać się od razu po aplikacji. Myślę, że z czystej ciekawości, nie zrezygnuję z takich produktów całkowicie (będę po prostu uważać z ilością), ale balsamy w sztyfcie biją je na głowę. 

Nakładam je, wsmarowując w skórę prosto z opakowania. Jakie to proste i jakie genialne. Tak aplikowany kosmetyk pokrywa skórę bardzo cienką warstwą, a już taka wystarczy, żeby zadziałał jak należy. Najczęściej pokrywam balsamem ok. 85% docelowego obszaru. Potem ręką delikatnie rozcieram to na całość. Ciepło dłoni delikatnie rozpuszcza produkt, ułatwiając całą „operację”.

Taki sztyft można stosować solo lub w roli pomocnika:

Pomocnik

Co znaczy w roli pomocnika? Gdy jakiś balsam wydaje mi się zbyt lekki na aktualne potrzeby skóry, używam go jak zwykle, ale tuż po wchłonięciu nakładam sztyft, żeby domknąć nawilżenie i utworzyć emolientową warstewkę. Stosowałam takie rozwiązanie wielokrotnie, a szczególnie przydatne okazało się w okresie letnim. Latem ciężkie formuły są ciężkie nie tylko w kwestii konsystencji, ale też całej ich obsługi – trzeba uważać, żeby nie spływały, a wcale o to nietrudno, nawet wieczorami. Nie ma niczego gorszego niż klejenie się latem, ble! Jednocześnie słońce działa wysuszająco i taka mocna regeneracja i ochrona są nieocenione. Balsam w sztyfcie to świetne remedium na takie problemy. Połączenie go z innym kosmetykiem wcale nie sprawia, że otrzymamy na skórze coś supertłustego, chyba że ten drugi sam w sobie ciężko się wchłania i pozostawia warstwę (ale wtedy nie widzę sensu użycia pomady na wierzch ;)). Pokuszę się o stwierdzenie, że Śliwka i Baobab towarzyszyły mi nawet częściej latem, niż zimą, a może się wydawać, że to kosmetyki na typowo zimną porę.

Solo

Gdy używałam sztyftów samodzielnie, to raczej na pewne partie ciała, nie na całość. Pomady są dość twarde, a moja skóra stawiała opór i w rezultacie ciągnęłam nimi po naskórku, a nie sunęłam z łatwością. Nie przepadam za takim uczuciem, toteż wolałam mieć jeszcze inny balsam pod spodem. Ale… małe powierzchnie i suche placki typu łokcie? Nie ma sprawy, Śliwka i Baobab na ratunek 🙂 Świetnie zmiękczają taką twardą, wysuszoną skórę. Jeśli macie takie problematyczne miejsca, to koniecznie zainteresujcie się balsamami w sztyfcie.

Musiałam również wypróbować, jak pomady spisują się… na ustach. Wygląda to trochę komicznie, gdy przystawia się do ust taką rakietę, ale co tam! 😀 Efekt jest bardzo dobry. Dla mnie, produkty do ust muszą mieć odpowiednią twardość, nie lubię gdy od razu spływają, gdy zamieniają się w niesmaczny olejek, gdy znikają za szybko. Lubię czuć, że są i że trzymają się na miejscu. Za to cenię np. pomadkę rumiankową Alterra i za to doceniłam Śliwkę i Baobab. Oj, chętnie zobaczyłabym je w roli pomadki o standardowych rozmiarach, miałyby stałe miejsce w mojej torebce.

IMG_9734.JPG

Z całą pewnością interesują Was również zapachy. Ministerstwo Dobrego Mydła słynie w tej kwestii z udanych kompozycji, w których wszyscy z miejsca się zakochują (wystarczy popatrzeć na peeling śliwkowy) i również w przypadku balsamów w sztyfcie nie będziecie się czuli zawiedzeni. W moim odczuciu, to właśnie zapach jest jedyną różnicą pomiędzy oboma tymi kosmetykami. Oczywiście, różnią się też nieco składem (nieznacznie), ale nie przekłada się to na działanie, chyba, że bierzemy pod uwagę alergię na poszczególne składniki.

Podejrzewam, że najwięcej zwolenników uzyska Śliwka. Pachnie marcepanem, a ja uważam, że w dużej mierze również czekoladą (to zasługa nierafinowanego masła kakaowego). Jednym słowem – jak marzenie. Robi szał szczególnie o tej porze roku, gdy bardzo chce się otulenia. A ja je muszę mieć. Jesienią mogłabym wręcz kąpać się wyłącznie w cynamonie, goździkach, wanilii i czekoladzie 😀

Baobab ma za to naturalnych zapach maseł w nim zawartych. Nie dodano do niego żadnych aromatów (tak jak w przypadku Śliwki), więc może skóry wrażliwe i skłonne do alergii sięgną po niego chętniej. To ładny, delikatny zapach, trochę trudny do zdefiniowania. Często używam czystych, nierafinowanych maseł do robienia własnych kosmetyków i bardzo mi się z nimi kojarzy.

I jak Wam się podobają takie produkty? 🙂 Ja jestem nimi zachwycona. Poniżej zamieściłam jeszcze składy z tłumaczeniem na język polski. Tymczasem pozdrawiam Was serdecznie i do usłyszenia w kolejnym wpisie.

Ściskam, Ewelina

IMG_9748.JPG

Skład (Baobab): Theobroma Cacao Seed Butter, Cera Alba, Shorea Stenoptera Seed Butter, Butyrospermum Parkii Butter, Adasonia Digitata Seed Oil, Ricinus Communis Seed Oil, Olus Oil, Camelina Sativa Oil, Tocopherol, Squalane

Po polsku: Masło kakaowe, wosk pszczeli (biały), masło illipe, masło shea, olej z nasion baobabu, olej z rącznika (czyli rycynowy), mieszanka olejów roślinnych (przyznam, że po raz pierwszy spotykam się z Olus Oil), olej z lnicznika siewnego, witamina E, skwalan

Skład (Śliwka): Theobroma Cacao Seed Butter, Cera Flava, Shorea Stenoptera Seed Butter, Butyrospermum Parkii Butter, Prunus Domestica Seed Oil, Ricinus Communis Seed Oil, Tocopherol, Olus Oil & Camelina Sativa Oil, Parfum, Caprylic/Capric Trigliceride, Hydrogenated Retinol, Squalane, Limonene

Po polsku: Masło kakaowe, wosk pszczeli (żółty), masło illipe, masło shea, olej z pestek śliwki, olej z rącznika (rycynowy), witamina E, Olus Oil (jak wyżej), olej z lnicznika siewnego, aromat, frakcjonowany olej kokosowy, witamina A, skwalan, limonen (odpowiedzialny za zapach)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s