Ekocuda, Warszawa 17-18 listopada 2018 – relacja

IMG_3544Mroźny listopadowy poranek wcale nie zachęcał do wyjścia z domu, ale ja na spacer po Warszawie cieszyłam się jak dziecko, bo gdzieś tam daleko, na Placu Konesera, czekało to wszystko, co tak mnie cieszy i fascynuje. Targi Ekocuda obchodziły tego dnia swój jubileusz – to już piąta edycja! A dla mnie pierwsza i z pewnością nie ostatnia, już to wiem 🙂

Zastanowiłam się nad ogromem tego całego wydarzenia i moje serducho urosło. 182 wystawców i blisko 20 tysięcy (!!!) uczestników. ŁAŁ! Tyle osób jest zainteresowanych naturalnymi produktami i tak duży mamy wybór na polskim rynku. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie i jeszcze bardziej ucieszyłam się, że miałam okazję być w centrum wydarzeń. Moje ogólne odczucia są niezwykle pozytywne (choć dostrzegłam też kilka wad, o których za chwilkę opowiem).

Czy warto wziąć udział w targach?

Rozpocznę jednak od zalet. Takie targi to świetna okazja do poznania nowych marek. „Siedzę” w temacie na tyle, że trudno mnie zaskoczyć, ale i tak zobaczyłam kilka nieznanych mi firm (np. naturalne perfumy Lady of Nature). Najważniejsze są dla mnie jednak dwie rzeczy: możliwość rozmowy z osobami, które są odpowiedzialne za tworzenie kosmetyków i okazja do poznania tychże produktów z tak bliska: ich konsystencji czy zapachów. Naturalne kosmetyki powoli pojawiają się w drogeriach, ale moim zdaniem w żółwim tempie, i poznanie któregoś przed zakupem nierzadko jest trudno osiągalne. Tutaj można korzystać do woli (tylko rąk brak, żeby to wszystko na siebie nałożyć 😉 ). Często udaje się też upolować jakąś próbkę, a niektóre marki już domyślnie dodawały je do zakupów. A rozmowa z twórcami to zawsze świetna sprawa, ja szczególnie polecam zagadać do Jan Barba – świetnie opowiadają o swoich kosmetykach i uzasadniają swoje wybory.

IMG_3487.JPGIMG_3533.JPG

Producenci biorą sobie Ekocuda do serca. Zaryzykuję stwierdzenie, że kogo nie ma na tych targach, ten gapa i wiele traci. Ekocuda są świetną okazją do zaprezentowania się z dobrej strony, do nawiązania kontaktu z potencjalnymi klientami. Marki zachęcają na różne sposoby, żeby do nich podejść: zniżkami, czasem bardzo wysokimi (jak u marki Be Loved – z tego, co kojarzę, to można było upolować niektóre ich produkty nawet jakieś 40-50% taniej). Mnie za to najbardziej przyciągają przedpremiery produktów. W tej edycji było ich naprawdę sporo: marka Lush Botanicals zaprezentowała olejek do demakijażu (aj ❤), Resibo – krem SOS, Alkemie – probiotyczny żel do mycia twarzy i ciała, Natu – hydrolat różany, kawowy krem pod oczy i mandarynkowy balsam do ust (swoją drogą, miałam kilka ich produktów już gotowych do zakupu, zapakowanych, ale awaria terminala nie pozwoliła mi zapłacić. Nie mogę tego przeżyć :D). Z kolei u marki Klareko można było upolować środki czystości o zapachu piernikowym, które wtedy nie były jeszcze dostępne w ich sklepie internetowym.

IMG_3585IMG_3500.JPG

Wiecie, co jeszcze było super? W łazience można było umyć ręce mydłami z targów! Zrobił to jeden ze sklepów (myślę, że za pozwoleniem organizatora). Świetny pomysł! Przy każdej umywalce stało inne mydełko, nic tylko dbać o higienę 🙂

Ceny na targach i moje podejście do zakupów

To jedno z najczęściej zadawanych pytań: czy na targach kosmetyki są tańsze? Nie ma takiej reguły. To, czy pojawi się jakiś rabat, zależy już od konkretnej marki. Bardzo wiele z nich oferowało zniżki, ale widziałam też sporo stoisk, gdzie nie obowiązywał żaden rabat. Informacje o obniżkach cen na targach są bardzo często podawane w mediach społecznościowych, jeśli więc któraś marka interesuje Was szczególnie, śledźcie jej profile na Instagramie/Facebooku, tak po prostu 🙂

A jakie jest moje podejście do zakupów na targach? Uwielbiam porządek i dobrą organizację, dlatego podeszłam do wyjazdu do Warszawy, jakby to miał być koniec świata 😀 Przygotowałam sobie listę wszystkiego, co chcę kupić, a w niektórych przypadkach nawet napisałam do producentów z prośbą o odłożenie jakiegoś produktu. Lubię robić większe zakupy u danej marki/w danym sklepie, rzadko kuszę się na tylko jedną rzecz, bo po prostu nie chce mi się biegać trzy razy do paczkomatu, a tym bardziej trzy razy płacić za wysyłkę. Targi są więc świetną okazją do zdobycia pojedynczych produktów i dlatego chciałam zadbać o to, aby rzeczywiście je kupić (nic z tego nie wyszło, ale może opowiem o tym kiedy indziej :P). Naprawdę trzymałam się tej listy, choć dałam sobie przyzwolenie na zakup 2-3 nieplanowanych rzeczy, jeśli coś mnie bardzo zainteresuje i uznam, że „muszę” to mieć. Koniec końców wyszło na to, że dodatkowe zakupy się u mnie jednak nie pojawiły. A jeśli chcecie zobaczyć, co przywiozłam z targów, to zachęcam do zajrzenia  na mój Instagram, tam opisałam wszystkie swoje „zdobycze”: klik. Mnogość produktów w jednym miejscu nie sprzyja oszczędzaniu/kupowaniu tego, co jest naprawdę potrzebne, dlatego jeśli będziecie kiedyś wybierać się na takie targi, zachęcam do poświęcenia 30 minut na plany, przegląd wystawców i analizę potrzeb. Wiecie, co pomaga? Zrobienie chciej-listy z jakiś miesiąc przed targami. Może być nawet bardzo szeroka. Spojrzałam na nią z 5 razy i za każdym razem wykreśliłam parę pozycji, bo już przespałam się z myślą o zakupie i uznałam, że jednak ich nie potrzebuję.

Co można by poprawić?

Oprócz oczywistych zalet, dostrzegłam w targach również trochę wad i rozczarowań. Świetnie, że pojawiło się tam aż tyle osób, ale niestety, oznaczało to, że przechodzenie pomiędzy stoiskami przypominało czasem jakieś czołganie się w okopach, wszyscy wszystkich popychali, ludzie byli zniecierpliwieni, co zdecydowanie było słychać. Wyszłam stamtąd umęczona jak po całym dniu biegania po mieście i z lekkim chaosem i hałasem w głowie. Tłumy ludzi i mała przestrzeń nie pozwoliły mi się cieszyć targami tak, jak bym chciała. Dobrze, że poprosiłam narzeczonego o robienie zdjęć, bo gdybym miała sama oglądać, kupować i jeszcze fotografować, to byłoby mi ciężko zrobić to w spokoju. Nie wiem, czy w Gdańsku i Poznaniu wyglądało to tak samo; wydaje mi się, że mogło być nieco luźniej. W przyszłym roku chyba odwiedzę inne miasto dla porównania 🙂

Druga rzecz: brak jasno podanych cen na niektórych stanowiskach. To tak prosta, oczywista sprawa, że tym bardziej mnie to irytowało. Każdy chce poznać ceny przed zakupem i gdy ich nie ma, to musi o nie dopytać. A gdy trzeba o nie dopytać, to trzeba również przepchać się do samego stanowiska, poczekać grzecznie, aż ktoś inny skończy rozmowę (lub się wciąć) i przy odrobinie szczęścia, gdy nikt nie wejdzie przed ciebie, zadać pytanie o cenę. A potem tę cenę zapamiętać i zapytać o drugi i trzeci produkt (chyba, że akurat jakaś inna osoba pyta o ten sam) 😀 Darmowe ćwiczenia pamięci, matematyki i ogarnięcia. Uważam, że to nieprofesjonalne podejście tych marek do sprzedaży. Na szczęście było też dużo takich, które pomyślały o komforcie potencjalnych klientów (Resibo to nawet podało i ceny sklepowe, i ceny targowe, aby było dokładnie wiadomo, jak wygląda zniżka; plusik za to).

Do zobaczenia wiosną!

Czas na podsumowanie. Jestem absolutnie zakochana w pomyśle targów kosmetyków naturalnych i wspieram takie inicjatywy całą sobą. Pomimo pewnych wad (ale to raczej uwagi do producentów, a nie do samej organizacji targów), uważam, że warto było odwiedzić Warszawę tylko po to, aby wziąć w nich udział. Czekam już na kolejne edycje. Kto wie, może pojawią się i nowe miasta? Ekocuda rozrastają się bardzo szybko i mocno trzymam kciuki, żeby opanowały całą Polskę. A Was zachęcam do wzięcia udziału. To obowiązkowa pozycja do odhaczenia dla fanów naturalnych kosmetyków. Zostawiam Was jeszcze z paroma zdjęciami. Do usłyszenia w kolejnym wpisie!

Ewelina

 

IMG_3459Stoisko Anabelle Minerals, jednego ze sponsorów targów

IMG_3457.JPGStoisko marki Mokosh

IMG_3461.JPGMarka Fridge witała już od wejścia 🙂 Spójrzcie na ich lodówkę!

IMG_3465.JPGBlack Sheep to marka, która produkuje naturalne środki czystości. Ja również kupiłam kilka.

IMG_3492IMG_3494IMG_3496Stoisko Resibo było jednym z najbardziej obleganych podczas targów.

IMG_3540.JPGKosmetyki Polny Warkocz

IMG_3548.JPGNowości do włosów u Yope

IMG_3532.JPGKosmetyki Eco Sonya (bardzo mnie ciekawią)

IMG_3534

 

 

 

 

Kosmetyki Plantea (te ciekawią mnie jeszcze bardziej 😉 )

IMG_3568Cuda od Lush Botanicals. To moja marka roku, uwielbiam!!

IMG_3584Mydła marki Sape

IMG_3506Stoisko marki Iossi

IMG_3466Stoisko marki Alkemie

IMG_3521IMG_3523IMG_3528IMG_3527Natu i ogrom nowości 🙂

IMG_3537Kosmetyki Senkara

IMG_3520Świece u Ezti, podobno cudowne.

IMG_3508Ministerstwo Dobrego Mydła ❤

 

 

 

1 myśl w temacie “Ekocuda, Warszawa 17-18 listopada 2018 – relacja”

  1. Właśnie zdjęć nie miał mi kto robić, czego żałuję, bo nie sposób spamiętać wszystkie produkty, które zaciekawiły lub chce się jeszcze o nich poczytać. Zrobiłam zaledwie kilka.
    Okazuje się, że spotkałyśmy się przy stoisku Iossi:) Na zdjęciu pierwsza z lewej to moja głowa😄
    W związku z tym, że na każdych kolejnych targach jest więcej i producentów i odwiedzających, to niestety wizyta do komfortowych nie należy. Podobnie jak Ty wróciłam bardzo zmęczona, ale już czekam na wiosenną edycję:)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s