I WANT YOU NAKED, Peeling i balsam do ciała

Marka o zadziornej nazwie I WANT YOU NAKED jest jeszcze mało popularna na polskim rynku, ale znacie mnie – to takie z reguły mocno mnie przyciągają. Z całej oferty najbardziej zainteresowały mnie peeling oraz balsam do ciała, choć zastanawiałam się również nad kremem do rąk. Mam ich jednak na tyle dużo, że na razie odpuszczam dokupowanie nowych 🙂

Pierwszym produktem, którego zaczęłam używać, był balsam do ciała. Na ten moment, w tego typu kosmetykach najbardziej cieszy mnie szybkie wchłanianie. Wstaję wcześnie i późno wracam do domu i już sama pielęgnacja twarzy nie zajmuje mi tyle, ile bym chciała, a czekanie na wchłonięcie olejku czy tłustego masła wkurzałoby mnie niemiłosiernie. Przy nim zupełnie wyzbyłam się tego problemu, jest bowiem leciutki i dla podkreślenia tego, zmieniłabym jego nazwę na mleczko i dodała gdzieś słowo „lekki”, bo „intensywny” sugeruje raczej coś gęstego, mocno odżywczego (tego nauczyły mnie inne naturalne balsamy do ciała).

Cena: 85 zł/120 ml (klik)

Balsam jest lejący, a nałożony na skórę da się po niej błyskawicznie rozprowadzić. Tak jak wspomniałam, wchłania się szybko, ale nie pozostawia po sobie dziwnego uczucia ściągnięcia, uczucia braku. Tworzy na skórze film, który porównałabym do silikonowej powłoczki (choć silikonów w składzie nie ma). To coś bardzo przyjemnego, skóra jest aż śliska (ale nie mylcie z tłustą czy lepiącą). Nie wiem, czy spotkałam się już z takim efektem, na pewno nie w ostatnich miesiącach. Ta ochronna warstwa jest dla mnie bardzo w porządku, bo myślę, że bez niej produkt byłby zbyt lekki dla mojej skóry, a z nią czuję się komfortowo przez cały dzień, chociaż absolutnie nie nazwałabym tego balsamu intensywnym. Nie jest mocno regenerujący, po prostu dobrze nawilża, szczególnie doraźnie. Na dłuższą metę nie chciałabym go stosować samodzielnie, bo skóra moich całych rąk wymaga ode mnie także dbałości o mocniejszą okluzję (a czasem wręcz przeciwnie – czuję, że na kilka dni chcę porzucić wszelkie smarowidła). To wspaniała propozycja na gorące dni, gdy staramy się unikać produktów, które szybko spłyną z ciała i je „uduszą”. Myślę, że piszę więc tę recenzję w odpowiednim czasie 😉

INCI: Aqua, Pentylene Glycol, Glycerin, Glicerin Stearate SE, Cannabis Sativa Seed Oil (KBA), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (KBA), Caprylic/Capric Trigliceryde, Persea Gratissima Oil (KBA), Sorbitol, Butyrospermum Parkii Butter, Undecane Tridecane, Sodium Stearoyl Glutamate, Squalane, Myristyl Myrisate, Xanthan Gum, Maris Sal, Sodium Hydroxide, Helianthus Annuus Seed Oil, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Lecithin, Rosmarinus Officinalis Oil, Salvia Sclarea Oil, Cyrkon Limon Peel Oil, Citral, Limonene, Linalool, Geraniol

Przeszkadza mi pojemność tego kosmetyku, dla mnie jest za mała (120 ml). Nawet nie zauważyłam, kiedy została mi połowa opakowania, a dalej poszło jeszcze szybciej. Ja umieściłabym go w 300 ml butelce. To jeden z tych balsamów, które znikają raz-dwa. Myślę, że ma na to wpływ konsystencja. Tłuste masła aplikuje się w niewielkich ilościach, a takie balsamy jak ten można spokojnie nawet dokładać w miarę potrzeb.

Podobała mi się zastosowana kompozycja zapachowa, przywodziła mi na myśl coś w rodzaju cukierków Halls. Był to ziołowy aromat, ale przełamany cytrusami. Zakładam, że ta ziołowa część to po części użyty tutaj olej konopny, a po części olejki: rozmarynowy i z szałwii. Bardzo udane połączenie, szczególnie w kontekście moich wymagań co do balsamu na dzień. Gdy wychodzę „do ludzi”, nie używam mocnych/duszących/nieprzyjemnych zapachów. A dobrze wiecie, jak czasem potrafią pachnieć kosmetyki naturalne 😉

Nieco później zabrałam się za peeling do ciała. Ileż ja przerobiłam różnych peelingów w swoim życiu! Nie tylko kupuję gotowe produkty, ale także od czasu do czasu przygotowuję je sama. Solne peelingi nigdy nie należały do moich faworytów i nie wiem dlaczego, ale aż do otwarcia opakowania wierzyłam, że ten jest cukrowy 😀 Głowa w chmurach to u mnie standard, podobnie miałam zresztą z peelingiem Hagi (tym w fioletowym opakowaniu). To balansowanie na cienkiej linie, bo mogłoby się okazać, że drobiny soli są np. takie jak w produkcie, którego szczerze nienawidziłam, czyli peelingu czekoladowo-miętowym Purite. Ale nie tylko nie doświadczyłam żadnych problemów typu drobiny wielkości kamieni, a wręcz nie mogłam się doczekać każdego kolejnego złuszczania, bo tak dobrze mi się go używało. Recenzja będzie jednak słodko-gorzka, bo ostatecznie nie uważam go za ideał.

Produkt można kupić w dwóch wersjach: 720 g i 200 ml. Nie wiem, skąd brak ujednolicenia jednostek. Ja miałam tę większą pojemność i to było TO. Chcę więcej takich pojemności na rynku. Kiedy widzę, gdy jakaś marka sprzedaje peeling do ciała wyłącznie w 100 g opakowaniu, to zastanawiam się, co ma na myśli. Każda osoba, z którą do tej pory podjęłam dyskusję na ten temat twierdzi, że zużywa taką ilość produktu na kilka razy, a niektórzy potrafią i na raz. 720 g jest super 🙂 Marka Fresh&Natural ma nawet litrowe pudła.

Cena: 209 zł/720 g (klik), 129 zł/200 ml (klik).

Obecnie (19.05) obie wersje można kupić w obniżonej cenie. 209 zł spuszczone z wodą brzmi makabrycznie, jednak dzieląc cenę na trzy (aby otrzymać standardową pojemność peelingów), otrzymujemy 70 zł (a przy tej obecnej obniżce 59 zł, czyli cena jak np. u Iossi – z tym, że tutaj mamy gramy, a u Iossi mililitry i to na pewno nie jest stosunek 1:1). Czy taka matematyka jest pocieszająca? Myślę, że oliwy do ognia dolewa fakt, że opakowanie jest w większości plastikowe i ujmuje kosmetykowi całego luksusu. Z czasem mam zamiar całkowicie zrezygnować z plastiku w peelingach, obecnie po prostu nie kupuję nowych, ale mam jeszcze co nieco w zapasach.

Spora ilość produktu w opakowaniu miała w przypadku peelingu I WANT YOU NAKED podwójne znaczenie, bowiem jego właściwości sprawiały, że musiałam za każdym razem go dokładać. Aplikowałam go na skórę w ilości, jakiej używam zazwyczaj, ale ponieważ zawiera sól, to częściowo rozpuszczał się na skórze i chcąc wykonać porządny masaż, musiałam dodać w zasadzie prawie drugie tyle. To obniżyło jego wydajność.

Z tym rozpuszczaniem nie było ostatecznie tak źle, bo nie zmuszało mnie do złuszczania ciała na sucho, jak niegdyś peeling Organique (pisałam o nim tutaj). Samo masowanie skóry było niezwykle przyjemne, bo pozbawione rysowania skóry. W ogóle nie wyczuwałam ostrości drobinek, ani też bólu przy zwiększaniu nacisku. Sól oczywiście nie darowała żadnej rance i nie raz coś mnie zapiekło, ale moje ogólne wrażenia w tym kontekście są bardzo pozytywne. Po masażu skóra była przyjemnie gładka, delikatnie zarumieniona – powiedziałabym, że dość standardowo, jak to po dokładnym złuszczeniu martwego naskórka. 😉

Zapach produktu był przepiękny, kojarzył mi się z morzem 🙂 Czułam tam miętę, ale też mieszankę woni przypominających plażę wieczorem. Będę go dzięki temu bardzo dobrze wspominać.

INCI: Sól morska (MARIS SAL), gliceryna (GLICERYNA), betaina (COCAMIDOPROPYL BETAINE), olej migdałowy (olej PRUNUS DULCIS), olej babassu (ORBIGNYA PHALERATA OIL), olej z awokado (PERSEA GRATISSIMA OIL), krzemionka (TERRA SILICEA), proszek szpinakowy (SPINACIA OLERACEA LEAFPDERDER) Herbata Matcha (proszek z kędzierzawej cytryny), olejek jojoba (olejek SIMONDSIA CHINENSIS), olejek miętowy (olejek MENTHA PIPERATA), olejek z trawy cytrynowej (EUCALYPTUS CITRIODORA OIL), olejek eteryczny z olejku litego (LITSEA CUBEBA OIL), olej neutralny (CAPRYIC / CAPRIC TRIGLYCERIDE); Witamina E (TOCOPHEROL); lecytyna; rozpuszczalna w tłuszczach, zestryfikowana witamina C (ASCORBYL PALMITATE)

Do usłyszenia w kolejnym wpisie!

Ewelina

Wpis nie jest sponsorowany. Do recenzji zostałam zaproszona przez sklep Ruah Store, który dostarczył mi kosmetyki i poprosił o opinię. Zdjęcia wykonuję najczęściej tuż po otwarciu kosmetyku, ale recenzuję po jego zużyciu. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s