Fridge, 3.3 good morning face!

Oczyszczanie cery to etap pielęgnacji, przy którym wciąż się czegoś uczę i sądzę, że to się jeszcze długo nie zmieni. Pozornie prosta czynność, ma jednak wiele szczegółów, rodzajów działań i nie sposób podążać tutaj za schematem. Nie każdemu pomoże dwuetapowość, nie wszyscy odnajdą się w porannym myciu, a przynoszący szkody kosmetyk może przy okazjonalnym stosowaniu okazać się pomocnikiem. Nie wierzę tym, którzy podają tylko jeden słuszny, rozpisany sposób mycia, bo ten etap nie jest oczywisty. Mało o nim ostatnio wspominam, bo jestem w fazie eksploracji, która pojawia się znienacka zawsze wtedy, gdy pomyślę, że wiem już, jak mam myć swoją twarz 🙂 Systematycznie będę wrażać swoje myśli na temat kosmetyków, których ostatnio używałam. Pojawią się pianki, zapewne też olejki, choć wiele z nich wylądowało na moim ciele lub włosach, a i w przypadku marki Fridge temat nie pozostanie zamknięty na żelu 3.3 good morning face!, odkryłam bowiem w ich asortymencie prawdziwą perełkę i z utęsknieniem wyczekuję drugiego opakowania (jak się domyślacie, chodzi o rozmarynowe mleczko oczyszczające).

Dziś o produkcie, który jest ze mną od ponad półtora roku – pierwszy egzemplarz chwyciłam w dłonie w grudniu 2017. Uznaję ten czas za przełomowy dla mojej pielęgnacji. To czasy, kiedy żele z Sylveco czy Vianka uważałam za ultrałagodne, zdziwiłam się więc wielce, gdy umyłam twarz żelem Fridge.

Cena: 79 zł/145 g (klik)

Konsystencja nie jest szczególnie zaskakująca, to po prostu klasyczny żel; formuła nie jest zwarta, a płynie po dłoni, sącząc się leniwie. Nie jest skoncentrowana – po dodaniu wody nie przybiera gwałtownie na objętości. Żel się nie pieni.

Stosowałam go na dwa sposoby:

  • na suchą skórę – nałożony w ten sposób nabierał chwilowo białego koloru. Konsystencja pozwalała na swobodne roztarcie na całej twarzy bez ingerencji wody. Z tej metody korzystałam najczęściej, jako że kosmetyk w nierozcieńczonej formie dawał u mnie lepszy efekt oczyszczenia.
  • na mokrą skórę – nałożony w ten sposób pozostawał przezroczysty. Rozprowadzał się jeszcze łatwiej, stawał się dosyć śliski. Oczyszczał łagodniej niż nałożony na suchą skórę.

Moc oczyszczania dobierałam w zależności od potrzeb mojej skóry. Gdy rano czułam, że jest nieświeża/ma na sobie nadzwyczajnie dużą warstwę sebum/jest obciążona, używałam żelu na sucho. Gdy potrzebowałam jedynie bardzo łagodnego mycia, aplikowałam go na zwilżoną twarz. W obu wersjach i tak okazywał się delikatny. Co prawda w czasach szczególnego odwodnienia odczuwałam minimalne ściągnięcie skóry, ale już przemycie samą wodą dałoby mi taki efekt.

good morning face! gościł najczęściej w mojej porannej pielęgnacji, rzadziej w wieczornej, z różnych powodów. Gdy dopiero go poznawałam, czułam, że nie miałam jeszcze do czynienia z tak łagodnym produktem myjącym (na tamten moment – od tego czasu trochę się pozmieniało) i przy codziennym wieczornym oczyszczaniu, którego pierwszym krokiem był olej, wydał mi się zbyt słaby. Z czasem nabrałam przekonania. Wieczorne mycie wyglądało u mnie najczęściej tak, że nie zmywałam oleju, tylko spłukiwałam go ciepłą wodą i/lub od razu nakładałam środek myjący – albo pośredni, jak emulsję Alterra, aby tylko zemulgować olej, a na to, po kilkusekundowym masażu i spłukaniu, właściwy (żel, piankę), albo od razu ten właściwy. Mowa oczywiście o olejkach bez emulgatora. Żel Fridge nałożony samodzielnie na olej zupełnie nie potrafił go domyć w całości przy jednorazowej aplikacji. Wymagał albo kilkukrotnego mycia, albo stosowania akcesoriów (takich jak gąbeczka konjac). Za to, gdy olejek był hydrofilowy, lub wieczorne mycie nie zawierało oleju w ogóle, radził sobie o wiele lepiej.

INCI: Water (Aqua), Panax Ginseng Root Extract, Camellia Sinensis (Green Tea) Leaf Extract, Decyl Glucoside, Glycerin, D-Panthenol, Cyamopsis Tetragonoloba (Guar) Gum, Sodium Lauroyl Lactylate, Citrus Reticulata Peel Oil, Lactic Acid, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Oil, Limonene, Linalool, Geraniol, Eugenol

Skład, jak na Fridge przystało, nie jest zbyt rozbudowany. Nie opowiadam się ani za prostotą, ani za szerokim wachlarzem składników – ważniejszy jest ich dobór i cały zamysł. Detergentem jest tutaj łagodny Decyl Glucoside. Żel zawiera dwa ekstrakty: z żeńszenia oraz zielonej herbaty. Do tego gliceryna i prowitamina B5, czyli coś nawilżającego i łagodzącego.

Nie obyło się bez olejków eterycznych, które tworzą bardzo udaną, świeżą, pobudzającą kompozycję. Jest cytrusowo, ale i zielono. Poranek od razu robi się przyjemniejszy 🙂 Woń jest łagodna, nie nudzi się z czasem, nie ciąży.

Żel zadziwił mnie uczuciem, jakie pozostawiał po zmyciu. W tamtym okresie byłam raczej przyzwyczajona do potrzeby natychmiastowego spryskania skóry tonikiem, bo odczuwałam słabsze lub mocniejsze, ale ściągnięcie skóry. Po good morning face! nic takiego nie miało miejsca. Wspomniałam, że tamten czas był dla mnie dość przełomowy, a to dlatego, że w mojej pielęgnacji pojawiło się kilka takich produktów do oczyszczania i po miesiącach takiego mycia moja cera widocznie zyskała na nawilżeniu. Nawet po zastosowaniu silniejszego środka niekoniecznie pojawiało się ściągnięcie.

Łagodne właściwości żelu Fridge doceniłam szczególnie podczas kuracji retinoidami, gdy musiałam bardzo uważać, co i o jakiej mocy nakładam na swoją twarz. Byłam w stanie wykonać oczyszczanie bez pogłębiania podrażnienia. Po wielu miesiącach testów daleko mi jednak do piszczącego tonu, który uskuteczniałam kiedyś – etapy pielęgnacji powinny się wzajemnie przenikać i uzupełniać i braki w innych odbijały się u mnie także na oczyszczaniu, gdzie efekt odwodnienia przestał być mi obcy.

Jak mogę go podsumować? To łagodny środek myjący, który wielu typom cer nie przysporzy problemów, a ma szansę złagodzić dotychczasową pielęgnację i to w tak istotnym kroku jak oczyszczanie. Dla fanów polskich, naturalnych i dobrych kosmetyków pozycja obowiązkowa. Dla mnie też promyk słońca o poranku 🙂 Sprawiły to zapach i delikatność.

Czy mam jakieś poważne zastrzeżenia? Chyba tylko jedno – opakowanie. Owszem, jest wspaniale skonstruowane, świetnie leży w dłoni, dozuje odpowiednią ilość produktu i zwyczajnie cieszy oko. Nie mogę jednak zrozumieć, dlaczego marka nie zdecydowała się na szklaną wersję. Przecież z tego słyną – znakomita większość produktów Fridge jest pakowana w szkło i musi być przechowywana w lodówce. Ten żel nie posiada obostrzeń dotyczących przechowywania, ale to nie powód, aby rezygnować ze szkła, tym bardziej, że rozmarynowe mleczko umieszczono w szklanej butelce, więc chyba nie chodzi o komfort stosowania. A pomyślcie sobie, jak luksusowo i dostojnie wyglądałby w takiej odsłonie (przezroczysta butelka to byłoby to!). Dodam jeszcze, że marka Fridge pozwala na zwrot opakowań, więc śmiem twierdzić, że los naszego wymęczonego środowiska jednak nie jest im obojętny. No cóż, w takim razie ponowny zakup odroczę w czasie najbardziej jak się da, na szczęście mam nową miłość w postaci rozmarynowego mleczka 😉

A good morning face! jest dowodem na to, że w prostocie siła.

Więcej o zwrotach opakowań u marek i sklepów przeczytacie tutaj.

Pozdrawiam Was serdecznie,

Ewelina

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s