Nuori, Pianka oczyszczająca i balsam do ust

Polski rynek kosmetyczny, mimo że przebogaty w rodzime produkty, zaczyna zapełniać się też ciekawostkami z innych europejskich krajów, a nawet zza oceanu (marka Tata Harper wreszcie w Sephorze!). Duńskiej marce Nuori przyglądałam się dotychczas na brytyjskich stronach, ale już nie trzeba sięgać po nią tak daleko – jest dostępna w Polsce i to nie w reprezentatywnej i wyselekcjonowanej, a całkiem pokaźnej liczbie produktów.

Przed Wami najlepsza pianka oczyszczająca, jaką miałam do tej pory. Wspomnę również o balsamie do ust tej marki, jednak w znacznie mniej rozbudowanym opisie.

Ci z Was, którzy śledzą moje pielęgnacyjne poczynania od dłuższego czasu wiedzą, że z piankami było mi do tej pory nie po drodze. Trafiałam na wysuszające, słabo myjące i nieprzemyślane pod kątem komfortu stosowania formuły, co zniechęciło mnie do dalszych poszukiwań i skutecznie powstrzymywało przed kupnem powszechnie zachwalanych kosmetyków tego typu, np. pianek EOLab. Na rynku zaczęły pojawiać się jednak intrygujące mnie (ze względu na markę) produkty – pianki spod skrzydeł Alkemie oraz Iossi. To one przywróciły mi wiarę, entuzjazm i chęć poznawania. Używałam ich wcześniej niż tej z Nuori, ale zamieniłam recenzje kolejnością ze względu na ich rozmiar (czyli czas potrzebny na realizację), bo mam zamiar przedstawić je we wpisie porównawczym.

Cena: 130 zł/100 ml (sklep)

Piankę cechuje świetnie współpracująca konsystencja. Wydaje się, że jest rzadka. Gdy się jej przyjrzeć, ma w sobie cechy aksamitności i zachęca do nałożenia. Gdy to zrobię, pokazuje, że potrafi być jeszcze lepsza.

Produktów myjących używam, w zależności od potrzeb, na suchą lub mokrą skórę. Pierwszy wariant jest tym mocniejszym, dla skóry z porządną warstwą kosmetyków, takich jak krem z filtrem, lub solidną warstwą sebum po zbyt obciążającej wieczornej pielęgnacji. Pianka Nuori nałożona na suchą skórę szybko gęstnieje i w rezultacie przypomina wręcz piankę do golenia. Gęsta, zbita, pokrywająca obficie każdy centymetr skóry. Przywiera do niej, nie chce zniknąć. To wszystko zasługa około dwóch pompek wyciśniętych z opakowania. Uważam tę formułę za niespotykanie komfortową w pracy. Dłonie z łatwością zatapiają się w gęstą pianę i jestem w stanie przez dłuższy czas masować skórę bez dodatku wody. Po chwili zwilżam dłonie i kontynuuję masaż. Moczenie rąk powtarzam kilkakrotnie, za każdym razem pianka rozluźnia konsystencję, ale nie znika z twarzy, co już mi się zdarzało w innych – kiedy tylko pojawiała się woda, zaczynało mi brakować produktu na twarzy. Tutaj nic takiego się nie dzieje, jest tak samo dobrze, ale jeszcze bardziej aksamitnie. Mycie pianką Nuori sprawia mi niesłychaną przyjemność, odpręża i często nawet zamykam oczy, aby wprowadzić się w stan lekkiego relaksu.

Na mokrej skórze wytworzona piana nie jest tak gęsta i przylegająca do twarzy, ale wciąż obfita i bezproblemowa w obsłudze. Oczyszczenie jest ciut łagodniejsze.

Nie chwalę tego kosmetyku wyłącznie za formułę, bo najważniejszy jest dla mnie efekt końcowy. To produkt dogłębnie oczyszczający, który poradzi sobie ze wszelkimi zanieczyszczeniami. Po obfitym spłukaniu nie pozostawia skrzypiącej skóry – da się po niej gładko przejechać dłonią. Nie wymaga również natychmiastowego dostarczenia nawilżenia, choć ze względu na moc myjącą nie stosowałam pianki ciągiem od początku do końca, a robiłam przerwy, podczas których wprowadzałam delikatniejsze produkty. Używałam jej przede wszystkim do wieczornego oczyszczenia, czasem jako oba etapy, a czasem po olejku. Gościła u mnie również rankiem, jednak głównie wtedy, gdy wyraźnie odczuwałam obciążenie skóry.

Polecam tę piankę szczególnie cerom zanieczyszczonym. Myje wręcz doskonale, przy akompaniamencie satysfakcjonującej konsystencji. Nie wspomniałam jeszcze o zapachu – przywodzi mi na myśl kosmetyki apteczne. Trudno mi go opisać inaczej. Jestem nieco zdziwiona, bo w składzie (który jest absolutnie bez zarzutu) widzę cytrusowe nuty.

INCI: Glycerin (plant origin), Water/Aqua, Cocamidopropyl Betaine (plant origin), Betaine (plant origin), Oat/Avena Sativa Kernel Extract, Triethyl Citrate, Lactobacillus/Pomegranate/Punica Granatum Fruit Ferment Extract, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Sweet Orange/Citrus Sinensis Peel Oil Expressed, Lemon/Citrus Limon Peel Oil, Fragrance/Parfum*, Limonene*, Sodium Gluconate, Citric Acid, Potassium Sorbate. *From 100% natural essential oils

Korzystam obecnie z drugiego opakowania. Pianka mnie zachwyciła, ale z balsamem do ust nie było już tak przyjemnie.

Swój makijaż ograniczam na co dzień do tuszu do rzęs. Od święta podkreślam też usta 🙂 Ale to chyba tylko dlatego, że kiedyś tam kupiłam kredkę i pomadkę w ładnym kolorze i chcę je zużyć. W tym roku miałam ochotę na jakiś błyszczyk lub coś, co delikatnie podkreśliłoby moje usta. I przy okazji tej pianki skusiłam się na balsam. To wersja New York (jest jeszcze Copenhagen i wersja bez nazwy). Wydaje mi się, że ceny poszły w górę, nie przypominam sobie, żeby w lutym/marcu kosztował aż 100 zł (a może był w promocji?)

Cena: 100 zł/15 ml (sklep)

Tubka zawiera sporą ilość produktu i używam go już tak długo, a przerobić nie mogę. Wybrałam wersję New York, bo zachęcił mnie opis koloru – miały to być owoce leśne, wyobrażałam sobie więc śliwkowy róż, coś podobnego do pomadki Mac Plumful. Balsam, owszem, ma ten przepiękny kolor, ale w opakowaniu. Po nałożeniu na usta barwa jest bardzo, bardzo delikatna. Widać głównie błysk, efekt lekko podkreślonych, rozświetlonych warg. Nie przeszkadzałoby mi to, gdyby nie fakt, że zatopiono w nim perłowe drobinki i to mi się już nie podoba, bo z bliskiej odległości usta nie prezentują się subtelnie i romantycznie, tak jak sobie wyobrażałam. Wolę wersję sauté. Produkt ma też śliską formułę (jest na bazie olejów i maseł). Wolałabym, żeby lepiej przyczepiał się do ust, lepiej je otulał i pozostawał na swoim miejscu. Teraz usta są zbyt śliskie. Finalnie jest w porządku, ale tylko w porządku. Myślę, że nie zapadnie mi w pamięć.

INCI: Olus Oil (plant origin), Shea/Butyrospermum Parkii Butter, Beeswax/Cera Alba, Sweet Almond/Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Apricot/Prunus Armeniaca Kernel Oil, Avocado Butter/Hydrogenated Avocado Oil, Japanese Fruit Wax/Rhus Verniciflua Peel Cera, Avocado / Persea Gratissima Oil, Mica (natural origin), Cocoa/Theobroma Cacao Seed Butter, Vitamin E/Tocopheryl Acetate, Vitamin E/Tocopherol, Vanilla/Vanillin, Peppermint/Mentha Piperita Oil, Limonene*, Citric Acid, Fragrance/Parfum*, Silica (natural origin), Titanium Dioxide / CI 77891 (natural origin), Red Iron Oxide / CI 77491 (natural origin), Carmine / CI 75470 (natural origin). *From 100% natural vanilla and peppermint oil.

2 myśli w temacie “Nuori, Pianka oczyszczająca i balsam do ust”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s