Plantea, Kremowy żel do mycia twarzy

Marka Plantea małymi kroczkami zakorzeniała się w mojej głowie ze względu na formuły, które wydawały mi się ciekawe i nieco odmienne w stosunku do przeciętnych polskich kosmetyków naturalnych.

Pewnie zastanawiałabym się nad zakupem do dziś, gdyby nie prezent od Świętego Mikołaja, który zainteresował się moją chciej-listą 😀 Na Gwiazdkę dostałam zestaw próbek (obecnie niedostępny w sprzedaży), kremowy żel do mycia twarzy, galaretkę oraz balsam do ust. Poznawanie marki rozpoczęłam oczywiście od próbek i już dzięki nim wyłoniłam swoich faworytów do dalszego kosztowania (po głowie chodzą mi peeling i olejek do ciała, już wkrótce… :)). Na szczycie listy był jednak żel do mycia twarzy. Szybko sięgnęłam po pełnowymiarowe opakowanie i tak samo szybko okrzyknęłam go moim tegorocznym odkryciem. Korzystam już z drugiej butelki i nie mam żadnych wątpliwości, że to nie ostatnia. Poczekam jednak, co wymyśli marka w kontekście opakowania. Podobno szykuje się zmiana na szklane, jestem więc w siódmym niebie (mam również nadzieję na rezygnację z kartonowych pudełek dla każdego kosmetyku). Wiecie, jak cenię sobie proekologiczne podejście, a szkło nada też kosmetykowi zasłużonej elegancji i wrażenia luksusu.

Cena: 79 zł/200 ml (sklep)

Nazwę „kremowy żel” uważam za nieco mylącą – mnie kojarzy się z płynnym produktem o mlecznym zabarwieniu. Ja mówię o nim „żelejek” 🙂 Wylany na dłoń przypomina gęsty żel lub wręcz galaretkę. Jest bardzo zwarty, choć w przypadku pierwszego opakowania formuła była luźniejsza. Może to kwestia temperatur. Pod palcami wyraźnie wyczuwa się jego emolientową naturę. Po aplikacji na twarz przybiera formę typową do olejów, a właściwie dla olejków z emulgatorem, które najczęściej nie są tak gęste i rozprowadzają się o wiele lepiej niż mieszanki złożone wyłącznie z olejów (to nie reguła dla wszystkich, ale dla większości tych, z którymi miałam do czynienia). Dystrybucja na całej twarzy przebiega z wysoką łatwością.

Aplikacja może odbywać się na sucho i na mokro, rekomenduję jednak pierwszy sposób. Połączenie z wodą od razu powoduje powstanie emulsji, która zachowuje w dość specyficzny sposób i w mojej ocenie utrudnia dokładne mycie – przede wszystkim, masuje się skórę z pewnym oporem; odnoszę wrażenie, jakoby brakowało mi produktu i że muszę go jeszcze dołożyć. Preparat nie jest jednością ze skórą i palcami. Mi taka postać rzeczy wyjątkowo nie odpowiada, szczególnie w kontekście tego, jak żel Plantea zachowuje się bez wody. Jest wtedy idealnie przyczepiony do skóry, a przyłożone do niej palce dołączają świetnie do tego „układu”. Wieczorne zmywanie dnia staje się przyjemnością. Warto wzbogacić go także gąbką konjac w celu ultradelikatnego złuszczenia naskórka (lub jako pomoc w spłukaniu, jednak już domyślnie nie sprawia ono problemów).

Żel bardzo dobrze radzi sobie z każdym rodzajem zanieczyszczeń, nawet tych mocno przylegających i tłustych, jak krem z filtrem. Jednocześnie nie odziera skóry z naturalnej warstwy ochronnej i z powodzeniem może być stosowany codziennie. Kiedy? Rano, wieczorem, jako pierwszy etap mycia, jako drugi etap mycia. W mojej pielęgnacji był w stanie samodzielnie „ogarnąć” każde oczyszczanie. Spłukuje się doskonale, nie pozostawiając po sobie ani tej wstrętnej, pokaźnej grubości warstewki, ani tej cienkiej pod tytułem „niby nic” (którą ja i tak zawsze zmywam). Nie wzmaga odwodnienia tak jak klasyczne pianki czy żele. Nie stwarza potrzeby modyfikacji formuły, nie jest zbyt tłusty, ani zbyt rzadki/lepki/lekki, a jedynym dodatkiem była u mnie wspomniana gąbka Konjac. Całkowity brak ściągnięcia po osuszeniu cery przekonał mnie do niego zupełnie; obecnie cenię tę właściwość bardziej niż zwykle.

Nie noszę makijażu, ale po ciężkich kremach z filtrem jestem w stanie powiedzieć, że i demakijaż pewnie okaże się dla niego niestraszny. Nie próbowałam go tylko podczas usuwania tuszu do rzęs. Tutaj króluje niepodzielnie płyn micelarny, choć ostatnio zaczynam myśleć o innych rozwiązaniach i myślę, że wdrożę wkrótce plan „żelejek Plantea” 🙂

INCI: carthamus tinctorius seed oil, gossypium herbaceum seed oil, oryza sativa bran oil, prunus persica kernel oil, glycerin, caprylic/capric triglycerides, coco glucoside, glyceryl oleate, sucrose stearate, aqua, sucrose laurate, parfum, benzyl alcohol, tocopherols, helianthus annuus seed oil, dehydroacetic acid, benzoic acid, sorbic acid, limonene, linalool, citral

Na koniec jeszcze kilka słów o zapachu. Ten, ku mojemu niezadowoleniu, uległ zmianie. Wcześniej przypominał mi żelki. Był słodki, ciepły, idealnie pasowałby do każdej pory roku, bo wiosną i latem kojarzył się z ciepłym, wieczornym powietrzem, a teraz, kiedy w głowie mi już jesień, kojarzy mi się otulająco, wrześniowo, a gdy myślę o zimie, to z powrotem do ciepłego domu. Zostawiłam sobie to pierwsze opakowanie, aby jeszcze przez jakiś czas móc się nim cieszyć. Bardzo umilał mi pielęgnację. Obecna wersja zapachowa przypomina mi z kolei cytrynowe cukierki, te z musującym proszkiem w środku; kojarzę je z dzieciństwa. Jest cytrusowo, nieco kwaśno. Producent pisze o nim tak: To połączenie owoców tamaryndowca i mangostanu. Przypomina słodką nutę mango z lekkim cytrusowym orzeźwieniem. Dla mnie to tak bez uczuć, myślę, że może będę korzystać z dobrodziejstw przeciwzapalnych olejków eterycznych i przynajmniej czasem go sobie zmodyfikuję (w celach leczniczych, nie dla poprawy zapachu – to będzie tak zwanym skutkiem ubocznym :)). Oczywiście, to wszystko kwestia gustu i nie to, że nowy mi się nie podoba, tylko poprzedni był tak dobry!

Podsumowanie

Kremowy żel do mycia twarzy Plantea, jakkolwiek mylącą ma nazwę, podczas oczyszczania nazbyt się nie myli – robi to wyjątkowo dobrze. Wysoka skuteczność i brak agresji w stosunku do skóry stawiają go w gronie moich faworytów wśród preparatów do oczyszczania. Będę po niego sięgać ponownie. A Was, w związku z trwającym w najlepsze sezonem targowym, zachęcam, aby przy okazji odwiedzić stoisko Plantea. Warto 🙂

Do usłyszenia w kolejnej recenzji,

Ewelina

5 myśli w temacie “Plantea, Kremowy żel do mycia twarzy”

  1. […] Kremowy żel do mycia twarzy Plantea to już moje must-have. Zużyłam dwa opakowania i nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie sięgnąć po kolejne. Mimo, że mam obecnie inne produkty do oczyszczania, to chciałabym mieć go zawsze pod ręką, dlatego na Ekocudach kupię jedno opakowanie. A Was zapraszam do przeczytania mojej szczegółowej recenzji tego produktu tutaj. […]

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s