Nuori, Wygładzający zestaw rewitalizujący skórę

Duńska marka Nuori gości na moim blogu nie po raz pierwszy i już wiem, że i nie po raz ostatni (chciej-lista pęka w szwach, ale najbardziej zależy mi na mleczku myjącym, bo w tym roku zaliczają u mnie wielki powrót). Po rewelacyjnej piance do oczyszczania twarzy i niezbyt udanym balsamie do ust, które recenzowałam tutaj, wypróbowałam peeling do twarzy w dość interesującej formie, jak bowiem widać na zdjęciach, składa się on z dwóch części.

Owe części noszą nazwy: Enzyme Complex i Powder Booster. Ten pierwszy (w tubce) ma formę kremowej, aksamitnej maseczki, a jego zadaniem jest wykazywanie właściwości typowych dla peelingu enzymatycznego. Powder Booster to z kolei proszek, który umożliwia mechaniczne złuszczenie naskórka. Łączenie peelingów mechanicznych i enzymatycznych to ostatnio coraz częstszy zabieg u wielu marek. Dla mnie to genialne w swojej prostocie i zwyczajnie lubię tego typu produkty, bo w tej samej cenie dostaję szersze działanie (np. w rewelacyjnej maseczce Purite połączono złuszczanie z nawilżeniem i odżywieniem skóry i cudnymi właściwościami białej glinki – pisałam o tej maseczce tutaj).

Cena: 330 zł/45ml + 8g (wiem, zbójecka, jednak sklep Ruah Store, z którego go mam regularnie go mocno przecenia). Link: sklep. A ja przysięgam uroczyście, że zacznę też zaglądać do Rossmanna ;).

Składniki najlepiej połączyć na dłoni. U mnie to około 7 pompek części Enzyme Complex i porcja Powder Boostera wielkości ziarnka grochu. Z tym drugim to mam zawsze trochę problemów, bo trudno mi go dozować precyzyjnie, po prostu wysypując z opakowania. Już kilka razy przesadziłam. Ale ostatecznie wyćwiczyłam przy nim nieco cierpliwość 🙂 Sama maska ma świetnie rozprowadzającą się konsystencję i umożliwia nałożenie preparatu cienką warstwą. Obie części mieszam uprzednio w zagłębieniu dłoni.

Mimo, że przez długi czas korzystałam wyłącznie z peelingów enzymatycznych, zaczęłam powracać i do tych ze złuszczającymi drobinkami. Odpowiednio sformułowane, wyważone preparaty nie robią mi krzywdy (w przeciwieństwie do peelingów cukrowych czy bardzo ostrych pestek i łupin niektórych owoców, które producenci wesoło umieszczają w produktach do twarzy). U Nuori skład tej części jest bardzo krótki. To puder ryżowy, granulki jojoba i puder z aloesu. Masaż skóry z ich udziałem jest dla mnie niesamowicie przyjemny i odprężający, bo czuję miłe, subtelne pobudzanie skóry, a nie drapiące ostrza, jak zdarzało się w przeszłości. To jeden z tych kosmetyków, na które się czeka i przy których można osiągnąć prawdziwe skupienie i wczucie w wykonywaną czynność.

Przyznam, że już dobrodziejstwa tych drobin dawały mi satysfakcjonujący efekt na skórze, po zmyciu była bowiem bardzo, ale to bardzo gładka, a wizualnie jakby wypolerowana (zdrowo rozświetlona). Szkoda byłoby mi jednak nie pozostawić całości na twarzy choć na kilka minut i tak właśnie robiłam (5-15 minut), aby i Enzyme Complex miał szansę się wykazać. Producent deklaruje, że ta część właściwości eksfoliacyjne zawdzięcza ekstraktom z aceroli, granatu i rzodkwi. Ten ostatni znam przede wszystkim jako konserwant (np. w hydrolatach z Ministerstwa Dobrego Mydła), a dwa pierwsze z bycia popularnymi antyoksydantami, a wiadomość o działaniu złuszczającym jest dla mnie nowością. Zasięgnę wkrótce więcej informacji, bowiem temat jest dla mnie interesujący. Przypuszczam jednak, że są źródłem jakichś kwasów.

Nie tylko drobiny złuszczające były dla mnie łaskawe, ale kremowa część także. Okład nie wysychał nadmiernie i pozwalał na komfortowe noszenie przez kilkanaście minut (jak to ja, czasem nawet o nim chwilowo zapominałam). Dobrze utrzymywał nawilżenie w skórze i w rezultacie po zmyciu czułam się jak po dobrej, odżywczej maseczce. Może bez przesady, raczej by mi jej nie zastąpił, ale podoba mi się, że zamiast agresji, poczucia wyprania skóry itp. dostałam tutaj coś w rodzaju ochronnej poduszki i nawet po obfitym spłukaniu wodą, mogłam zostawić cerę samą sobie i zaczekać z dalszą pielęgnacją, jeśli taką miałam potrzebę, bo cera nie uległa dodatkowemu odwodnieniu. Całość jest moim zdaniem bardzo przemyślana i spójna. Peeling wykonywałam średnio co 10 dni.

INCI: Water/Aqua, Pentylene Glycol (plant origin), Betaine, Squalane (plant origin), Cetearyl Alcohol, Shea/ Butyrospermum Parkii Butter, Jojoba/Simmondsia Chinensis Seed Oil, Glycerin (plant origin), Glycerin Stearate, Glyceryl Stearate Citrate, Oat/Avena Sativa Kernel Oil, Sweet Almond/Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Vitamin E/Tocopheryl Acetate, Lactobacillus/Acerola Cherry Ferment, Triethyl Citrate, Vitamin E/Tocopherol, Lactobacillus/Pomegranate/Punica Granatum Fruit Ferment Extract, Cetearyl Olivate, Beeswax/Cera Alba, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Xanthan Gum, Sclerotium Gum, Tribenin, Sorbitan Olivate, Orange/Citrus Sinensis Peel Oil Expressed, Lemon/Citrus Limon Peel Oil, Fragrance/Parfum*, Citral*, Limonene*, Sodium Gluconate, Citric Acid. *From 100% natural essential oils.

POWDER BOOSTER: Rice/Oryza Sativa Powder, Hydrogenated Jojoba Oil, Aloe Vera/Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder.

Opakowanie zestawu. Czy szata graficzna Nuori nie jest piękna?

Do usłyszenia w kolejnej recenzji,

Ewelina

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s