Fridge, 3.1 rosemary cleansing milk

Nie wiem, co mnie tknęło, aby sięgnąć po ten produkt, wszak mleczka, z którymi miałam do tej pory do czynienia, zasiały we mnie głęboką niechęć do tego typu preparatów. Może to dla tego, że najczęściej zachęca się, aby nakładać je na wacik i w ten sposób wykonywać demakijaż (dla mnie skutki są co najmniej marne). Potrzebowałam jednak łagodnego produktu do oczyszczania, szczególnie porannego, a że pragnęłam przejść przez jak najwięcej kosmetyków z oferty Fridge – stało się.

Recenzję rozpocznę od końca, mówiąc, że używam właśnie trzeciego opakowania tego mleczka, że zakochałam się w nim bez reszty i że fakt, że nie jest w ogóle znane w porównaniu do innych pozycji z asortymentu Fridge, napawa mnie bezkresnym zdumieniem.

Mleczko ma konsystencję aksamitnej śmietanki. Jest dosyć gęste – nie rozlewa się zbytnio po dłoni. Dotykanie go jest niezwykle przyjemne, właśnie przez tę aksamitność. Sprawia, że chciałabym cała się w nim zanurzyć. Jednocześnie z łatwością aplikuje się je na twarz. Dobrze się rozprowadza, od razu przyczepia się do skóry, w ogóle nie dając po palcami uczucia jedynie ślizgania po powierzchni, co jest moim osobistym koszmarkiem, szczególnie, jeśli mam do czynienia z olejkami do demakijażu, które tak robią.

Cena: 97 zł/100 ml (sklep)

INCI: Water (Aqua), Rosa Damascena Flower Water, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Glycerin, Glyceryl Stearate, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Citrus Grandis (Grapefruit) Seed Extract, Allantoin, Rosmarinus Officinalis Oil, Xanthan gum,Limonene* *alergeny naturalnie występujące w olejkach eterycznych

Jest sugerowane do pierwszego etapu oczyszczania, ja jednak znalazłam w nim o wiele szersze zastosowanie. Jest w stanie ogarnąć u mnie każdy etap myjący. Zaczynałam od porannego mycia, ale z czasem kombinowałam też w wieczornym. W zasadzie, nie musiałam za bardzo kombinować, bo od razu uwidoczniły się jego wszystkie zalety. 🙂 Tak jak wspomniałam, mleczko cechuje bardzo dobra przyczepność do skóry – zbiera nawet ciężkie konsystencje (u mnie to niektóre kremy z filtrem). Przy takich na jednym etapie oczyszczania się nie kończy (myślę, że to zbyt mało), dlatego wykonuję dwa, ale… tym samym produktem 🙂 Jak widzicie, jest w stanie zaspokoić moje potrzeby na każdym etapie, wystarczy odpowiednia ilość. Od czasu do czasu wspomagam się silniejszymi środkami wedle potrzeb (np. pastą węglową Iossi).

Mleczko radzi sobie dobrze także z olejami stosowanymi w pierwszym etapie oczyszczania. Jeśli te nie posiadają emulgatora, najpierw spłukuję je zgrubsza ciepłą wodą. Jeśli je posiadają – zwyczajnie je zmywam (różnica polega na tym, że da się je spłukać w całości lub niemal w całości, a bez emulgatora mogę jedynie fizycznie spłukać część tej warstwy).

Drugi etap oczyszczania polecam wykonywać po osuszeniu twarzy. Nałożenie na nią mleczka, gdy jest jeszcze mokra, ujmuje mu przyczepności, rozcieńcza i efekty nie są ostatecznie tak samo zadowalające, jak przy stosowaniu go na sucho.

Rosemary cleansing milk przyniosło mojej cerze spokój. Poziom oczyszczenia był taki, jakiego sobie życzyłam, a jednocześnie obchodziło się z nią szalenie łagodnie. Nie nasilało odwodnienia, nie powodowało ściągnięcia ani żadnego innego typu dyskomfortu. Ostatecznie przyczyniło się do poprawy nawilżenia i redukcji podrażnień. Oczyszczanie to spora ingerencja w skórę i przykładam do niego olbrzymią wagę, stawiając środkom myjącym coraz wyższe wymagania. Mleczko Fridge spełnia je wszystkie z nawiązką. Nawet wszelkie ekscytujące nowości na rynku jakoś bledną w moich oczach i wolę kupić rosemary cleansing milk. Dołącza do grona największych hitów, jakie miałam w swojej pielęgnacji. Mam skórę mieszaną, stosuję obecnie retinol, a wcześniej pod okiem dermatologa używałam silniejszych środków i przy każdym, lepszym czy gorszym stanie mojej cery, rosemary cleansing milk było stałym, zaufanym punktem.

Zapach, jak nazwa wskazuje, rozmarynowy 🙂 Z dużą ilością śmietanki, czegoś mlecznego. O średniej intensywności, nie jest męczący, nie wybija się na pierwszy plan, a zasadzie o nim nie myślę podczas stosowania. To dobrze wróży, bo w przypadku nawet najlepszych produktów zapach często sprawia, że muszę robić przerwy w stosowaniu, bo mimo iż uważałam go za piękny, na dłuższą metę mnie męczy (jak w balsamie odżywczym Resibo).

Produkt – perfekcja, uwielbiam też jego szklane opakowanie, a gdybym miała wskazać jakąkolwiek wadę – zawsze zapominam pójść po niego do lodówki przed prysznicem, a to tam najczęściej dzieje się mój drugi etap oczyszczania 😉

Do usłyszenia w kolejnej recenzji,

E.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s