Fridge, 1.4 eye, różany krem pod oczy

Różany krem pod oczy to już klasyka wśród produktów polskiej marki Fridge. W ubiegłym roku rozpoczęłam wielkie testy ich kosmetyków i nie mogłam w pierwszej kolejności nie siegnąć właśnie po niego. W najbliższym czasie przygotuję więcej recenzji, bo trochę się tych produktów nazbierało, ale to świadczy o jednym – że do mnie trafiły i po poznaniu kilku zapragnęłam więcej. 🙂

Cena: 169 zł/15 ml (sklep)

Moja skóra okolic oczu ma się ogólnie dobrze, choć czasem nadchodzą ciemne chmury, wprowadzając zamieszanie i destabilizując poprawny stan. Kremy, których szukam, muszą zatem nie tylko go utrzymywać, ale też radzić sobie w czasach kryzysu. Ten wpis będzie laurką dla 1.4 eye, to bowiem najlepszy krem pod oczy, na jaki do tej pory trafiłam. Zużyłam jedno opakowanie, potem otworzyłam krem, który kupiłam w międzyczasie dla poznania linii Selected marki Purite, ale przepaść, jaka je dzieli, jest ogromna. Już na początku stosowania wiedziałam, że wrócę do Fridge i tak też się stało 🙂 Zamówiłam drugie opakowanie. Spóźniłam się nieco, bo buteleczki dostały nową szatę graficzną :< Obecnie opakowanie prezentuje się następująco:

Mam teraz poważny niedosyt na polu perfekcjonizmu, ale niech będzie 😀 Sama buteleczka to coś ciekawego: szkło airless. To ultrarzadkie rozwiązanie, airlessy są zazwyczaj plastikowe. Zdemontowałam z ciekawości te produkty, postaram się zrobić zdjęcie i wrzucić przy okazji jednej z kolejnych recenzji.

Opakowania można zwracać marce do ponownego wykorzystania w zamian za Kwiatki, a te następnie wymieniać na pełnowymiarowe produkty. Zbieram i zbieram 🙂 Program jest dosyć słaby, bo pierwsze korzyści przychodzą po bardzo długim czasie. Ale myślę, że wkrótce uda mi się już zebrać tyle punktów, ile planowałam, 2019 stał w końcu pod znakiem Fridge. 🙂 Więcej informacji na temat programu lojalnościowego można znaleźć tutaj: klik. Tymczasem wróćmy do kremu.

Jako pierwsza oczarowała mnie jego konsystencja. Marka radzi sobie z tym świetnie, nie tylko w 1.4 eye (miałam już mnóstwo próbek i kilka innych pełnowymiarowych kremów, więc wiem, co mówię). Ma perfekcyjną gęstość, bo to jednocześnie preparat bogaty i zwarty, ale pozbawiony tłustości, nie zastygający, gdy nałoży się go grubszą warstwą – ileż kremów tak robi, że pozostawia tłuste grudki! 1.4 eye wchłania się całkowicie, równomiernie i szybko. Praca z nim to czysta przyjemność, bo i łatwo się nakłada, i nie sprawia problemów po aplikacji (jak migracja do oczu, słaba wchłanialność, obciążenie skóry). Jest wspanialne aksamitny. Można go klasycznie wklepać w małej ilości albo poszaleć i użyć nieco grubszej warstwy (podkreślam: nieco, przy przesadzonych okładach nie ręczę już za wchłanianie ;)).

Po aplikacji natychmiast pojawia się uczucie komfortu. Podrażnienia od tarcia, łez czy ściągnięcie po myciu zostają momentalnie złagodzone. To coś w rodzaju plasterka lub uczucie podobne do włożenia poparzonego palca do zimnej wody. Nagle skórze niczego już nie brakuje. Krem należy przechowywać w lodówce, ale nie obawiajcie się tego. Myślę, że pielęgnacyjni maniacy nie powinni mieć nic przeciwko, bo nieważne gdzie jest krem, trzeba go użyć 😉 A co do samego zimna – może działać na korzyść, pobudzająco. Jeśli okaże się przeszkodą w swobodnej aplikacji, należy ogrzać produkt między opuszkami palców, zajmuje to dosłownie sekundy. Samo zimno nie jest szczególnie dotkliwe, bo ilość kremu jest z reguły niewielka i już sama styczność ze skórą palców ujmuje mu chłodu.

Efekty przychodzą dość szybko i polegają na zniwelowaniu uczucia dyskomfortu podrażnionych okolic (jeśli taki problem występuje), na wykładzeniu tej partii skóry i utrzymywaniu pożądanego nawilżenia. To jakby moje okolice oczu znalazły brata bliźniaka – perfect match. Jestem szczerze zachwycona, bo uwielbiam, gdy kosmetyk tak dobrze dogaduje się z moją skórą i tak jasno klaruje się na ulubiony. 1.4 eye wybił się na dwa sposoby – i natychmiastowym olśnieniem po pierwszych aplikacjach, i rewelacyjnymi rezultatami po systematycznym stosowaniu. Po czasie zauważyłam, że nie muszę go nawet nakładać codziennie, aby utrzymać dobry stan.

Większość kosmetyków Fridge należy przechowywać w lodówce i zużyć w ciągu 2,5 miesiąca od daty produkcji podanej na opakowaniu. To dla wielu krótko, przypomnę zatem moje zdanie w tej kwestii: uważam, że spokojnie można tę datę wydłużyć (pod warunkiem, że kosmetyki są ZAWSZE przechowywane tak jak trzeba!), ja spokojnie mogę dodać do niej kolejny miesiąc. Jeśli macie jakieś obawy, polecam wydobyć produkt do osobnego, zdezynfekowanego słoiczka i podjąć się samodzielnie konserwacji (ja korzystam z gotowej mieszanki ze sklepu Zrób Sobie Krem, bodajże to ta: klik). Opakowanie airless nie sprzyja domowej konserwacji i ogólnie rzecz biorąc, bo dłuższym namyśle uważam je jednak za minus, bo to więcej plastiku, a i tak po czasie pompka nie wybiera już resztek produktu i należy ją rozciąć. Jeśli konserwacja nie wchodzi u Was w grę, niech skorzysta część ciała, której wiele osób nie poświęca uwagi – szyja. Sądzę jednak, że 15 ml to ilość do zużycia w rozsądnym czasie. Ja używałam tego kremu jedynie wieczorami (nie aplikuję kremu pod oczy rano, bo mi się nie chce i nie mam takiej potrzeby) i z przerwami i przekroczyłam termin może o 2-3 tygodnie.

Skład 1.4 eye jest niezwykle prosty – a moze tak mi się wydaje po długich listach składników, których zwykle doświadczam w przypadku kosmetyków naturalnych 🙂

INCI: Aqua, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Cetearyl Olivate, Rosa Canina (Rosehip) Seed Oil, Sorbitan Olivate, Glycerin, Cera Alba, Lanolin, Camellia Sinensis (Green Tea) Leaf Extract, Centaurea Cyanus (Blue Bottle) Flower Extract, Rosa Damascena (Damask Rose) Flower Oil, Citrus Grandis (Grapefruit) Seed Extract, Citronellol*, Geraniol*, Eugenol*, Linalool*, Citral*, Farnesol*

(woda, masło shea, olej słonecznikowy, emulgator pochodzenia naturalnego produkowany z oliwy z oliwek, olej z nasion róży Rosa Canina, ekstrakt glicerynowo-wodny z zielonej herbaty, wosk pszczeli, lanolina, ekstrakt glicerynowo-wodny z bławatka, ekstrakt glicerynowo-wodny z grejpfruta, olejek eteryczny z róży damaceńskiej, citronellol*, geraniol*, eugenol*, linalool*, citral*, farnesol* *alergeny naturalnie występujące w olejkach eterycznych)

Sama kompozycja zapachowa zajmuje 1/3 składu, poza nią widać tu sporo składników emolientowych, a także parę ekstraktów, w tym słynny w produktach do okolic oczu bławatek. Krem pachnie różami, przyjemnie i delikatnie. Poszczególne partie mogą różnić się kolorem – od białego do żółtego.

Przypomnę jeszcze, że na moim blogu dawno temu ukazała się recenzja innego kremu pod oczy Fridge (równie popularnej wersji kawowej) – można ją przeczytać tutaj. To jednak różana wersja skradła moje serce w całości. 🙂 Lista kremów pod oczy, które chcę jeszcze wypróbować, jest dosyć ograniczona. Z pewnością kupię coś w pierwszej połowie roku, ale nie wiem, ile wytrzymam bez 1.4 eye – obawiam się, że powrót będzie szybki 🙂 A jest do czego wracać.

Do usłyszenia w kolejnej recenzji,

Ewelina

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s