Kosmetyki brązujące i rozświetlające #1 | Mokosh, Shy Deer, Alkemie

Cieszę się, że po tylu miesiącach może spod moich palców wypłynąć pierwsza taka recenzja. Z zamiarem przetestowania naturalnych kosmetyków brązujących i rozświetlających nosiłam się już długo. Nie jest to kategoria produktów, która regularnie gości w mojej kosmetyczce, ale byłam ich szalenie ciekawa, a poza tym brakowało mi w Internecie porównań i zestawień. Postanowiłam więc wziąć sprawy w swoje ręce i obrałam sobie za cel stworzenie serii wpisów o takich kosmetykach.

Okazuje się, że rynek kosmetyków naturalnych jest obecnie dość bogaty w podobne specyfiki, a producenci coraz chętniej ich klientom dostarczają. Jestem pewna, że nie ukończę serii w tym roku, ale będę ją kontynuować na przestrzeni wielu miesięcy. Jestem otwarta na Wasze propozycje – jeśli istnieją w tych kategoriach produkty, które szczególnie Was interesują, dajcie mi o tym znać.

Izolacja spowodowana pandemią koronawirusa była dla mnie idealnym polem do testów, bo nawet w przypadku wpadek przy aplikacji, konieczność pozostawania w domu mocno ratowała mój komfort 🙂 W tym wpisie opowiem o trzech kosmetykach, które mają nadać skórze pięknego brązowego odcienia. Jak jest w praktyce?

Metodyka

Przyjęłam zasadę, że wszystkie recenzowane produkty będę traktować w ten sam sposób:

  • Aplikowałam je po wieczornym prysznicu, ok. 2-3 godziny przed pójściem spać.
  • Nie zmywałam ich, pozostawiałam aż do kolejnego prysznica.
  • Nakładałam je tylko na połowę ciała, aby lepiej zobrazować efekty.
  • Przed pierwszą aplikacją wykonywałam dokładny peeling całego ciała (jeśli był to peeling, który pozostawia tłustą warstwę, zmywałam ją).
  • Po nałożeniu produktu brązującego nie stosowałam już żadnego innego balsamu/masła/olejku (tego samego dnia, bo potem w porannej pielęgnacji ciała korzystałam czasem z balsamu nawilżającego).
  • Każdy z produktów stosowałam przez 3-4 dni ciągiem (tzn. aplikowałam je w trakcie tych 3-4 dni każdego wieczora). Jedynie z balsamu Alkemie korzystałam nieco dłużej, ale zaraz dowiecie się dlaczego 🙂 Zaznaczę, że nie jest to całkowity czas korzystania z nich: każdego używałam jeszcze więcej razy, jednak nie trzymając się opisanych w tej części zasad (chciałam poznać właściwości pielęgnacyjne, nie brązujące).
  • Przed przetestowaniem kolejnego produktu odczekiwałam, aż skóra wróci do swojej naturalnej barwy.
  • Nakładałam taką ilość produktu, która gwarantowała mi wchłonięcie się w całości, ale też pozwalała na dokładne rozprowadzenie się okrężnymi ruchami na całej smarowanej powierzchni (było to ciut więcej, niż nakładam w przypadku tradycyjnych balsamów nawilżających). Gdybym jedynie lekko muskała skórę, szanse, że nałożę preparat nierównomiernie, znacznie by się zwiększyły.

Konsystencje

Konsystencje. Od lewej: Shy Deer, Mokosh, Alkemie

Shy Deer, Balsam brązująco-pielęgnujący

Cena: 91,90 zł/200 ml (sklep)

Propozycja Shy Deer pachnie mleczną pomarańczą. Balsam zapakowano w szklaną butelkę z pompką, co jest dość niestandardowym rozwiązaniem, ale cieszy mnie, że to szkło. 🙂 Całość jest ciężka, ale korzysta się z niej wygodnie.

Po jakimś czasie od aplikacji (ok. 1 godzina) pojawia się cień nieprzyjemnego zapachu. To charakterystyczna cecha produktów z dihydroksyacetonem (DHA), który wchodząc w reakcję z naskórkiem, wydziela woń przypominającą opiekanego kurczaka 😉 Przed producentami kosmetyków stoi więc niebanalne zadanie: zamaskować ją. Marce Shy Deer udało się to w mojej ocenie całkiem nieźle. Czuję, że mam do czynienia z DHA, ale zapach nie towarzyszy mi przez cały czas (jedynie, gdy zbliżałam rękę do nosa, na, powiedzmy, ok. 10 cm i mniej), a poza tym jest całkiem nieźle zamaskowany przez kompozycję zapachową. Mówiąc krótko: nie przeszkadza mi.

Balsam z łatwością rozprowadza się na skórze. To konsystencja, jaką już znam z niektórych naturalnych balsamów. Raczej lekka, choć wiem, że są w niej oleje – wyczuwam to (miałam zdecydowanie za dużo naturalnych smarowideł :P). Produkt znakomicie się wchłania, bez szczególnie odznaczającej się warstwy. Wiem, że ona jest, bo skóra jest bardziej wygładzona – ale nie lepi się.

Zmiana po pierwszej aplikacji:

Po drugiej:

Po trzeciej:

Trzecia aplikacja była moją ostatnią, bo uznałam, że osiągnęłam wystarczającą opaleniznę. To od Shy Deer rozpoczęłam swoje eksperymenty i efekt wydawał mi się bardzo mocny. Mam wrażenie, że na zdjęciach jest nieco jaśniej, niż było w rzeczywistości. Stąd na trzecim ręka jest w nieco innej pozycji, aby było widać zmianę, bo na wewnętrznej części intensywność koloru nie przybrała tak mocno na sile – możliwe, że wytarłam część balsamu podczas codziennych czynności (starałam się tak długo, jak mogłam, w nic jej nie angażować, ale wiecie jak to jest :)). Gdy odchyli się ekran nieco w górę, zdjęcie się przyciemni i lepiej odda rzeczywisty stan.

Opalenizna ma kolor brązowy i sądzę, że zdjęcia dobrze oddają, jak ładnie się stopniuje – przejścia nie są drastyczne. Całość: konsystencja, wchłanianie i przede wszystkim efekt bardzo do mnie przemawiają. Jeśli chodzi o właściwości pielęgnacyjne, balsam lekko nawilża skórę (dla suchych może to nie być sprawa wystarczająca). Wiem, że wiele osób narzeka na wysuszające działanie DHA, ja jednak używałam balsamu zbyt krótko, aby coś takiego zauważyć (jak wspomniałam wyżej, każdy z przedstawianych tutaj kosmetyków stosowałam dłużej, ale ostateczny test i zdjęcia wykonywałam, trzymając się konkretnych zasad i ram czasowych).

Powrót do naturalnego koloru skóry zajął mi mniej więcej tyle samo czasu, ile cały test, było to 4-5 dni.

INCI: Aqua*, Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower Water*, Propanediol**, Isoamyl Laurate (and) Isoamyl Cocoate*, Cetyl Alcohol**, Dihydroxyacetone**, Glycerin**, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil*, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil (and) Beta-Carotene*, Mauritia Flexuosa (Buriti) Fruit Oil*, Glyceryl Stearate Citrate*, Caprylic/Capric Triglyceride (and) Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Extract*, Citrus Sinensis (Orange) Peel Oil*, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter*, Tocopherol*, Saccharide Isomerate (and) Aqua (and) Citric Acid (and) Sodium Citrate**, Aqua (and) Lactobacillus/Bambusa Arundinacea Stem Extract Ferment (and) Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate*, Benzyl Alcohol (and) Salicylic Acid (and) Glycerin (and) Sorbic Acid**, Sodium Hyaluronate**, Parfum*, Xanthan Gum*, Limonene***, Citral*** *Składnik pochodzenia naturalnego **Składnik certyfikowany jako organiczny ***Składnik naturalnego olejku eterycznego

Mokosh, Brązujący balsam do twarzy i ciała Pomarańcza z Cynamonem

Cena: 79 zł/180 ml (sklep)

Internetowe oklaski dla tego balsamu nie cichną i dlatego ze wszystkich kosmetyków brązujących na liście to na niego miałam największą ochotę.

W zapachu pierwsze skrzypce również gra pomarańcza, ale jest bardziej kwaśno-gorzka (jak skórka z pomarańczy) i wyraźnie czymś przyprawiona. Nazwa wskazuje cynamon, ale sama nie wiem 🙂 Jest w każdym razie bardzo otulająco. Ten kosmetyk także zapakowano w szkło, jest to jednak słoik: z jednej strony łatwiej będzie wydobyć resztki produktu, z drugiej – przy wysokich słoikach i końcówce balsamu ręka nie mieści się w nim już tak łatwo (wiem to po zużyciu innych balsamów Mokosh, o których mówiłam tutaj). To jednak tylko drobny szczegół, który nie wpływa na moją końcową opinię o produkcie.

Balsam Mokosh jest tłustszy i mocniej odżywczy niż ten z Shy Deer. Również bardzo dobrze się wchłania, ale pozostawia po sobie lekką powłoczkę ochronną (która nie lepi się i znika po jakimś czasie, pozostawiając skórę przyjemnie wygładzoną). Łatwo rozprowadzić go na skórze, można swobodnie dokończyć aplikację i rozmieścić go równomiernie.

Sytuacja z zapachem spowodowanym przez DHA jest tutaj identyczna: jest obecny, jednak nie jest nachalny, nie utrudnia życia i towarzyszy mi tylko wtedy, gdy zbliżę posmarowany fragment skóry do nosa. Producent opisuje balsam jako przeznaczony do twarzy i do ciała, jednak ja aplikowałam go jedynie na ciało.

Efekt po 1,5 aplikacji (upłynęły dwa dni, ale w pierwszym zapomniałam, że aplikowałam balsam brązujący i nałożyłam niedługo po nim inny balsam, i miałam wrażenie, że efekt przez to osłabł):

Po 2,5 aplikacji (i piękne odcięcie od dłoni 😀 Aplikacja idzie mi teraz o wiele lepiej, ale początki wyglądały właśnie tak):

Po 3,5 aplikacji:

Odcień uzyskany balsamem Mokosh jest mocniejszy niż uzyskany balsamem Shy Deer. Wydaje mi się jednak, że różnice pomiędzy poszczególnymi dniami nie są znaczące – u Shy Deer lepiej widać było kontrast. Cieszy mnie jednak, że ponownie uzyskałam brąz, a nie pomarańcz 🙂 Powrót do naturalnego koloru skóry zajął mi ok 4-5 dni (ale żeby być absolutnie pewną, że efekt zniknął, odczekiwałam zawsze co najmniej tydzień, zanim zabierałam się za kolejny produkt).

INCI: Aqua, Caprylic/ Capric Triglyceride, Decyl Cocoate, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Cetearyl Alcohol, Dihydroxyacetone, Sorbitol, Glycerin, Glyceryl Stearte SE, Rhus Verniciflua Peel Cera, Trehalose, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Adansonia Digitata (Baobab) Seed Oil, Cetearyl Glucoside, Benzyl Alcohol, Vetex Agnus Castus (Chasteberry) Extrakt, Acetyl Tyrosine, Steric Acid, Daucus Carota Sativa (Carrot Tissue) Oil, Citrus Aurantium Amara (Bitter Orange) Flower Extract, Xantham Gum, Tocopherol, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Dehydroacetic Acid, Parfum, Benzyl Alcohol, Cinnamal, Citral, Citronellol, Eugenol, Geraniol, Limonene, Linalol

Alkemie, Drop of sunshine, Bogate masło regenerująco-brązujące do ciała

Cena: 129 zł/180 ml (sklep)

Masło Alkemie zawitało u mnie po raz drugi. Tym razem w małym opakowaniu, jednak swoją opinię wydaję po zużyciu pełnowymiarowego. Nawet recenzowałam je w ubiegłym roku, w tym wpisie.

Cała linia Sun for Everyone pachnie mango, a wiem, że ten zapach ma wielu zwolenników 🙂 Dla mnie po dłuższym czasie był nieco męczący, ale mam tak z większością balsamów i dlatego je sobie co jakiś czas zmieniam. W Drop of Sunshine najlepsza jest jednak konsystencja. Nie skłamię, jeśli powiem, że w żadnym innym smarowidle do ciała nie ujrzałam tak aksamitnej struktury. Coś wspaniałego. Mam ochotę zanurzyć się w nim cała. Produkt jest bardzo gęsty i absolutnie pasuje do definicji masła. Zapakowano go w szklany słoik, dokładnie taki, jak balsam Mokosh.

Ten produkt aplikowałam nie 3-4, a aż 10 dni pod rząd. Otrzymałam następujący efekt końcowy:

No cóż… 😀 Drop of Sunshine nie może poszczycić się brązującymi właściwościami, na pewno nie w takim stopniu jak opisywane wcześniej produkty. Nie użyto tutaj DHA, a erytrulozy. Niestety nie wiem, jak trzeba ją wkomponować w produkt, aby była skuteczna. Tutaj nie spisała się. Wydawało mi się, że widzę dosłownie drgnięcie, jeśli chodzi o odcień skóry, ale może to tylko autosugestia?

Uważam, że to świetny produkt, jeśli celem jest odżywienie i umiarkowane natłuszczenie naskórka. Pozostawia po sobie ochronną powłoczkę, która zostaje na skórze jeszcze przez długi czas po aplikacji (ale nie lepi się i nie jest nieprzyjemna, po prostu wyczuwalna). Zalecam jednak oszczędność w stosowaniu, bo przegięcie z ilością kończy się smugami i zbijaniem produktu w różnych miejscach na skórze; niełatwo z tego wybrnąć.

INCI: Aqua, Mangifera Indica Seed Butter, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Cetearyl Alcohol, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glycerin, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Erythrulose, Enteromorpha Compressa Extract, Silybum Marianum Fruit Extract, Ocimum Sanctum Leaf Extract, Hamamelis Virginiana Leaf Extract, Rheum Palmatum Extract, Daucus Carota Sativa (Carrot) Seed Oil, Daucus Carota Sativa (Carrot) Root Extract, Beta-Carotene, Ascorbyl Palmitate, Propanediol, Tocopherol, Citric Ac., Pentylene Glycol, Caprylyl Glycol, Hydrogenated Lecithin, Phytic Ac., Sodium Hydroxide, Sodium Citrate, C12-16 Alcohols, Palmitic Ac., Xanthan Gum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Dehydroacetic Ac., Benzyl Alcohol, Parfum, D-Limonene, Mica, Titanium Dioxide

8 myśli w temacie “Kosmetyki brązujące i rozświetlające #1 | Mokosh, Shy Deer, Alkemie”

  1. Świetny wpis i zdjęcia, zawsze je u Ciebie podziwiam.
    Z tych produktów miałam Alkemie i Mokosh. Został ze mną tylko Mokosh, za kolor, zapach. Niestety mam po nim czasem plamy, w miejscach gdzie skóra jest przesuszona, ale jeśli nie zapominam i nakładam dzień wcześniej na te punkty zwykły balsam nawilżający – jest ok. Za to Alkemie odpadło chyba już po trzech użyciach – zero koloru. Ale najgorszy był dla mnie zapach, czułam go cały czas. Jeśli nakładałam na noc, to nie byłam w stanie zasnąć. Nie wspominam tego produktu dobrze, przekazałam dalej 😉

    Polubienie

    1. Dziękuję za komplement 🙂
      No niestety, chyba z każdym produktem brązującym trzeba uważać, bo o plamy łatwo. Ja z kolei uprawiałam gimnastykę, aby umyć ręce tak, żeby produkt został na grzbiecie dłoni 🙂

      Polubienie

  2. alkemie to jakiś żart, nie powinien mieć w nazwie brązujacy.
    Mokosh u mnie odpada bo nie lubię zapachu cynamonu, ale ten pierwszy trafia do mnie. Kiedy będzie kolejna część?
    Mam pytanie czy znasz lub bedziesz testować produkt brazujacy który zmywa się pod prysznicem? Coś jak rajstopy w sprayu? Pytam bo teraz robię depilacje laserowa i nie mogę używać typowych produktów brązujących

    Polubienie

    1. Nie wiem, kiedy będzie kolejna część, najwcześniej za kilka tygodni 🙂 To niestety spory nakład czasowy, testy trochę trwają i trzeba czekać, aż opalenizna zejdzie. Teraz skupię się nie tylko na kosmetykach brązujących, ale też rozświetlających. Produktów, o których mówisz, nie miałam w planie, bo chyba takich nie znam. Jeśli podasz mi jakieś nazwy, to chętnie sprawdzę, co to jest 🙂

      Polubienie

  3. Bardzo dobry wpis i świetny pomysł z smarowaniem jednej ręki. Jak zwykle dobra robota👏🏻 Zdjęcia idealnie oddają różnicę. O swoich wrażeniach z użycia dwóch z tych produktów napiasłam pod Twoim postem na instagramie.
    Czekam na kolejne wpisy.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s