Kremy z filtrem – przegląd #1 | Eco Cosmetics, Mádara, Josh Rosebrook, Suntegrity

Mam trudną relację z filtrami. Bielenie, mocne nabłyszczenie i nierzadko przykry zapach, a zwieńczeniem moich trudów są nasilone problemy skórne spowodowane nadmierną okluzją i przeciążeniem. Z czasem moje kryteria wyboru zaczęły się zaostrzać – najczęściej sięgam po filtry barwione, aby zniwelować choć jeden z drażniących mnie czynników. Gorzki ton wstępu nie pozostanie jednak taki posępny przez cały czas, bo w czeluściach bylejakości znalazłam kilka interesujących propozycji. W tej serii wpisów opiszę większość filtrów, z jakimi miałam do czynienia w ciągu ostatnich 2-3 lat, te gorsze i lepsze. 🙂 Dziś będę to propozycje marek: Eco Cosmetics, Mádara, Josh Rosebrook i Suntegrity.

Zanim przejdę do recenzji poszczególnych produktów, wspomnę tylko, że niestety, nie byłam w stanie zagwarantować, że wszystkie zdjęcia zostaną zrobione w dokładnie takim samym świetle. Jeśli więc widzicie spore różnice w kolorach pomiędzy zdjęciami, to to właśnie wina oświetlenia o danej porze dnia w miejscu, w którym fotografowałam skórę (nie zawsze było to to samo miejsce) lub też kąta, pod jakim trzymałam akurat aparat.

Eco Cosmetics, Żel na słońce SPF 30

Konsystencja, zapach, komfort pracy

Jak sama nazwa wskazuje, kosmetyk ma formę żelu (z czym rzadko spotykam się w przypadku filtrów). Całość jest jednak mocno olejowa i nie przypomina tego, z czym żele mogą się wielu kojarzyć – szybkim wchłanianiem i dużym polem do popisu, jeśli chodzi o modyfikacje formuły. Tu jest zdecydowanie tłusto. Produkt bez problemu rozprowadza się na skórze, a akompaniuje mu niezwykle przyjemny, owocowy zapach (dla mnie – brzoskwiniowy). Jeszcze żaden krem z filtrem nie pachniał dla mnie tak ładnie. Sunie leniwie, jest gęsty, ale nie stawia dużego oporu. Z łatwością przyczepia się do skóry.

Cena: ok. 99 zł/30 ml (sklep)

Skład

Pongamia Glabra Seed Oil, Trihydroxystearin, Titanium Dioxide, Punica Granatum Seed Oil, Hippophae Rhamnoides Oil, Peach Extract, Tocopherol

Zadziwiająco krótki. Nie występuje tutaj tradycyjny duet: tlenek cynku i dwutlenek tytanu, a tylko drugi z nich (niestety, dwutlenek tytanu nie zapewnia szerokopasmowej ochrony). Pierwsze miejsce zajmuje olej karanja – dawno o nim nie słyszałam, a Wy? 🙂 Nie jest zbyt popularny. Krem posiada certyfikat ECOCERT.

Wygląd na skórze

Żel na słońce nie bieli nawet w najmniejszym stopniu. Jego piękna, pomarańczowa barwa subtelnie podbija kolor skóry, nadaje jej więcej energii, choć przyznam, że osobiście wolę jasne, „spokojne” lico. Niestety, produkt mocno nabłyszcza skórę i nie jest to łatwy do zniwelowania efekt, gdy jak ja, nie nosi się makijażu. Przy niewielkiej ilości wysoki połysk z czasem łagodnieje, ale kremy z filtrem to rodzaj produktu, którego przecież nie nakłada się w śladowych ilościach. A więc zostaje błysk. Wydaje mi się, że poniższe zdjęcia (swoją drogą, robione rok temu – brawo, Ewelina, za nieociąganie się z publikacją recenzji :D) ukazują go w nieco lepszym świetle, niż ma to miejsce w rzeczywistości, gdzie miałam wrażenie, jakbym doświadczyła niekontrolowanego „wybuchu” sebum.

Skóra przed nałożeniem filtra Eco Cosmetics:

Skóra po nałożeniu filtra Eco Cosmetics:

Wpływ na skórę

To mocno okluzyjny, obciążający krem. Po dłuższym noszeniu skóra nie wygląda w nim świeżo i promiennie, a sprawia wrażenie potrzebującej – przede wszystkim umycia. Niestety, nadzieje, które z nim wiązałam, zostały brutalnie zniszczone nie tylko przez nabłyszczenie widoczne z sąsiednich galaktyk, ale przede wszystkim przez wysoką komedogenność i stopniowe pogarszanie wyglądu mojej mieszanej, odwodnionej cery. Nadmienię, że jedno z ostatnich użyć wydarzyło się krótko po rozpoczęciu mojej kuracji tretynoiną. Gdy moja cera była jeszcze w niezłym szoku, ten krem dobił ją zupełnie. Podrażnienie na poziomie miliona ostrych igiełek wbijających się naraz w moją skórę dało mi tak popalić, że gdybym mogła, zerwałabym z siebie skórę czym prędzej. Jedynie lodowate okłady przyniosły mi wtedy ulgę. To oczywiście sytuacja specjalna, bo codziennie stosowanie na skórze nieobarczonej działaniem tak silnych środków nie było brzemienne w takie skutki, to jednak jedyny krem, na który moja cera tak zareagowała podczas leczenia.

Mádara, Age-defying sunscreen SPF 30

Konsystencja, zapach, komfort pracy

Myślę, że wśród pasjonatów naturalnej pielęgnacji nie uchowało się zbyt wielu takich, którzy nie znają tego kremu przynajmniej ze słyszenia. Skusiłam się na niego tuż po premierze, a zachęcił mnie oczywiście fakt, że to produkt barwiony (no i Mádara! Wówczas zupełnie nie znałam tej marki, a ciągnęło mnie do niej od dawna). Mamy tu do czynienia z płynną, ale bogatą, jednolitą, zwartą formułą. Po wyciśnięciu z opakowania (bardzo poręcznego!) powoli rozlewa się na boki. Ma bardzo dobrą przyczepność, od razu chwyta się skóry, łatwo rozprowadza.

Zapach jest początkowo bardzo ładny, ale krótko po aplikacji zmienia się w coś z rodzaju kwaśnego, ziołowego (jakby zioła były namoczone przez jakiś czas). Później znika, ale z rozmów z Wami wiem, że nie każdemu jego początkowa obecność odpowiada.

Wygląd na skórze

Krem wydaje się dość ciemny i bezustannie wzbudza przez to wątpliwości. Zostałam obdarzona przeciętnym, jak na Polkę, kolorem skóry i muszę przyznać, że krem wtapia się w niego bardzo dobrze. W czasach mojej największej bladości, czyli zimą, był może ciut za ciemny, ale nawet wtedy nie wyglądało to sztucznie i nie było superwyraźne. Myślę, że powinien dopasować się do wielu cer, szczególnie, że bum filtrowy przypada zawsze na lato (ale ja zachęcam, aby stosować filtry przez cały rok!). Ma lekkie (w stronę średniego) krycie, zresztą zobaczcie sami na zdjęciach. Nabłyszcza w umiarkowanym stopniu. U mnie po czasie ten efekt się redukuje, chyba że przesadzę z ilością kremu.

Skóra przed nałożeniem filtra Mádara:

Skóra po nałożeniu filtra Mádara:

Cena: ok. 125 zł/40 ml (sklep) – dwa razy do roku marka urządza wielką obniżkę w wysokości ok. 40% – zachęcam, aby trochę poczekać z zakupem. 🙂

Skład

Aloe Barbadensis (Aloe) Leaf Juice, Zinc Oxide, Isoamyl Lauraten, Dicaprylyl Carobinate, Glycerin**, Sorbitan Olivate, Cera Alba (Bees Wax)*, Lecithin, Polyglyceryl-2 Dipolyhydroxystearate, Silica, Cellulose, Dracocephalum Ruyschiana (Dragonhead) Cell culture extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Quercus Robur (Oak) Bark Extract, Vitis Vinifera (Grape) Seed Extract, Hydrolyzed Hyaluronic Acid, Sodium Hyaluronate, Sodium Chloride, Aroma/Fragrance, Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Oil*, Sorbitan Caprylate, CI 77492 (iron oxide), Palmitic acid, Stearic acid, Propanediol, Benzoic acid, CI 77499, CI 77491 (Iron Oxides), Agua/water, Ascorbyl Palmitate (Vitamin C), Sodium phytate, Tocopherol (Vitamina E), Potassium hydroxide, Benzyl salicylate, Limonene, Citral, Linalool, Eugenol

Produkt posiada certyfikat ECOCERT.

Wpływ na skórę

To, jak bardzo byłam zadowolona z tego kremu, było zależne od stopnia nawodnienia mojej cery i tego, jak zachowywało się moje sebum. Jeśli miałam je w nadmiarze, moja skóra była obciążona, zanieczyszczona, krem Mádara tylko dorzucał jej problemów, skóra się pod nim pociła, wyglądała nieświeżo, czułam, że ma na sobie coś ciężkiego. Jeśli skóra była w dobrej kondycji, również i filtr spisywał się lepiej, nie był tak wyczuwalny, nie miałam poczucia maski i nosiło się go zdecydowanie bardziej komfortowo. Najlepiej spisywał się jednak, gdy moja skóra była mocno odwodniona, sebum bardzo ograniczone. Wtedy krem mocno przywierał do skóry, nie dawał uczucia ciężkości, tylko trzymał się jej kurczowo. To zupełnie inne wrażenie niż w pierwszym przypadku, gdy wyraźnie czułam go na twarzy i miałam wrażenie, że może spłynąć i wręcz chciałam, żeby to zrobił i już dał mi spokój. W przypadku przesuszenia zabezpieczał skórę przed nadmierną utratą wody, wyglądał mniej tłusto, lepiej się wchłaniał.

Mieliśmy wspaniałe, jak i bardzo dobre momenty, ale ostatecznie zużyłam dwa opakowania, więc przeważały pozytywne. 🙂

Josh Rosebrook, Nutrient Day Cream Tinted SPF 30

Konsystencja, zapach, komfort pracy

Krem ma średnią gęstość, jest raczej lekki, lejący, nawet przypomina mi trochę mus. Świetnie się rozprowadza, nie miałam w tym najmniejszego problemu, w przeciwieństwie do kłopotów z wydobyciem go z opakowania. Nie wiem, ile razy musiałam nacisnąć aplikator, aby uzyskać pożądaną ilość. 30? 50? Pompka dozuje tak małe ilości, że to niezłe ćwiczenie na cierpliwość. Nie kupiłam jednak jeszcze drugiego opakowania, więc nie wiem, czy to cecha wszystkich egzemplarzy. Krem jest szalenie aksamitny, nie lepi się.

Zapach kremu Josh Rosebrook jest niezwykle przyjemny, delikatny, taki pasujący do skóry. Nie potrafię go opisać, jest po prostu świeży i łagodny, zupełnie nienachalny. Z tego, co wiem, produkt nie jest perfumowany (ale skład jest podany w dość enigmatycznej formie, więc nie mam pewności).

Cena: £95.00/60 ml (sklep) – istnieją również większe opakowania, ale obecnie są sprzedawane głównie w Stanach; nie znalazłam ich w europejskich sklepach.

Skład

Aloe Vera Leaf Juice, *Shea Butter, 12% Zinc Oxide (non-nano, micronized), *Evening Primrose Oil, *Hemp Seed Oil, *Jojoba Oil, *Borage Seed Oil, *Almond Oil, *Grape Seed Oil, *Sesame Oil, *Avocado Oil, *Olive Oil, *Sea Buckthorn Oil, *Broccoli Oil, ‡Candelilla Wax, *Gum Arabic, *Guar Gum, §Xanthan Gum, *Calendula, *Bilberry, *Chamomile, *Burdock, *Rosemary, *Dandelion, *Rose Hips, *Catnip, *Chickweed, *Neem, *Skullcap, *Ginkgo Leaf, *Linden Flower, *Hawthorn Berry, *Green Tea, *Flax, *Nettle, *Sage, *Marshmallow Root, *Cayenne, *Ginseng, *Peppermint, *Alfalfa, *Vitamin E, Potassium Sorbate, Mica (iron oxide), *Benzoin Resin, †Carrot Seed Oil.*CERTIFIED ORGANIC †ORGANIC ‡WILDCRAFTED §NON-GMO PLANT SOURCED

Ochronę przeciwsłoneczną filtr zawdzięcza tlenkowi cynku.

Wygląd na skórze

Gorąco zachęcam, aby ten krem wstrząsać przed użyciem, bo w innym wypadku potrafi wyglądać różnie, w szczególności mocno nabłyszczać. Jednak kiedy jest dobrze wymieszany, lekko nabłyszcza jedynie na początku. Po upływie ok. 30 minut wygląda (dla mnie) już bardzo w porządku, a później staje się niewidoczny na skórze, zapewniając jej zdrowy wygląd. Ma nikłe krycie, jego zabarwienie w moim odczuciu jedynie niweluje bielenie i jedyne, co może zrobić, to lekko wyrównać koloryt skóry. Krem występuje w jednym odcieniu, ale nie przejmowałabym się tym, czy jest dobrze dobrany do koloru skóry, bo myślę, że sprawdzi się na szerokim spektrum kolorystycznym, od bardzo bladych osób do tych z ciemniejszą karnacją. On po prostu znika 🙂 Wykończenie, jakie mu zawdzięczam, określiłabym jako aksamitne.

Skóra przed nałożeniem filtra Josh Rosebrook:

Skóra po nałożeniu filtra Josh Rosebrook (od razu po):

Skóra po nałożeniu filtra Josh Rosebrook (po upływie ok. 30 minut w innym świetle):

Wpływ na skórę

W zamyśle Josha było stworzenie produktu, który spełniałby nie tylko rolę filtra, ale także dziennego kremu. To kosmetyk, który czasem był dla mnie wystarczający, gdy stosowany samodzielnie, jednak w większości przypadków nakładałam po niego serum nawilżające (jak pod wszystkie inne filtry), bo na dłuższą metę nie dostarczyłby mi odpowiedniego nawilżenia.

Korzystałam z niego z prawdziwą przyjemnością, bo nie tylko nie musiałam się martwić o wygląd na skórze, ale też o jej ogólną kondycję, krem Josh Rosebrook nie działał bowiem komedogennie, nie obciążał mojej skóry, nie dawał uczucia pocenia. Nawilżał w niewielkim zakresie, raczej powierzchownie, ale nie tego od niego wymagałam. 🙂 Bardzo dobry kosmetyk, moja cera nie odczuła żadnych przykrych konsekwencji z jego stosowania. Chętnie bym do niego wróciła, gdyby tylko był o połowę tańszy i miał SPF50. Myślę, że cena jest zbyt wygórowana i fakt, że jest produkowany aż w USA, nie nastraja mnie do ponownych zakupów.

Suntegrity, 5 in 1 Natural Moisturizing Face Sunscreen SPF 30

Ten krem miałam okazję odkupić od jednej z moich obserwatorek. Niestety, nie jest dostępny w Polsce, a moje poszukiwania wykazały, że w Europie również nie (ale jeśli się mylę, to proszę, dajcie mi znać). Marka jest na pewno dostępna w USA.

Konsystencja, zapach, komfort pracy

Krem jest gęsty, zwarty, w fakturze troszkę plastelinowy. Pierwsze wrażenie jest takie, że może być ciężki i niezbyt łatwy do rozprowadzenia na skórze, ale nic bardziej mylnego. Już po sekundzie od rozpoczęcia aplikacji delikatnie „pęka” pod palcami, robi się rzadszy i można go nałożyć na pożądany obszar bez najmniejszych problemów. Pracuje się z nim niezwykle komfortowo. Użyto tutaj jednego z silikonów (Cetyl Dimethicone), co zapewne ma wpływ na uzyskaną konsystencję i końcowy odbiór przez użytkownika.

Krem pachnie w bliżej nieokreślony sposób, delikatnie, nienachalnie (kosmetyk nie jest perfumowany). Właściwie nie zwracałam uwagi na ten zapach, próbowałam go zidentyfikować jedynie na potrzeby tej recenzji. Myślę, że mało komu będzie przeszkadzał.

Cena: $45/50 ml (sklep)

Skład

Active: Zinc-Oxide 20%. Inactive: Aloe Barbadensis (Organic Aloe Vera) Leaf Juice, Capric Caprylic Triglycerides (Coconut Oil Extract), Water (Aqua), Sorbitan Stearate (Plant Derived), Glyceryl Stearate (Plant Derived), Polyglyceryl-4 Isostearate (Plant Derived), Hexyl Laurate (Plant Derived), Simmondsia Chinensis (Organic Jojoba) Seed Oil, Cetyl Dimethicone (Mineral Derived), Magnesium Sulfate (Epsom Salt), Helianthus Annuus (Organic Sunflower) Seed Oil, Cucumis Sativus (Organic Cucumber) Fruit Extract, Astaxanthin (Algae Source), Hyaluronic Acid (Plant Derived), Chlorella Emersonii (Red Algae) Extract, Camellia Sinensis (Organic Green Tea) Extract, Punica Granatum (Organic Pomegranate) Seed Oil, Polyaminopropyl Biguanide*, Ethylhexylglycerin*, Iron Oxide

Podobnie jak swoich dwóch poprzedników, bazuje na tlenku cynku.

Wygląd na skórze

Początkowo nabłyszcza skórę, ale z czasem ten efekt zostaje zniwelowany. Ma znikome krycie, wyrównuje jedynie delikatnie koloryt skóry. Krem jest dostępny w kilku odcieniach, mój to Light. Uwielbiałam go za to, że był praktycznie niewidoczny (chyba, że nie roztarłam go dokładnie) i mogłam wyjść z domu w krótkim czasie po aplikacji. Pozostawia satynowe wykończenie, a pod palcami jest bardzo plastyczny, wygładza skórę, ale odnosiłam wrażenie, że nie w naturalny, a nieco sztuczny sposób (była wręcz zbyt gładka).

Skóra przed nałożeniem filtra Suntegrity:

Skóra po nałożeniu filtra Suntegrity:

Wpływ na skórę

Krem nie nastręczył mojej cerze problemów, nie obciążał jej, nie nasilał odwodnienia. Zapewniał warstewkę ochronną, ale nie taką, bym musiała się martwić o zbytnią okluzję. Nie dostarczał mojej skórze takiego nawilżenia, jakiego potrzebuje, dlatego i w jego przypadku konieczne było nałożenie innego kosmetyku jako podkład pod filtr.

Do zobaczenia w kolejnych recenzjach! 🙂

E.

5 myśli w temacie “Kremy z filtrem – przegląd #1 | Eco Cosmetics, Mádara, Josh Rosebrook, Suntegrity”

  1. Dziękuje za recenzję. Własnie używam kremu Josh Rosebrook (po małym opakowaniu kupiłam większe) i chociaż czasem mam problemy z rolowaniem (chyba gdy nakladam na zbyt wilgotną twarz) to bardzo go lubię bo mnie nie ‚dusi’. No i lubię jego skład, nawilżanie, naturalny zapach. Od Josha kupilam wlasnie jego nowy tonik kwasowy no i jestem uzalezniona od (zapachu) jego mgiełki. Jesli jej nie prubowalaś to polecam. Zgadzam się jesli chodzi o ceny – b. wysokie….
    Zastanawiałam sie też nad Suntegrity bo widzę, że jest popularny i ma dobre opinie (i połowę ceny Josha) i po Twojej recenzji pewno go spróbuję.
    No blogu jestem po raz pierwszy więc nie wiem czy znasz, ale moje ostatnie odkrycie to LivingLibations z Kanady.
    Pozdrawim!

    Polubienie

    1. Nie znam, ale dziękuję za polecenie, zobaczę, co to 🙂 Mgiełkę Josha też uwielbiam, a tonik kupię, jak będzie dostępny w Europie (podobno ma być w sierpniu).

      Polubienie

  2. Moja cera nie lubi się z filtrami mineralnymi, a może większe znaczenie ma to, że w tych kosmetykach zawsze jest albo olej kokosowy albo masło Shea a to u mnie ma działanie comedogenne. Jedyny który się sprawdził to firmy Blissoma, ale miał tylko spf 25, więc był filtrem zimowym. Teraz używam ISDIN i jest dobrze. Poza filtrami stawiam na pielęgnację naturalną.

    Polubienie

      1. Age Repair. Miałam i starszą wersję i aktualnie tę nową. Wiem, że są opinie że ta zmiana jest na gorsze, ale ja nie widzę różnicy. Mam jeszcze Solar Allergy, ale kładę go na dekolt bo trochę bieli. W kolejce czeka jeszcze Fusion Fluid Mineral.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s