Kypris, Antioxidant Dew

Wielokrotnie nazywałam Antioxidant Dew moim ulubionym serum nawilżającym i z upływem czasu nie zmieniłam o nim zdania. Ze smutkiem patrzyłam na coraz mniejszą ilość, jaka pozostawała w opakowaniu. Zużyłam już dwa i z pewnością od razu sięgnęłabym po kolejne, gdyby nie drastyczna podwyżka cen u Kypris, przez którą przecierałam oczy ze zdumienia. Za pierwsze buteleczki płaciłam około 250 zł, dziś serum kosztuje dwa razy tyle. Postanowiłam szukać alternatyw na rodzimym rynku. Póki co, nieskutecznie, choć otarłam się o produkty, które uznaję za wystarczająco dobre. Patrząc jednak na swoje odczucia względem Antioxidant Dew, jego niezwykłą wydajność i wreszcie – chęć ustatkowania swoich burzliwych kosmetycznych testów, wróżę sobie powrót do niego.

Cena: £104.00/47 ml (sklep). Produkt jest coraz gorzej dostępny w Europie. Dotychczas kupowałam go na stronie alyaka.com z 25% obniżką, jednak zniknął i stamtąd. Stare, dobre Naturisimo wciąż ma go jednak w asortymencie 🙂

Konsystencja i zachowanie na skórze

Stosując kosmetyki naturalne, byłam przyzwyczajona do dwóch rodzajów formuł: olejowych – ciężkich, okluzyjnych, rzadko spisujących się u mnie samodzielnie, a także żelowych, szybko schnących i ostatecznie niezbyt dobrze wyważonych i wymagających wzbogacania pielęgnacji, bo nie mogłby być stosowane samodzielnie w obawie przed pogłębieniem odwodnienia i problemów skórnych.

Niebieska buteleczka serum Kypris skrywa delikatną, mleczną formułę, która już po aplikacji na dłoń pobudza mój mózg do cudownego odprężenia i uczucia ulgi. Ulga następuje w momencie zetknięcia kosmetyku z cerą. Konsystencja jest rozkoszna, aksamitna, bardzo lekka i sprawiająca wrażenie misternie ułożonej. Serum po naniesieniu na skórę niezwykle szybko się wchłania i na podstawie przyzwyczajeń już wydaje się, że to dla cery za mało, ale nic bardziej mylnego. Nie wysycha całkowicie, pozostawia ultracienką, komfortową ochronę, szczególnie wyczuwalną krótko po aplikacji (jako jedwabista powłoka). Z dość podobną formą spotkałam się w serum odżywczo-odmładzającym polskiej marki Clochee, z tym że ono było gęstsze i ciut cięższe. To jednak produkt, który najbardziej przypominał mi Antioxidant Dew.

Działanie

Lekkie mleczko, które zapewnia subtelną okluzję, brzmi jak przepis na sukces dla mojej mieszanej, nierzadko podrażnionej cery. I tak się w istocie stało. Serum bez wątpienia dodaje mojej skórze wigoru. Tuż po nałożeniu, skóra delikatnie się błyszczy, jednak to efekt trwający krótko i przemieniający się w zdrowy blask. Antioxidant Dew wyczuwalnie nawadnia, „napompowuje” (mam na myśli uczucie nawilżonej, aksamitnej, jakby wypełnionej skóry – chyba soczysta będzie tutaj najlepszym słowem), delikatnie zmiękcza naskórek.

Fantastycznie spisuje się solo – dostarcza potrzebnego komfortu, mocno nawilża i jest idealnym nocnym kompanem. Po przebudzeniu nie zdarzyło mi się zauważyć nadprodukcji sebum lub ściągnięcia, a jedynie ładniejszy koloryt i pewnego rodzaju spokój, którego moja problematyczna cera nie zawsze doświadcza. Świetnie radzi sobie również w pielęgnacji porannej. Może szczególnie przypaść do gustu użytkownikom kremów z filtrem czy makijażu. Nie wpływa na rolowanie i utrzymywanie się na skórze kolejnych produktów, dlatego jest strzałem w dziesiątkę dla osób, które nie chcą rezygnować z nawilżających preparatów o tej porze dnia, w tym mnie. Wystarczy, że nałożę kilka kropel serum, zaaplikuję filtr i nie muszę się martwić o komfort mojej skóry przez cały dzień (czasem jedynie reaplikuję krem z filtrem).

Antioxidant Dew tworzy świetną parę z innymi preparatami. Początkowo często stosowałam to serum w połączeniu z jednym z moich ulubionych kremów, in the air marki Lush Botanicals (jego recenzja znajduje się tutaj). Myślę, że tym duetem osiągnęłam szczyt dobroci, jakie mogłam wówczas dostarczyć mojej skórze. Osoby, którym zależy na mocnym nawilżeniu pod cięższy preparat, powinny być w pełni zadowolone.

Serum nie wykazało na mojej cerze właściwości komedogennych, nie zaostrzało stanów zapalnych i mogło bez problemu być aplikowane nawet na cerę w czasie zwiększonej wrażliwości, podrażnioną, np. przez wpływ tretinoiny. Jedyne, co robiło w takich sytuacjach, to świetnie nawilżało i koiło. Mimo wszystko mam wątpliwości, czy taka formuła równie dobrze spisałaby się na skórach typowo suchych lub skrajnie odwodnionych, jak moja podczas wprowadzenia nieszczęsnego Epiduo. Wówczas uciekałam się do o wiele cięższych konsystencji, bo skóra wręcz piła wszystko, co jej podawałam i samodzielnie stosowane Antioxidant Dew nie było już najlepszą opcją z możliwych.

Skład i przechowywanie

Aqua/Water/Eau, Glycerin, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Camellia Oleifera Seed Oil, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Xylitylglucoside, Betaine, Dipalmitoyl Hydroxyproline, Panthenol, Ahnfeltia Concinna Extract, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Anhydroxylitol, Calophyllum Inophyllum (Tamanu) Seed Oil, Symphytum Officinale (Comfrey) Leaf Extract, Tocopherol, Urtica Dioica (Nettle) Extract, Waltheria Indica Leaf Extract, Citric Acid, Dextrin, Ferulic Acid, Lecithin, Mannitol, Phospholipids, Prunus Cerasus (Sour Cherry) Flower Extract, Rosa Centifolia (Rose De Mai) Flower Extract, Rosa Damascena (Damask Rose) Flower Extract, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Superoxide Dismutase, Ascorbyl Palmitate, Sodium Citrate, Sodium Gluconate, Sodium Hyaluronate, Sodium Levulinate, Xanthan Gum, Xylitol, Sodium Anisate

Antioxidant Dew jest przepełnione antyoksydantami i substancjami nawilżającymi. Warto wspomnieć, że brak tu kompozycji zapachowych i olejków eterycznych, za co daję dużego plusa (mniejszy potencjał podrażniający). Serum właściwie nie pachnie. Przystawiając nos naprawdę blisko, da się wyczuć jedynie naturalną woń produktu, ale nie ma o czym mówić. Nie jest w żaden sposób uciążliwa i sądzę, że nie będzie przeszkadzała nawet najbardziej uwrażliwionym na zapachy.

47 ml to całkiem pokaźna, jak na serum, pojemność. Zdarzało mi się stosować je nawet codziennie, ale to i tak nie ujmowało mu wydajności. Po otwarciu producent daje 6 miesięcy na zużycie produktu i trudno było mi się zmieścić w tych ramach czasowych, dlatego buteleczkę umieściłam w lodówce, co pomogło mi zachować serum w świetnym stanie na dłużej.

Podsumowanie

Uważam Antioxidant Dew za jeden z najlepszych kosmetyków, jakie kiedykolwiek miałam przyjemność stosować. To świetna pozycja dla mojej mieszanej cery, odpowiedź na wiele jej bolączek. Nie potrafię znaleźć jego minusów, poza obecną ceną. Z reguły, przy tak udanym spotkaniu z jakimś produktem, sięgam i po inne preparaty danej marki, ale to chyba jedyny przypadek, w którym nie mam na to szczególnej ochoty. Sięgnę jeszcze po Clearing Serum, ale jeśli miałabym dokonać znowu zakupu u Kypris – będzie to Antioxidant Dew. To prawdziwa pielęgnacyjna gwiazda 🙂

Ściskam ciepło, E.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s