Kosmetyki brązujące i rozświetlające #2 | Resibo GLOW: Balsamy Mastertouch i Superstar, Rozświetlający krem do twarzy

Trzeba przyznać, że kiedy Resibo wchodzi na rynek z nowym kosmetykiem, robi to z prawdziwym przytupem. Jestem zachwycona typami produktów, jakie marka wprowadziła do swojego asortymentu w tym roku. Peeling do ciała już zdążył zdobyć moje kosmetyczne serce w całości i kończę obecnie drugie opakowanie – jak się można domyślić, na nim nie skończę. 🙂 Przyznam, że resibowe produkty do ciała robią na mnie duże wrażenie. Poza wspomnianym peelingiem, od wielu miesięcy (a może to już parę lat?) kupuję regularnie oba balsamy do ciała: odżywczy i ujędrniający, a i do innych smarowideł wracam, choć może nie tak często jak do wspomnianych balsamów.

Do tej grupy dołączyły tej wiosny dwa niesamowicie ciekawe produkty: balsamy rozświetlające. To nie pierwsze produkty z serii GLOW, które zawitały u Resibo. Krem BB zrecenzuję w innym poście, za to dziś, poza nowymi balsamami, przedstawię Wam również rozświetlający krem do twarzy, aby mieć recenzje wszystkich tych błyskotek w jednym miejscu 🙂

Mastertouch. Cena: 99 zł/100 ml (sklep)

Superstar. Cena: 99 zł/100 ml (sklep)

Rozświetlający krem do twarzy. Cena: 69 zł/30 ml (sklep)

Balsamy rozświetlające Mastertouch i Superstar

Gdy otworzyłam paczkę z tymi balsamami, nie wiedziałam, na czym zawiesić oko najpierw – miałam ochotę mieć je na skórze natychmiast. Widziałam, że już zbierają ogrom laurek w mediach społecznościowych i cóż, chyba dołączę do zachwytów, przede wszystkim nad Mastertouch. Oba balsamy mają to samo zadanie: nadać skórze blasku, robią to jednak na różne sposoby. Mastertouch jest kosmetykiem typowo rozświetlającym, natomiast Superstar, oprócz rozświetlenia, nadaje też skórze opalonego odcienia.

Superstar

Warto zaznaczyć, że Superstar to nie samoopalacz. To produkt, który zmienia odcień skóry, jednak wszystko spłukuje się pod prysznicem. Można powiedzieć, że to taki podkład, ale do ciała. Takie rozwiązanie ma swoje wady i zalety, ale są one zależne od indywidualnych preferencji – każdej z cech balsamu można dać zarówno plusa, jak i minusa, w zależności od tego, co kto lubi. Co warto o nim wiedzieć?

  • Jak wspomniałam, można go zmyć. Nie schodzi ze skóry natychmiast, nie polecam wyłącznie opłukania, ale łagodne masowanie skóry np. żelem pod prysznic. Przy delikatnym potarciu Superstar się rozpuści, przy samym oblaniu wodą zrobi to jedynie w minimalnym stopniu. Myślę, że to dobra wiadomość, bo gdyby zdarzyło się, że złapie nas lekki deszcz, nie pozbędziemy się resibowej opalenizny tak szybko. Co mnie jednak martwi to fakt, że gdy zaaplikuję go na grzbiety dłoni, a potem umyję ręce, to muszę ponawiać dawkę balsamu, bo wyglądam, jakbym opalała się w rękawiczkach 😀 (balsam się po prostu zmywa). Myślę, że gdybym chciała pójść na imprezę, mając go na sobie, to włożyłabym go asekuracyjnie do torebki.
  • Po aplikacji należy odczekać ok. 15-20 minut zanim się ubierzemy lub zanim będziemy w mocniejszy sposób pocierać posmarowanym obszarem o cokolwiek – balsam musi mieć czas na zastygnięcie na skórze. Ja, na przykład, aplikowałam go głównie na ręce i musiałam uważać z opieraniem ich o fotel – istnieje ryzyko, że balsam się zetrze w danym miejscu lub, co gorsza, ubrudzi mebel/ubranie.
  • Właśnie – jak wygląda u niego kwestia brudzenia? Jeśli włożycie ubranie tuż po aplikacji czy nawet 5 minut po, istnieje spore ryzyko, że ubranie się pobrudzi (część produktu się na nim odbije, ale też samo wciąganie ubrania może pociągnąć za sobą smugę balsamu). Później, gdy balsam zastygnie, sytuacja ma się o wiele lepiej, jednak nie idealnie. Testowałam Superstar na zużytej bluzce, której mi nie szkoda (jest jasnoróżowa) i sytuacja wygląda tak, że w miejscach, gdzie są szwy (głównie przy rękawkach) mała ilość balsamu pozostała na ubraniu. Nie zakładałabym więc bardzo jasnych rzeczy, kiedy jest na ciele. Muszę za to powiedzieć, że ładnie się doprał, a ja nie mam jakichś szalenie mocnych środków czystości 🙂 Kiedyś nawet celowo wytarłam przedramię w zużytą koszulkę, żeby zobaczyć, czy plama zejdzie i owszem, zeszła. Mam jednak wrażenie, że rękawy tej koszulki, męczone balsamem kilka razy, mają ciut inny odcień (temu beżowi blisko do różu koszulki, więc nie widać tego mocno, ale jednak).
  • Od jednej z Was dostałam następującą informację na temat brudzenia: nie brudzi, jeśli ubranie nie styka się ciasno z ciałem (dotyczy to nie tylko ubrania, ale także butów, które stykają się z kostkami i górną częścią stopy).
  • Superstar nie bez powodu należy do serii GLOW – nie tylko brązowi, ale także rozświetla ciało i to widocznie (zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że to taki barwiony Mastertouch). Spójrzcie na zdjęcia dłoni poniżej.
  • Według mnie, Superstar wygląda lepiej na skórze, która już jest przynajmniej lekko muśnięta słońcem. Testowałam go zarówno na delikatnie opalonych rękach, jak i totalnie bladych nogach – na tych drugich miał trochę ceglastych tonów, co nie do końca mi odpowiadało. Za to na rękach wyglądał bardzo ładnie, brązowo.
  • Pachnie ananasowo, dokładnie tak jak Mastertouch 🙂 Uwielbiam ten zapach, jest w stu procentach letni.
  • Początkowo miałam spory problem z jego aplikacją. Zbierał się w niektórych miejscach w małe kulki, trochę rolował. Dopiero po paru aplikacjach doszłam do wprawy i mam następujące wnioski: 1) najlepiej nakładać go na umytą, suchą skórę, niepokrytą wcześniej innym balsamem 2) przy mniejszej ilości musiałam więcej namachać się, aby pokryć całą powierzchnię danej części ciała – to powodowało, że się rolował, bo w niektórych miejscach już zaczynał zasychać, a ja wciąż chciałam go przenieść na resztę powierzchni; gdy aplikowałam go w większej ilości, mogłam spokojnie pokryć całą skórę i to bez efektu obciążenia czy nadmiernego lepienia 3) wmasowywałam go zdecydowanymi, mocnymi posuwistymi ruchami, a potem przechodziłam w ruchy okrężne (przez włoski na skórze posuwiste ruchy pozostawiały dziwny (ale delikatny) ślad). Można go dokładać, ale lepiej poczekać, aż pierwsza warstwa trochę zaschnie.
  • Balsam sam w sobie ma jedynie delikatne właściwości nawilżające, więc nie traktowałabym go jako jedynego nawilżacza – to bardziej makijaż do ciała niż pielęgnacja. Jak wspomniałam, ja wolę nie nakładać pod niego żadnego innego produktu, ale fajnie sprawdził mi się zmieszany z innym balsamem (takim zwykłym, nie rozświetlającym – w moim przypadku był to odżywczy balsam Resibo) – wtedy efekt był bardziej subtelny, ale też piękny. No i łatwiej było to wszystko zaaplikować. Chyba to taką wersję będę wybierać przy kolejnych aplikacjach. 🙂
  • Utrzymuje się na skórze przez cały dzień (z czasem trochę blednie, ale nie drastycznie). Za to wraz z upływem czasu trochę osadza się zmarszczkach na skórze, np. na zgięciu ręki. Z daleka tego nie widać (jedynie przy bliskim kontakcie z daną częścią ciała).

Efekty uzyskane brązującym balsamem Superstar:

Po dołożeniu balsamu Superstar:

Mastertouch

Dosłownie szaleję za tym balsamem! Uwielbiam go i to z każdą aplikacją coraz bardziej. Niech najlepszą rekomandacją będzie fakt, że użyłam go w dniu swojego ślubu. Tutaj mamy już do czynienia z samym rozświetleniem, nie ma efektu brązowienia. Konsystencję ma taką samą jak Superstar – dość rzadka, nie jest zwarta, balsam łatwo rozprowadzić. I tak jak w przypadku Superstar, Mastertoucha aplikowałam najpierw pociągnięciami dłoni, a potem okrężnymi ruchami. Daje przepiękny efekt glow, bez kiczu i skojarzeń do festynu. Drobinki są widoczne, jeśli przypatrzeć się mu bliżej, ale nie jest to w żaden sposób nieładne czy krzykliwe. Ma raczej złote, ciepłe tony.

Po jakimś czasie od aplikacji efekt rozświetlenia nieco słabnie, ale robi to elegancko i bardzo powoli. Na mojej skórze potrafi utrzymać się przez cały dzień. W słońcu mieni się jak milion dolarów, a przy mniejszym natężeniu światła skóra wygląda na bardzo zdrową i zadbaną. Uwielbiam go. Uwielbiam.

Często pytacie mnie o brudzenie – o ile do Superstar podchodzę zawsze sceptycznie w tej kwestii i preferuję ciemniejsze ubrania, o tyle do Mastertouch mam pełne zaufanie. Jemu również daję przez chwilę zastygać na skórze, ale potem już o nic się nie muszę martwić. Nie pobrudził mi sukni ślubnej i nie miałam wątpliwości, że tak właśnie będzie.

Jego również najlepiej zmywać jakimś żelem, a nie samą wodą. Pachnie ananasowo, o czym już wspomniałam. Nie wspominałam natomiast, że Resibo idzie teraz w szklane opakowania i oba balsamy są w takowe zapakowane. Dla mnie to świetna wiadomość 🙂

Efekty uzyskane balsamem Mastertouch:

Efekt w mocnym świetle:

Zachęcam Was również do obejrzenia krótkiego filmiku, który wrzuciłam na Instagram tutaj (niestety, jego jakość została znacząco popsuta, ale widać to, co musi być widać :))

Rozświetlający krem do twarzy

To pierwszy produkt, jaki pojawił się w linii GLOW i, jeśli dobrze pamiętam, stało się to już 2-3 lata temu. Ma w sobie zarówno ciepłe, jak i chłodne tony. Na skórze daje piękną taflę. Muskałam nim delikatnie kości policzkowe (na zdjęciu poniżej pojechałam po całości i zaaplikowałam go na całą twarz 🙂 Z tego co mi wiadomo, wiele osób tak robi, chcąc uzyskać rozświetlającą bazę pod makijaż). Najczęściej stosowałam go jednak na ciało, głównie na dekolt i szczyty ramion.

Prezentuje się pięknie, bo daje subtelne, ale widoczne rozświetlenie i skóra wygląda na wręcz wypolerowaną. Lubię ten produkt, ale do twarzy używam obecnie rozświetlacza o mniejszej pojemności (mówię o tym produkcie), a do ciała mam swojego ukochanego Mastertoucha, więc krem został trochę odsunięty na bok. Ma rzadką, lekką konsystencję. Delikatnie nawilża, ale nie polegałabym na nim na dłuższą metę – lepiej użyć serum/kremu nawilżającego pod niego. Krem jest na tyle lekki i na tyle dobrze współpracuje z innymi produktami, że nie roluje się na/pod innymi. Jeśli matowa skóra to nie Wasza bajka i cenicie sobie blask, to to zdecydowanie produkt dla Was.

Nie podoba mi się jego zapach – trochę jak tanie perfumy, ale nie to najbardziej mi przeszkadza. Najgorsza jest dla mnie jego intensywność. To jednak krem do twarzy i jest blisko nosa, więc ja bym mu tę kompozycję zapachową mocno wyciszyła (lub usunęła, bo czy wszystkie kosmetyki muszą pachnieć? ;))

Efekty na skórze:

Co sądzicie o rozświetleniu fundowanym przez Resibo? Podejrzewam, że trochę Was dzisiaj skusiłam 🙂

Do usłyszenia w kolejnej recenzji,

E.

Wpis nie jest sponsorowany.

2 myśli w temacie “Kosmetyki brązujące i rozświetlające #2 | Resibo GLOW: Balsamy Mastertouch i Superstar, Rozświetlający krem do twarzy”

  1. Mnie skutecznie skusiłaś przysyłając próbki:) To był totalny zachwyt od pierwszego użycia i trudna decyzja który zamówić. Ostatecznie mam teraz oba balsamy. W odróżnieniu od ciebie używam głównie na nogi (obu balsamów jednocześnie) a gdy mam odkryte ramiona to i na nie (tu głównie Mastertouch). Ubolewam, że tegoroczne lato jast jak na razie dość chłodne i nie mogę każdego dnia eksponować upiększonych balsamem nóg;)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s