Kosmetyki brązujące i rozświetlające #3 | Eco by Sonya: Winter Skin, Cacao Tanning Mousse, Hempitan Body Tan Water, Invisible Tan

Australijską markę Eco by Sonya znałam do tej pory jedynie z kilku produktów do pielęgnacji (swoją drogą, każdy był rewelacyjny), ale to nie z nich słynie najbardziej – to produkty samoopalające przyciągają do niej rzesze klientów i, z tego co widzę, są to klienci zadowoleni. W mojej serii recenzji kosmetyków brązujących/rozświetlających nie mogło więc zabraknąć tej marki; byłam jej ciekawa, jak żadnej innej.

Najbardziej cieszy mnie, że gama jest tak szeroka – to podwyższa prawdopodobieństwo, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Mnie się to udało 🙂 W skład serii wchodzi aż 7 produktów, w tym dwa do użytku profesjonalnego. Nie brałam się za te profesjonalne, ale pozostała piątka zawita na moim blogu. W tym wpisie opowiem o czterech samoopalaczach do ciała, choć oczywiście można te produkty stosować wedle życzenia także na twarz. Ja tego nie zrobiłam. Face Tan Water, czyli samoopalaczowi dedykowanemu twarzy poświęcę odrębny wpis, bo po pierwsze, muszę dłużej przemyśleć jego formę, a po drugie, lato daje mojej cerze mocno w kość i nie chcę teraz wprowadzać takiego kosmetyku. Zrobię to dopiero, kiedy uznam regenerację za skończoną.

Moja skóra i sposób testowania

Produkty z gamy różnią się między sobą bardzo mocno konsystencjami, ale też przeznaczeniem: na każdym z nich napisano, do jakich odcieni skóry nadaje się najlepiej, ale można te napisy przekuć w informację, jak mocny odcień da się nimi osiągnąć. Moja skóra jest jasna, rzadko wystawiam ją na słońce, tym bardziej teraz, podczas pandemii. Wszystkie kosmetyki testowałam w obrany już wcześniej sposób, czyli aplikując je dzień po dniu na jedno przedramię. Drugie pozostawiałam czyste, dla porównania efektów. Myślę, że to bardzo wiarygodny sposób ich recenzowania. Produkty nakładałam najczęściej po wieczornym prysznicu (i porządnym peelingu), choć zdarzało mi się robić to też rano/w południe. W każdym razie, starałam się zachować w miarę równe odstępy pomiędzy aplikacjami.

Osobno opiszę (w przyszłości) aplikację przy pomocy specjalnej rękawicy – każdy kosmetyk miałam w planach przetestować z nią i bez niej; dziś będą to wrażenia bez rękawicy, bo wszystkie produkty nakładało mi się bardzo dobrze tylko dłońmi i odkładałam test rękawicy w nieskończoność. 😉

Winter Skin

Fair/Medium Skin Tones = jasne/średnie odcienie skóry

Od razu zdradzę Wam, że to mój ulubiony produkt z całej czwórki. To dlatego, że mam jasną skórę i bardzo lubię jej odcień, a z tego powodu jeśli już wprowadzam jakieś zmiany, to subtelne. Zanim zacznę chwalić balsam Winter Skin, wspomnę o jego największej wadzie – opakowaniu. Uważam, że absolutnie nie jest dopasowane do zawartości, bo balsam jest rzadki, bardzo lejący. To sprawia, że nie trzeba w ogóle naciskać butelki, aby z niej wypłynął! Po prostu leci sam, co jest bardzo uciążliwe w aplikacji i może się też skończyć ubrudzonymi ubraniami/meblami/podłogą. Uważam, że najlepszym opakowaniem byłaby dla niego butelka z pompką. Czekam, aż zwolni mi się jakaś butelka po innym kosmetyku, abym mogła go sobie do niej przelać.

Jak wspomniałam, to bardzo płynny produkt; opisałabym go jako lekkie mleczko. Wchłania się niesamowicie szybko, ale jednocześnie można spokojnie go wmasować w skórę i upewnić się, że jest nałożony równomiernie. Lekko nawilża, jednak na dłuższą metę nie polegałabym wyłącznie na nim – dihydroksyaceton (DHA), czyli składnik odpowiedzialny w tych balsamach za brązowienie, ostatecznie działa na moją skórę przesuszająco, więc balsamy może przynoszą jej chwilowy komfort, ale potem muszą być wspomagane produktami typowo odżywczymi. Nie przeszkadza mi to, bo nakładam samoopalacze tylko raz dziennie, więc drugi raz przeznaczam właśnie na odżywienie.

Winter Skin pięknie wygląda na mojej skórze – przybrązowił ją bez pomarańczowych tonów i nie była to głęboka opalenizna, a skóra porządnie muśnięta słońcem. Jak zwykle, zdjęcia nie oddały w stu procentach kolorów, więc musicie mi chyba uwierzyć na słowo 😉 Każdy z balsamów aplikowałam codziennie, ale dla wzmocnienia/osłabienia efektu możecie częstotliwość dopasować do własnych upodobań, do czego zachęcam. Winter Skin doszedł na mojej skórze do odcienia widocznego na ostatnim zdjęciu i już się na nim zatrzymał – opalenizna nie pogłębiała się. Przeskok w odcieniu pomiędzy jedną a drugą aplikacją był niewielki.

Schodził ze skóry mniej więcej tyle, ile na nią „wchodził” – czyli po ok. 6 dniach aplikacji pod rząd (z jednym dniem przerwy), pozbywałam się go ok. 6-7 dni. Ścierał się w miarę równomiernie, poza punktami, które często się o coś ocierają, np. zgięciem ręki.

Zapach charakterystyczny dla produktów z DHA był tutaj obecny, ale nie sprawiał mi problemów. Zupełnie nie dawał mi się we znaki, że nie było tak, że przez cały czas myślałam, żeby go jakoś zmyć, raczej trzymał się blisko skóry i nie był intensywny.

Winter Skinefekt po 1 aplikacji (lewa ręka – z samoopalaczem, prawa – bez):

Winter Skin – efekt po 2 aplikacjach (zdjęcie robione wieczorem, bo o nim zapomniałam 😦 ):

Winter Skinefekt po 3 aplikacjach:

Winter Skin – efekt po 4 aplikacjach (miałam jeden dzień przerwy):

Winter Skin – efekt po 5 aplikacjach:

Cena: 129 zł/200 ml (sklep)

Skład:

Organic Aloe Vera Leaf Juice*, Natural Coco-Caprylate (Plant Derived)**, Natural DHA (Sugar Cane Derived)**, Organic Glycerin (Vegetable Derived)*, Natural Glyceryl Stearate (Vegetable Derived)**, Natural Stearic Acid (Vegetable Derived)**, Natural Potassium Cetyl Phosphate (Vegetable Derived)**, Natural Cetyl Alcohol (Vegetable Derived)**, Natural Xanthan Gum (Sugar Derived)**, Organic Lecithin (Sugar Derived)*, Natural Vitamin E**, Organic Chamomile Flower*, Organic Rose Geranium Oil*, Natural Radish Root**, Elderberry Fruit**, Natural Cocao**, Natural Grape Skin**, Natural Parfum (Fresh Botanical Blend)**

*Organic **Natural

Konsystencja Winter Skin:

Cacao Tanning Mousse

Dark = ciemny

To kosmetyk w formie pianki, dlatego tym razem jego dozowanie z opakowania było bajecznie proste (polecam wstrząsnąć piankę przed aplikacją, aby dobrze wymieszać zawartość). Pianka szybko znika na skórze, więc równomierna aplikacja jest trochę trudniejsza niż w przypadku Winter Skin, ale nie problematyczna – po prostu trzeba skupić się na jednym obszarze i dopiero po nim przechodzić do kolejnego (np. z przedramienia na ramię). W przeciwnym razie mogą pojawić się plamy czy zwyczajnie pominięte miejsca. Przywykłam do samoopalaczy w formie balsamu i zarówno ta pianka, jak i woda Hempitan wymagały ode mnie wyjątkowego skupienia. Nadmienię, że konsystencja pianki nie przypominała gęstego, smakowitego musu, a była dosyć rzadka (patrz: zdjęcie konsystencji).

Co do właściwości pielęgnacyjnych Cacao Tanning Mousse, nawilżenie jest znikome, ale skóra po samej aplikacji nie jest przesuszona. Oczywiście z czasem mogłaby się taka stać, ale nie mam tego za złe tej piance, bo to nie jakakolwiek pielęgnacja, a brązowienie było tutaj moim celem. Wystarczyło mi z zupełności, że stosowałam ją wieczorem, a rano nawilżałam skórę innym balsamem (swoją drogą, marka Eco by Sonya ma też REWELACYJNE kokosowe mleczko do ciała, pisałam o nim nawet w ulubieńcach 2019 – tutaj).

Uzyskany odcień jest widocznie ciemniejszy niż poprzednio – proszę, abyście skupili się nie tylko na tym, jak wygląda sam kolor przybrązowionej ręki, ale jak ma się różnica pomiędzy nią a ręką bez samoopalacza. Uważam, że rzeczywisty kolor był ciemniejszy niż ten, który udało się uchwycić na zdjęciach, ale ta różnica mówi trochę więcej prawdy. 🙂

Ze względu na formę pianki, Cacao Tanning Mousse trudniej w razie potrzeby dokładać w pominięte miejsca.

Ogromną zaletą tego produktu jest jego zapach – Cacao w nazwie mocno naprowadza na to, co można zastać w butelce. Kakaowe nuty są przepiękne i co najważniejsze, bardzo skuteczne w przykryciu przykrego zapachu DHA. Ze wszystkich tych czterech produktów, to Cacao Tanning Mousse (oczywiście moim zdaniem, bo każda skóra może zareagować inaczej) najlepiej poradził sobie w tym aspekcie.

Opalenizna schodziła z mojej skóry mniej więcej tyle samo dni, ile ją zdobywałam (+1-2).

Cacao Tanning Mousse – efekt po 1 aplikacji:

Cacao Tanning Mousse – efekt po 2 aplikacjach:

Cacao Tanning Mousse – efekt po 3 aplikacjach:

Cacao Tanning Mousse – efekt po 5 aplikacjach:

Cena: 145 zł/125 ml (sklep)

Skład:

Organic Aloe Vera Leaf Juice*, Natural DHA (Sugar Cane Derived)**, Organic Ethanol (Natural Raw Sugar Derived)*, Natural Decyl Glucoside (Sugar & Coconut Derived)**, Organic Witch Hazel*, Natural Caramel (Sugar Derived)**, Organic Glycerin (Vegetable Derived)*, Grapefruit**, Organic Coffee*, Organic Chamomile*, Blood Orange Oil**, Natural Parfum (Fresh Botanical Blend)**, Grape Skin**, Natural Cocao**, Organic Mandarin Oil*, Organic Ginger Oil*, Natural Caprylyl/Capryl Wheat Bran (Gluten Free)**, Natural Sodium Lauroyl Lactylate (Fruit Derived)**, Natural Fusel Wheat Bran (Gluten Free)**, Natural Polyglyceryl-5 Oleate (Vegetable Derived)**, Natural Sodium Cocoyl Glutamate (Vegetable Derived)**, Natural Glyceryl Caprylate (Vegetable Derived)**, Citric Acid (Citrus Fruit Derived)**

*Organic **Natural

Konsystencja Cacao Tanning Mousse:

Hempitan Body Tan Water

Super Dark = Bardzo ciemny

Przedstawiam produkty od dającego najjaśniejszy kolor do dającego najciemniejszy i być może zdziwi Was teraz fakt, że Hempitan jest trzeci w kolei, a nie ostatni (bo Invisible Tan jest oznaczony jako średni/ciemny, a ten jako superciemny). Myślę, że to mogła być kwestia ilości, ale to Invisible Tan wypadł na mojej skórze najciemniej. Hempitan Body Tan Water, jak sama nazwa wskazuje, jest wodą samoopalającą. Cieszę się niezmiernie, że nie sprawiono klientom przykrej niespodzianki w postaci braku aplikatora (to znaczy dla mnie byłoby to przykre :D). W butelce jest atomizer, który pozwala zaaplikować wodę bezpośrednio na skórę czy na zagłębienie dłoni, jak wolicie. Nie rozpyla idealnie rozproszonej mgiełki, ale też nie celuje tylko w jeden punkt. Dla mnie to dozowanie było w sam raz, bo i tak rozcierałam później produkt na ciele rękoma – obawiam się, że delikatna mgiełka mogłaby być zbyt „szeroka” dla preparatu brązującego, toniki to co innego.

Z rozcieraniem warto się tutaj spieszyć, bo chwila nieuwagi może się skończyć plamą w miejscu, gdzie wycelował atomizer. Podobnie jak przy Cacao Tanning Mousse, polecam skupianie się na danej małej partii ciała i przejście do kolejnej. Woda, jak to woda, wyparowuje dość szybko, więc refleks jest tutaj szczególnie istotny.

Tak jak w przypadku swoich poprzedników, Hempitan schodził ze skóry tylko ciut krócej niż był stosowany (+1-2 dni). A teraz przejdźmy do efektów. Te robią już zdecydowanie większe wrażenie 🙂 Dodam tylko, że po rozmowach z Wami wygląda na to, że moja skóra reagowała na te produkty w zwolnionym tempie i u Was mocna opalenizna pojawiała się o wiele szybciej (jak wskazuje opis na opakowaniu kosmetyku, ma to być ekspresowa opalenizna). Wydaje mi się, że to kwestia ilości – nie oblewałam się specjalnie tą wodą, pozostawałam raczej oszczędna. To chyba przyzwyczajenie z aplikacji innych produktów. Sądzę, że gdyby zastosować jej więcej, efekty byłyby mocniejsze i szybciej widoczne.

Hempitan – efekt po 1 aplikacji:

Hempitan – efekt po 2 aplikacjach:

Hempitan – efekt po 3 aplikacjach:

Hempitan – efekt po 4 aplikacjach:

Hempitan – efekt po 5 aplikacjach (niestety, zdjęcia z tego dnia magicznie znikły i mam tylko coś takiego). Tutaj też przykład plamy po aplikacji (okolice nadgarstka):

Cena: 145 zł/140 ml (sklep)

Skład:

Organic Aloe Vera Leaf Juice*, Natural DHA (Sugar Cane Derived)**, Organic Glycerin (Vegetable Derived)*, Natural Caprylyl/Capryl Glucoside (Sugar Derived)**, Natural Glyceryl Caprylate (Vegetable Derived)**, Radish Root Ferment**, Organic Sweet Orange Oil*, Organic Coconut Water*, Natural Parfum (Fresh Botanical Blend)**, Natural Cocao**, Organic Hemp Seed Extract*, Natural Vegan Hyaluronic Acid**, Natural Sodium Cocoyl Glutamate (Vegetable Derived)**, Natural Dehydroxanthan Gum (Sugar Derived)**, Natural Polyglyceryl-6 Oleate (Vegetable Derived)**, Sodium Surfactin (Natural Preservative)**, Natural Maltodextrin (Vegetable Derived)**, Citric Acid (Citrus Fruit Derived)**

*Organic **Natural

Konsystencja Hempitan Body Tan Water:

Invisible Tan

Medium/Dark = Średni/ciemny

Teraz, cytując klasyka, truskawka na torcie 😀 Ten produkt dał u mnie najmocniejsze i najtrwalsze efekty. Bardzo podobała mi się też jego forma – gęstego, bogatego balsamu. Ach, uwielbiam takie. 🙂 Invisible Tan jako jedyny z całej czwórki mogę uznać za rzeczywiście odżywczy i tutaj dodatkowe nawilżenie (choć oczywiście je stosowałam) nie było dla mnie niezbędne. Rozprowadza się świetnie i daje dużo czasu na dobre ułożenie go przez użytkownika na skórze – zrobienie sobie plamy/prześwitu było o wiele mniej prawdopodobne niż przy Hempitan. Do każdego zapomnianego miejsca można swobodnie powrócić przed całkowitym wchłonięciem preparatu albo nawet dodać odrobinę produktu. Aplikacja była naprawdę komfortowa.

Większa ilość DHA oznaczała w tym przypadku mocniejszy zapach typowy dla samoopalaczy. To w Invisible Tan wyczuwałam go najmocniej, jednak marka Eco by Sonya we wszystkich swoich kosmetykach stanęła na wysokości zadania i sprawiła, że nie był AŻ TAK upierdliwy. Poza Invisible Tan, żaden kosmetyk z pozostałej trójki nawet nie zapadł mi w pamięć pod tym względem.

Ten produkt schodził z mojej skóry najdłużej, bo było to tyle, co czas stosowania + 5-6 dni. Zarówno on, jak i balsam Winter Skin wycierały się też w miejscu, gdzie skóra się o siebie ocierała. Wyglądało to tak (tutaj Invisible Tan):

Ale nie ma to jak dobry peeling, który pomagał uporać się z owym problemem. Zaznaczę, że takie ścieranie nie było widoczne podczas czasu stosowania balsamu, a dopiero wtedy, kiedy przestawałam go używać.

Invisible Tan – efekt po 1 aplikacji (zdjęcie robione w sztucznym świetle):

Invisible Tan – efekt po 2 aplikacjach:

Invisible Tan – efekt po 3 aplikacjach:

Invisible Tan – efekt po 4 aplikacjach:

Invisible Tan – efekt po 5 aplikacjach:

Cena: 145 zł/150 ml (sklep)

Skład:

Organic Aloe Vera Leaf Juice*, Natural DHA (Sugar Cane Derived)**, Natural Glyceryl Stearate (Vegetable Derived)**, Organic Avocado Oil*, Organic Macadamia Oil*, Organic Glycerin (Vegetable Derived)*, Natural Cetyl Alcohol (Vegetable Derived)**, Natural Potassium Cetyl Phosphate (Vegetable Derived)**, Natural Stearic Acid (Vegetable Derived)**, Radish Root Ferment**, Elderberry Fruit**, Organic Rose Geranium Oil*, Organic Chamomile Flower*, Natural Xanthan Gum (Sugar Derived)**, Organic Lecithin (Sugar Derived)*, Natural Vitamin E**, Natural Alcohol (Sugar Cane Derived)**

*Organic **Natural

Konsystencja Invisible Tan:

Podsumowanie

Uważam, że marka Eco by Sonya stanęła na wysokości zadania, jeśli chodzi o produkty samoopalające. Różne odcienie, różne konsystencje – każdy powinien znaleźć u nich coś dla siebie. Mimo paru wad, które wymieniłam, uważam, że to świetne kosmetyki. Bardzo podobają mi się efekty – przede wszystkim brak dyskotekowego pomarańczowego odcienia. Nie czarujmy się, brązowienie skóry to nie taka prosta sprawa i jestem przekonana, że pierwsze zetknięcia z tego typu preparatami wymagają po prostu cierpliwości. Ja sama wzięłam się za nie dopiero w tym roku i oj, potrafiłam wyglądać komicznie przez różnego rodzaju plamy i pominięte miejsca 🙂 Dlatego nawet, jeśli już zdecydujecie się na zakup któregoś z tych produktów i na początku coś będzie nie tak, dajcie im czas.

Nie pozostaje mi nic innego, jak zapytać Was: jak podobają Wam się efekty? Który produkt z tej czwórki chętnie zobaczylibyście w swojej kosmetyczce?

Pozdrawiam Was serdecznie, E.

Wpis nie jest sponsorowany, natomiast bardzo dziękuję oficjalnemu dystrybutorowi kosmetyków Eco by Sonya w Polsce, sklepowi eco bay, za udostępnienie mi trzech produktów do testów. To bardzo, bardzo ułatwiło i przyspieszyło moją pracę. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s