Moje kosmetyczne less waste

Życie less waste, czyli ograniczające produkcję śmieci i konsumpcjonizm, jest mi bliskie od kilku lat. Stopniowo wprowadzałam do swojego życia coraz więcej praktyk, które mają pomóc odetchnąć naszej Ziemi. Słowem kluczem jest tutaj STOPNIOWO – uważam, że nawyki zakorzenia się najlepiej, gdy wprowadza się je powoli i nie biczuje się za potknięcia.

W tym wpisie przedstawię Wam praktyki, które wprowadziłam u siebie. Tak jak wspomniałam, bez biczowania się i zamartwiania, że nie jest się idealnym. To naturalne, normalne i to też powód, dla którego nie mówię tutaj o zero waste, czyli dążeniu do nieprodukowania żadnych śmieci. To nie niemożliwe, ale trudne i w moim przypadku, zbyt ingerujące w psychikę (przecież to nie ja jestem winna temu, że mamy globalne ocieplenie). Wierzę jednak, że mimo, że może jednostka to tylko kropla, to to właśnie z kropel składają się morza i oceany, i swoimi decyzjami możemy zmienić wiele – ja zaszczepiłam nimi co najmniej kilka osób, a to bardzo dużo, bo te osoby mogą zaszczepiać tym dalej!:)

Nad utrwaleniem wielu z tych nawyków nieustannie pracuję, inne przychodzą mi już łatwo. Niektóre z pewnością dobrze znacie, inne, mam nadzieję, będą nowymi pomysłami. Wszystkie będą dotyczyły kosmetyków i dbania o siebie przy ich pomocy. Na co dzień robię trochę więcej, np. są praktyki, które wykorzystuję podczas robienia zakupów spożywczych, ale to zostawmy na inny wpis.

Zużywanie kosmetyków do końca lub dawanie im nowego życia

Nawet po latach intensywnego zainteresowania pielęgnacją nie udaje mi się zawsze trafiać w kosmetyki, które odpowiadają mi w stu procentach. To normalne, tylko pytanie brzmi: co zrobić z tymi, które się nie sprawdzają tak, jak zakładałam? Nie wyobrażam sobie ich wyrzucać.

Wykorzystanie do innych celów:

  • Masła do ciała, które nie zawierają wody, łatwo przetopić w kąpieli wodnej. Polecam dodać do nich wtedy emulgator z Ecospa (dostępny tutaj), przeznaczony do robienia olejków myjących. Co otrzymujemy? Wspaniały krem do depilacji, który dobrze chroni skórę podczas golenia, ale też łatwo się spłukuje.
  • Odżywki do włosów można wykorzystać jako krem do depilacji. Można je też nakładać jak maski (może zaaplikowane na dłuższy czas spiszą się lepiej?) albo zmieszać z ulubionym olejem/miodem/aloesem/glutkiem lnianym itd. i korzystać z takiej mieszanki. Ciekawym pomysłem jest też laminowanie włosów, o którym pisałam tutaj. Jeśli wykonujecie olejowanie włosów, to odżywki mogą dobrze spisać się jako podkład pod olej, ale przede wszystkim, posłużyć do zemulgowania oleju podczas mycia (nakładamy odżywkę na naolejowane włosy, masujemy, spłukujemy). Podobnie z maskami do włosów.
  • Szampony mogą posłużyć jako żel pod prysznic, mydło w płynie (najlepiej mieć opakowanie z pompką, do którego można je przelać i postawić na umywalce), jako płyn do mycia naczyń, płyn do podłóg. Mnie się kiedyś zdarzyło, że nawet zrobiłam pranie przy użyciu szamponu, gdy skończyły mi się inne środki;) Podobnie z żelami pod prysznic.
  • Oleje i mieszanki olejów to dla mnie prosta sprawa, bo można nimi ogarnąć w zasadzie całe ciało. U mnie najczęściej lądują na włosach – aplikuję je równomiernie na całej długości i trzymam od 30 minut do kilku godzin. Jeśli z kolei jakiś olej kupiłyście_liście z myślą o włosach, a tam się nie spisuje, to śmiało użyjcie go do ciała po kąpieli (koniecznie na wilgotną skórę!). Można także dodać do nich emulgator, jeśli go nie posiadają, i wykorzystać jako olejek myjący do twarzy lub ciała (lub ponownie: jako poślizg dla maszynki do golenia). Zachęcam także do zmieszania z cukrem lub fusami po kawie i wykonanie w ten sposób peelingu. Jeden z przepisów zamieściłam u siebie na Instagramie w zapisanych stories. Tak samo sprawy mają się z olejkami do pielęgnacji twarzy – wykorzystajcie je do włosów lub do ciała (jako olejki myjące lub pozostawiając je na ciele po kąpieli). Ja tak zrobiłam z olejkiem do demakijażu Vianek. Kupiłam go do twarzy, ale tak mi się spodobał do olejowania włosów, że potem służył mi już tylko do tego.:)
  • Kremy do twarzy można wcierać w resztę ciała – mają niewielkie pojemności, więc powinny szybko się zużyć.
  • Kremy do stóp i do rąk również polecam zużyć do reszty ciała.
  • Maseczki do twarzy możecie nakładać na całe ciało, szczególnie na plecy, które też często noszą zmiany trądzikowe. Albo na pośladki! Tak samo warto wykorzystać niechciane peelingi do twarzy.
  • Za to peelingi do ciała można zużyć do stóp lub zastanowić się, czy nie są okej np. tylko na jakiejś części ciała (np. rękach), ale ujdą na innej (np. nogach). Jeśli są zbyt suche lub zbyt tłuste, warto dodać do nich oleju lub rozrobić na ręce z żelem pod prysznic czy nawet balsamem/mleczkiem do ciała!
  • Toniki i hydrolaty, jeśli nie służą Wam samodzielnie, warto dodawać do maseczek z glinką lub zwilżać nimi glinkę, aby nie wyschła. Można także spryskiwać nimi włosy, np. przed olejowaniem.
  • Zbyt agresywne produkty myjące, np. żele czy pianki można rozrabiać z takimi bardzo delikatnymi, np. mleczkami. Rozrabiamy je na dłoni, tuż przed aplikacją. W ten sposób mogą zyskać łagodniejsze oblicze i zostać zużyte do samego końca.

Do tej sekcji będę regularnie dopisywać nowe pomysły, kiedy tylko wpadną mi do głowy.:)

Dzielenie się kosmetykami/wymiana

Na Facebooku szukajcie grup, gdzie można sprzedać używane kosmetyki, bądź też wymienić się na inne. Przykłady takich grup to: grupa 1, grupa 2, grupa 3. Warto także zastanowić się, czy ktoś z bliskiego otoczenia nie mógłby przejąć tych niechcianych kosmetyków. Ja podrzucam coś czasem mojemu mężowi lub zużywam dany produkt razem z nim. Mam też ten przywilej, że prowadzę spore konto na Instagramie, więc za koszty przesyłki czasem oddaję kosmetyki, których już nie chcę. Lepiej, żeby ktoś inny z nich skorzystał, niż żebym ja się męczyła.

Moim głównym celem robienia tych wszystkich rzeczy jest to, aby moje pieniądze nie poszły całkowicie na marne (do kosza razem z kosmetykiem), ale też aby wydłużyć życie tego kosmetyku i ograniczyć kupowanie. Bo jeśli, na przykład, używam kremu do twarzy na całe ciało, to przez jakiś czas nie będę musiała inwestować w balsam do ciała. Zakupy się opóźnią, pieniądze wydam później, zużyję łącznie mniej kosmetyków. To właśnie less waste!

Akcesoria less waste

Do wszelakich akcesoriów podchodzę z ostrożnością. Kupowanie to zawsze zużywanie jakichś zasobów, a less waste chce ich zużywać jak najmniej. Dlatego przez zakupem zawsze zastanawiam się, czy dana rzecz jest mi naprawdę potrzebna. Fajnie, że plastikowe słomki można zastąpić metalowymi, ale ja nie używam słomek w ogóle – dlatego zaopatrzanie się w taki gadżet dla samego posiadania nie ma dla mnie sensu.

Są za to takie akcesoria, z których zrezygnować nie mogę. Mowa o płatkach kosmetycznych oraz patyczkach. To najczęściej jednorazówki, a jednorazowość to największy przeciwnik dbania o planetę. Według badań, tworzywa sztuczne w środowisku morskim UE stanowią nawet 85%, a odpady jednorazowe nawet 50%. To ogromne liczby i cieszę się, że dyrektywa Unii Europejskiej pt „Single-use plastics” się za to bierze i zakazuje pewnych typów produktów. Dyrektywę można przeczytać tutaj.

O ile płatki kosmetyczne od dawna są obecne w wersji wielorazowej czy biodegradowalnej, o tyle patyczki w takiej odsłonie to dla mnie nowość. Jestem ogromnie dumna z tego, że partnerem tego wpisu została marka LastObject, która oferuje właśnie takie rozwiązania. Ja korzystam z trzech rodzajów produktów:

1. Wielorazowych patyczków higienicznych LastSwab, dostępnych w wersji Basic oraz Beauty. Ta pierwsza jest z obu stron zakończona wypustkami, a druga przypomina z jednej strony tradycyjne patyczki, a z drugiej jest zwężona. Ja tę zwężoną część lubię najbardziej, bo jest bardzo pomocna, gdy maluję rzęsy tuszem. Przy jej pomocy można w łatwy sposób doczyścić rozmazany tusz (szczególnie na górnej powiece!). Jeśli na co dzień nosicie więcej makijażu, niż ja (czyli coś więcej niż tusz :D), to pewnie docenicie to rozwiązanie jeszcze bardziej. Taki patyczek ma zastąpić aż 1000 tradycyjnych. U mnie oznacza to dobre parę lat stosowania. 🙂

Wersję z wypustkami wykorzystuję do uszu. Wiem, że nie powinno się tam grzebać i staram się tego nie robić, jednak śmiało czyszczę nimi zewnętrzną część ucha.

Dla mnie to bardzo ważne, że zajmują tak mało miejsca i że są zapakowane w etui – dzięki temu wystarczy wrzucić je do torebki i można komfortowo dokonywać poprawek podczas wyjść. Pomaga to też w utrzymaniu higieny.

Patyczki LastSwab zostały stworzone z tworzywa PP oraz TPE i nadają się do recyklingu. Utrzymanie ich w czystości jest bardzo proste, bo wystarczy je umyć i odłożyć do etui. Nie wychodzą z nich też włókna jak w tradycyjnych patyczkach.

LastSwab można kupić TUTAJ.

2. Wielorazowych wacików LastRound. Na początku muszę wspomnieć o tym, że gdy tylko mogę, staram się nie używać wacików. Zrezygnowałam z nich całkowicie podczas aplikacji toników i to była świetna decyzja – po pierwsze, to mniej pocierania skóry, a po drugie – oszczędność produktu oraz samego wacika. Za to nie mogę się bez nich obyć przy demakijażu oka. Dobrze byłoby do tego wykorzystywać ten sam produkt, co do demakijażu/depielęgnacji twarzy (kolejna praktyka less waste!), ale u mnie ten pomysł nie przejdzie i oczy zmywam zawsze płynem micelarnym, a więc korzystam z wacików.

Płatki LastRound są wykonane z włókna drzewnego (70%) i bawełny (30%), a ich etui wykonano z plastiku wyłowionego z oceanów. Miód na moje serduszko:) Produkowanie rzeczy z bawełny wymaga ogromnych ilości wody, a jestem pewna, że do zmycia mocnego czy średnio mocnego makijażu zużywa się co najmniej kilka takich wacików. W skali roku pewnie jest ich nawet kilka tysięcy u jednej osoby. I tutaj warto postawić na jednorazowość.

Płatki LastRound to bardzo nietypowy wyrób – mówię to na podstawie dotychczasowych doświadczeń, bo przerobiłam już trochę wielorazowych płatków. Wydają się dosyć kruche, ale nic bardziej mylnego. Zwilżam je płynem micelarnym, przystępuję do mycia oka, a potem wypłukuję pod bieżącą wodą (a od czasu do czasu korzystam z jakiegoś delikatnego środka myjącego do ich wyprania). Schną bardzo szybko, co przy klasycznych bawełnianych płatkach nie jest wcale takie częste. Nieco twardnieją. Krótsze trwanie w wilgoci to olbrzymia zaleta, bo jak wiadomo, to w wodzie lubią grasować bakterie. Uważam więc płatki LastRound za wysoce higieniczne.

Ich miękkość i właściwości porównałabym do tradycyjnych, jednorazowych płatków higienicznych. Niczym nie odbiegają w swojej jakości, a wręcz ją przewyższają. Z każdej strony mają nieco inną strukturę (z jednej paski, z drugiej kwadraciki) – nie są całkowicie gładkie, a taka struktura już sama w sobie pomaga lepiej zebrać makijaż! To może pierdoła, ale podoba mi się też ich etui, bo mogę sobie na nim wysuszyć płatek, kładąc go na samej górze (nie na pozostałych płatkach!). Zwykle wielorazowe waciki są dostarczane w woreczkach itp. i sprawia mi to trudności w suszeniu, bo muszę znaleźć dla nich czysty kawałek szafki czy coś podobnego.

LastRound można kupić TUTAJ.

3. Wielorazowych chusteczek higienicznych LastTissue z bawełny organicznej z certyfikatem GOTS. Wielorazowe chusteczki to temat dość kontrowersyjny. Niektórych takie rozwiązanie obrzydza, ale mnie absolutnie nie. Nie trzeba w nie wydmuchiwać nosa – ja korzystam z nich np. podczas psychoterapii, gdzie zdarza mi się płakać i kończy się to zazwyczaj górą chusteczek na biurku. LastTissue są dla mnie wielką pomocą. Przy niewielkim katarze też śmiało z takich korzystajcie! Wydzielina z nosa często ma konsystencję wody i myślę, że nie ma w tym niczego obrzydzającego. Chusteczki higieniczne mogą być też pomocne podczas jedzenia, do wycierania do ust czy dłoni. Zastosowań jest wiele, zresztą sami wiecie, bo to popularne akcesorium. Pomyślcie tylko, z jaki wielu chusteczek korzystacie i w jak wielu przypadkach mogłyby one spokojnie być wielorazowe. Pamiętam z dzieciństwa, że moi dziadkowie i tata takie mieli, nawet kojarzę ich wzory.:) Ja sięgam po chusteckzi higieniczne tak często, że z ulgą powitałam wielorazówki.

Opakowanie LastTissue jest wielkości standardowej paczki chusteczek higienicznych, co pokazałam na zdjęciu poniżej.

LastTissue można kupić TUTAJ.

Odpowiednie pojemności kupowanych produktów

Kiedyś kupowałam kosmetyki w jak największych opakowaniach, bo najczęściej to się najbardziej opłacało cenowo. Np. produkt o poj. 30 ml kosztował 50 zł, a o poj. 15 ml – 35 zł. Różnica 15 zł, ale pojemność dwa razy większa. Wydawało mi się, że to dobry „deal”. Z czasem zauważyłam jednak, że wcale nie taki dobry, bo co, jeśli kosmetyk mi się nie sprawdzi? Zużyję tylko 15 ml z tych 30, a potem będę się chciała go pozbyć. A przecież mogłam od razu kupić 15 ml i mieć to z głowy (i taniej!). Tak samo sprawy mają się z datą ważności – w kosmetykach naturalnych to często tylko 3 miesiące i po prostu nie da się tego czegoś zużyć w tak krótkim czasie (albo można dalej stosować ten produkt, a on już nie będzie tak efektywny, np. produkty z retinolem czy kwasem askorbinowym).

Do kosmetyków do pielęgnacji twarzy podchodzę więc dziś z takim nastawieniem, że warto zaczynać od tych mniejszych pojemności, a jeśli produkt naprawdę będzie dobry i zdecyduję się go kupić ponownie, przejść na większe. Nie dotyczy to wszystkich rodzajów kosmetyków, ale te rozważania zostawiam Wam – zastanówcie się, ile razy kosmetyk Wam się znudził, nie sprawdził, stracił ważność i tak dalej. 🙂

Zupełnie inaczej patrzę na podstawowe kosmetyki myjące, np. mydło do rąk czy żel pod prysznic. Tutaj celuję w jak największe pojemności, bo te produkty zużywają się szybko i często korzystam z nich nie tylko ja, ale także mój mąż, czy goście, którzy do nas wpadają. O refillach napiszę w kolejnym punkcie, a tutaj zostawię Wam kilka propozycji większych żeli pod prysznic i mydeł w płynie (większych, tj. o pojemności co najmniej 400 ml): zajrzyjcie do marek Yope, 4 Szpaki, Duetus oraz BeBio.

Refille

Małymi krokami zaczynają wchodzić na rynek kosmetyki w szklanych opakowaniach, które dodatkowo można uzupełniać! Uzupełnienia (refille) mają różne formy:

  • Podobna pojemność do tej w butelce (taka sama lub nieco większa), ale zapakowana przy użyciu znacznie mniejszej ilości plastiku, np. refille Yope.
  • Dużo większa pojemność niż w podstawowej wersji tego kosmetyku, np. baniaki u 4 Szpaków czy BeBio.
  • Wkłady do kosmetyków – najpierw kupuje się pełne opakowanie, np. szklane (w którym oczywiście jest już produkt), a potem tylko wkłady. Takie rozwiązania widuję u coraz większej liczby marek, np. u Lirene czy w nowej serii Clochee.
  • Uzupełnianie butelek stacjonarnie – marki Yope oraz 4 Szpaki w swoich sklepach stacjonarnych oferują dolewki niektórych produktów! Yope stawia też maszyny do uzupełniania w różnych miejscach w Polsce. Jedna taka jest już we Wrocławiu w CH Mangolia i od paru tygodni wybieram się, żeby ją wypróbować, ale wciąż nie mogę tam dotrzeć:P

Kosmetyki w kostce

O ile mydła w kostce czy syndety to już od lat bardzo popularne produkty, o tyle szampony, odżywki czy balsamy do ciała w takiej formie stosunkowo niedawno zaczęły pojawiać się na rynku kosmetycznym. W Polsce wybór jest już całkiem spory. Nie jestem dużą fanką mydeł w kostce jako myjadeł do twarzy, ale czasem używam ich do ciała, a jeszcze częściej do rąk. Za to szampony i odżywki bardzo sobie cenię! Są często pakowane w puszki, do których potem można kupować uzupełnienia, albo w papierowe kartoniki. Znam też jeden balsam do ciała w kostce – oczywiście z rąk polskiej marki Jan Barba, która słynie z lesswaste’owych rozwiązań. Balsam dostępny jest tutaj.

Kosmetyki w papierowych opakowaniach

Wspomniałam już o kosmetykach w kostce pakowanych w papier, ale na rynku jest też trochę „niekostkowych” produktów w papierowych opakowaniach, jak pomadki. Poniżej przedstawiam wszystkie, jakie znam. Swoją drogą, ten dezodorant z Jan Barba jest świetny!

Pomadki Shy Deer: dostępne TUTAJ

Kosmetyki Jan Barba: dostępne TUTAJ

Miniatury kosmetyków – czy warto?

Miniatury to łakomy kąsek dla podróżujących. Na weekendowy czy tygodniowy wypad w końcu najwygodniej zabrać ze sobą tylko niewielkich rozmiarów kosmetyczkę, która nie zajmie dużo miejsca w walizce/plecaku. Podobnie z lotami samolotem – nie zawsze wykupujemy rejestrowany bagaż, gdzie pojemność kosmetyków nie ma znaczenia. Najczęściej trzeba się zmieścić w przepisowych 100 ml w bagażu podręcznym. Wtedy chętnie kupujemy miniatury.

Ja jestem (a właściwie byłam przed pandemią) małym włóczykijem i często musiałam myśleć o lepszych rozwiązaniach niż pełnowymiarowe opakowania. Kupowanie miniatur mi się nie podobało, bo często to drogie w stosunku do standardowej pojemności produkty, a poza tym, to całe mnóstwo plastiku, z którego korzysta się krótko. Jak temu zaradzić?

  • Korzystać z kosmetyków w kostce – taki szampon może wystarczyć na około miesiąc codziennego stosowania! Podobnie jak odżywka do włosów. Zajmuje bardzo niewiele miejsca w kosmetyczce, a śmiało posłuży nawet kilku osobom. Pod prysznic można zabrać ze sobą mydło.
  • Zostawiać sobie „wygodne” opakowania. Jeśli już miałaś_eś jakieś miniatury i da się wyczyścić opakowania po nich, zostaw je sobie właśnie na takie okazje. Kilka dodatkowych użyć im nie zaszkodzi. 🙂 Ja zostawiam sobie np. 30 ml czy 50 ml szklane buteleczki (i plastikowe, jeśli mam okazję) i potem przelewam do nich szampon/żel od prysznic/żel do mycia twarzy czy płyn micelarny. Można kupić takie butelki, np. w zestawach idealnych do walizki, ale wolę nie kupować pustego plastiku, a korzystać z tego, co mam z jakiegoś powodu mam.
  • Zamiast miniatury pasty do zębów, zabieram pastę, której aktualnie używam. Jeśli widzę, że zostało w niej np. mniej niż pół opakowania, a za 2 tygodnie szykuje mi się wyjazd, to odkładam ją sobie i otwieram nową. Gdy przychodzi czas wyjazdu, pakuję tę, w której jest mniej produktu.
  • Zastanów się, czy miejsce, do którego jedziesz, dysponuje już kosmetykami. Może hotel udostępnia szamon i żel pod prysznic? Nie mówię o sytuacji, kiedy masz wrażliwą skórę i nowe kosmetyki mogą na nią źle działać – wtedy lepiej zabrać coś swojego. Ale jeśli, jak mnie, nie przeszkadza Ci przez jakiś czas poużywać hotelowych kosmetyków, to warto zostawić własne w domu. Ale: warto dopytać, jak te kosmetyki wyglądają. Niektóre hotele nie mają dozowników pod prysznicem, tylko odostępniają miniatury (to tona plastiku, wrrr). Ja z nich nie korzystam, chyba że naprawdę nie mam wyboru. Jeśli jednak odwiedzasz koleżankę, to zapytaj, czy użyczy Ci podstawowych środków do higieny. Podejrzewam, że nie odmówi.:)

Kupowanie kosmetyków z krótką datą ważności

Niektóre sklepy wyprzedają kosmetyki z bardzo krótką datą ważności i ja chętnie z tego korzystam! Ceny potrafią być wtedy szalenie atrakcyjne. Jeśli wiem, że będę daną rzecz w stanie zużyć bardzo szybko, to nie ma dla mnie problemu, żeby coś takiego kupić. Przykłady to szampony, odżywki do włosów czy peelingi do ciała. Zajrzyjcie np. do zakładki outlet u Kopalni Zdrowia (tutaj) czy do sklepu marki Phenome (tutaj).

Alternatywy dla kupnych peelingów do ciała

To moje lesswaste’owe postanowienie na 2021 – ograniczyć kupowanie peelingów. A właściwie, nie kupić ani jednego 🙂 Szczotkowanie ciała na sucho znam od wielu lat, ale niestety, nie jestem systematyczna w jego wykonywaniu i zawsze ten peeling jednak wygrywa. Ale gdy nie będę miała żadnego, to nie będę miała wyboru. Liczę, że to mnie zmotywuje. Szczotka o wiele lepiej radzi sobie z redukcją mojego rogowacenia okołomieszkowego na ramionach, jest też bardzo trwała (najstarszą mam już chyba z 7 lat). Na mokro mam za to zamiar korzystać z rękawicy peelingującej Shy Deer. Dam znać na Instagramie, jak mi się spisuje!

Peelingi można też wykonywać z fusów po kawie lub cukru. Przykładowy przepis z znajdziecie w moich zapisanych relacjach na Instagramie. Uwierzcie, nie trzeba wiele, żeby dostać produkt jak od prawdziwej marki kosmetycznej!

PS. Spójrzcie, jaką ozdobą może być taka szczotka (to zdjęcie ze strony producenta, szczotka jest dostępna TUTAJ):

Odmawianie próbkom i gratisom

Wiem, że gratisy do rzecz kusząca, ale czy naprawdę fioletowa kredka do oczu to coś, co Ci się przyda? A perfumy, których zapachu nawet nie znasz? Albo piąty płyn micelarny? Jeśli ktoś oferuje Ci gratis do zakupów, zastanów się, czy go naprawdę zużyjesz albo czy będziesz miał_a komu go oddać. Jeśli odpowiedź brzmi „nie” lub „w sumie to nie wiem”, to może lepiej go nie brać? Ja wielokrotnie odmawiałam gratisom np. w sklepie Yves Rocher. Podobnie robię z próbkami i wszelkimi dodatkami do zamówień. Stacjonarnie po prostu mówię „dziękuję, nie potrzebuję tego”, a podczas zakupów internetowych piszę w komentarzu do zamówienia (zawsze jest takie miejsce w formularzu!), że proszę, aby nie dodawać żadnych próbek, ulotek i innych kartek. Chyba, że zależy mi na jakiejś próbce – wtedy wyraźnie o nią proszę.

Podoba mi się, że w niektórych sklepach (np. u Naturativ, w Sephorze czy Douglasie) mamy po prostu panel do wyboru próbek. Albo że próbki są płatne (jak u Ministerstwa Dobrego Mydła). Gdy trzeba zapłacić za nie tę parę złotych, to już nie jesteśmy tacy chętni, aby je mieć. 🙂 To bardzo mądra metoda, bo wyprodukowanie próbek przecież też kosztuje, no i robi dużo odpadów.

Odmawiajcie, nikt Wam za to głowy nie urwie! Oczywiście, próbki to dobry pomysł przed poznaniem produktu (i spora oszczędność zasobów, gdy produkt jednak nam się nie spodoba), ale dobierajmy je z głową i według rzeczywistych kosmetycznych zainteresowań.

Segregacja opakowań i wybieranie odpowiedniego rodzaju plastiku

No dobrze, produkt zużyty, ale co zrobić z opakowaniem? Warto zainteresować się tym, jakie są rodzaje tworzyw i do którego kubła na śmieci należy je wyrzucić. Chciałabym, żeby marki pisały to swoim klientom tak jak np. marka Jan Barba tutaj – wszystko jest opisane i od razu wiadomo, co zrobić z takim opakowaniem. Pamiętajcie, aby przed wyrzuceniem oddzielić np. pipetę (szklaną) od części pompującej (plastikowej). Niektóre opakowania mają oznaczenie 7 – te nie nadają się do recyklingu. 😦 Już na etapie zakupu warto sprawdzić, czy na spodzie opakowanie nie jest oznaczone właśnie siódemką. Więcej o rodzajach plastiku przeczytacie tutaj.

Coraz więcej marek dąży także do tego, aby ich opakowania zostały zrobione z już raz użytego plastiku, np. wyłowionego z oceanów. Bardzo to szanuję i chętnie kupuję takie produkty. Nie ma chyba specjalnych oznaczeń takiego plastiku, ale marki bardzo chętnie się tym w obecnych czasach chwalą, więc najczęściej opisy produktów w sklepach zawierają taką informację.

Dobrze też pytać producentów, czy opakowanie nadaje się do recyklingu i uważać na mieszanki, np. tworzywa zrobione po części z plastiku, a po części z czegoś innego. Takie opakowania nie nadają się do recyklingu, bo są materiałem mieszanym.

Oddawanie opakowań do ponownego użycia i dawanie im drugiego życia

Kontynuując temat opakowań – te szklane da się oczywiście wykorzystać ponownie. To jednak dość skomplikowany temat, bo aby szkło mogło być użyte ponownie jako opakowanie kosmetyku, musi być odpowiednio wyczyszczone, a to wymaga wody, paliwa i tak dalej. Nie znam dokładnych wyliczeń, wiem tylko, że niektóre marki całkowicie z tego zrezygnowały (Fridge, Szmaragdowe Żuki). Często same musiały te opakowania wyrzucać, bo były na przykład zbyt porysowane.

Ja zostawiam sobie kilka szklanych opakowań do przelewania kosmetyków w razie potrzeby. Niektóre zbieram (np. po kosmetykach Lost with Botanicals czy Jan Barba), bo wiem, że są wykorzystywane ponownie. Jednak większość z nich wrzucam do pojemnika na szkło. Przygotowałam kiedyś listę marek, które zbierają opakowania (w różnych celach, nie tylko do ponownego użycia w tych samych kosmetykach), ale myślę, że dziś po prostu warto zapytać marki, których produktów używacie. Wiem, że istniał spory boom na coś takiego, ale jednak wiele z nich od tego zwyczajnie odeszło.

Ale, ale! Słoiczki mogą Wam posłużyć np. do przechowywania przypraw w kuchni, płatków kosmetycznych i tym podobnych (choć tu ponownie zachęcam do korzystania z wielorazowych). Przed wyrzuceniem warto pomyśleć o alternatywnym zastosowaniu. Ja chcę je właśnie wdrożyć w kuchni, bo nie mam wygodnych pojemników na przyprawy, a bardzo bym chciała.

Kubeczek menstruacyjny

Wiem, że wiele z Was się go obawia, ale kubeczek menstruacyjny to jest definicja tego, jak być less waste. Uważam, że posiada cały szereg zalet – czasem w ogóle nie czuję, że mam okres! Temat kubeczków bardzo szczegółowo opisałam w tym wpisie. Zachęcam Was do przeczytania, bo nieskromnie stwierdzam, że lepszej instrukcji i odpowiedzi na tylu pytań dot. kubeczka jeszcze w sieci nie ma.:)

Maski w płachcie – czy naprawdę są takie niezbędne w pielęgnacji?

W imię less waste staram się kupować jak najmniej zbędnych produktów. Dla mnie to maski w płachcie, peelingi do ust i peelingi do dłoni/stóp. W kwestii tych peelingów: można skorzystać ze szczoteczki do zębów lub wymieszać cukier z np. miodem (do ust), a do dłoni i stóp użyć tego samego co do twarzy lub ciała. Te produkty mają horrendalne ceny w porównaniu do zawartości i są pakowane w malutkie opakowania. Gdy są stosowane regularnie, zbiera się z tego sporo śmieci.

Maski w płachcie to z kolei jedna z ulubionych części pielęgnacji wielu, wielu osób. Media społecznościowe rozpromowały je i rozdmuchały ich właściwości do granic możliwości. Ja sama natknęłam się na kilka ciekawych propozycji, ale świadomość tego, ile wody potrzeba do produkowania bawełny, a których część z nich jest wykonana i ile śmieci produkuję dla jednego tylko nałożenia tej płachty na twarz, skutecznie odstrasza mnie od kontynuowania. Poza tym, one najczęściej są nawilżające, a dobre nawilżenie (i długotrwałe, a nie chwilowe) można uzyskać innymi kosmetykami, niekoniecznie maseczkami.

Wielorazowe maszynki do golenia

Przed zakupem metalowej maszynki do golenia na żyletki miałam w głowie dość krwawy obraz efektów jej stosowania. Myślałam, że od razu poszatkuję sobie skórę na nogach (bo tam chciałam zacząć ich używać), ale odważyłam się ją w końcu kupić. I owszem, muszę być z nią ostrożna, ale zapewniam Was, że jest o wiele przyjemniej niż sądziłam! Mogę wykonywać nią nawet dość szybkie ruchy (choć nie tak szybkie jak przy plastikowych maszynkach) i korzysta mi się z niej naprawdę komfortowo. Wciąż mam w zanadrzu plastikowe maszynki, ale tylko dlatego, że po prostu kiedyś kupiłam ich tonę i chcę to zużyć.

Nadmienię, że owłosienia z pach i okolic bikini pozbyłam się w dużej mierze dzięki epilacji laserowej. Pod pachami wyszła super i tam się golę bardzo rzadko (wciąż mam parę upierdliwych włosków, ale wybiorę się na sesję przypominającą, aby i je zlikwidować).

Swoją maszynkę kupiłam w Rossmannie, podobną znajdziecie tutaj.

Wielorazowe ręczniki do osuszania twarzy

Mam nadzieję, że to już wiecie, ale na wszelki przypadek przypomnę – nie osuszamy twarzy tym samym ręcznikiem co rąk czy innych części ciała! Najlepiej mieć osobny ręcznik tylko twarzy. Bardzo wygodnym narzędziem są oczywiście ręczniki kuchenne, ale to kolejne odpady. Warto rozejrzeć się za czymś wielorazowym. Być może macie już w domu niewielkie ręczniki, które można by przeznaczyć tylko do tego celu. Ja takich nie miałam, dlatego kupiłam sobie parę lat temu ręczniczki z mikrofibry. Nie jest to najbardziej ekologiczny materiał i dzisiaj, gdy chcę je powoli wymieniać (bo zużyły się w tym czasie), myślę o lnianych odpowiednikach. Już takie mam, ale jeszcze nie mogę Wam zdradzić skąd, bo nie są jeszcze w sprzedaży, a w testach – u mnie 🙂 Małe ręczniki są też czasem dołączane do olejków myjących, np. tego z Resibo (dostępny tutaj) czy Veoli Botanica (dostępny tutaj). Najbardziej less waste jest jednak zawsze to, co już masz – zastanów się, czy gdzieś tam w szafce nie leżą ręczniki lub koszulki, które mogłabyś/mógłbyś wykorzystać.

Tak, jak w przypadku wszystkich wymienionych tutaj praktyk, nie namawiam Was do tej zmiany (może być z jakiegoś powodu niekorzystna dla Waszej skóry), ale gorąco zachęcam.

Kosmetyki kolorowe – używasz czy zużywasz?

Tak zwana kolorówka to twardy orzech do zgryzienia. Te kosmetyki zużywają się stosunkowo powoli, dlatego zachęcam Was do tego, aby myśleć o ich liczbie – czy na pewno trzeba mieć 10 kolorów różu do policzków?:) Nowości kuszą, ale moim sposobem na opanowanie się przed zakupami jest robienie sobie chciej-listy – w głowie lub na kartce. Gdy zapiszę to wszystko albo dodam sobie do koszyka, to ta cała ekscytacja trochę ze mnie schodzi. Często okazuje się po czasie, że był to tylko chwilowy zastrzyk emocji, a po paru tygodniach są inne nowości i mój entuzjam wobec poprzednich słabnie.

Promocje wracają!

Długo nie zdawałam sobie z tego sprawy. -50%? Proszę bardzo, kupię 3 balsamy na zapas. Wpędziłam się swego czasu w olbrzymie zapasy, a mój przywilej dostawania czasem kosmetyków do recenzji nie pomagał mi wcale w utrzymaniu rozsądnego „stanu magazynu”.;) Z czasem zaczęłam sobie robić miesiące bez kupowania, takie z naprawdę mocnym postanowieniem. Wystarczyło, że nie skorzystałam z ofert kilka razy i już byłam w stanie spojrzeć na nie chłodniej i z dystansem. I okazało się, że wracają jak bumerang! Teraz bardzo rzadko ekscytują mnie jakiekolwiek rabaty. Kupuję, gdy potrzebuję albo gdy niedługo będę potrzebować. Wciąż nie mogę sobie wyobrazić, że zostanę np. z porcją kremu na 5 dni i muszę coś kupić na szybko. O nie, nie. Na szybko może oznaczać zakupowe wpadki.

Oczywiście, są sytuacje, w których warto się rzucić na promocje. Jeśli macie do kupienia świąteczne prezenty czy nagle przeceniany jest produkt, który niemal nigdy nie jest przeceniany, dobrze na nim zaoszczędzić. Ja, na przykład, zrobiłam ostatnio spore zamówienie u mojej ulubionej marki, A.Florence. Wiedziałam, że Brexit może spowodować problemy z dostawami i kupiłam tyle produktów, żeby mieć zapas na około pół roku.

Ograniczanie liczby kąpieli i zakręcanie wody

Dopiero, kiedy zaczęłam ograniczać zużycie wody, zauważyłam, ile zużywają jej inni. Najbardziej nie lubię patrzeć, gdy ktoś inny zmywa, bo często wygląda to tak, że odkręca kran i woda leci z niego przez cały czas. Dla mnie to zgroza. Ja zakręcam kran możliwie często. Gdy szczotkuję zęby, to przecież nie potrzebuję cały czas mieć wody. Podobnie pod prysznicem – gdy nakładam żel myjący czy szampon na włosy, to woda mi niepotrzebna. Chyba, że to jeden z tych pryszniców, gdzie gra się w filmie albo teledysku i trzeba mieć odpowiedni klimat:D:D Mnie się to zdarza i nie ma w tym nic złego.

Staram się też nie brać kąpieli, choć moje podejście do tego się trochę zmieniło. Kiedyś odczuwałam wyrzuty sumienia, że zmarnowałam tyle wody, ale dzisiaj, gdy jestem naprawdę zmęczona i obolała, to taka kąpiel może mi bardzo pomóc. Myślę, że wanna pełna wody od czasu do czasu nie zaważy na losach świata, a biczowanie się za takie rzeczy nie powinno mieć miejsca. Już to powiedziałam, ale powtórzę: to nie ja jestem winna za zmiany klimatu. Dbajcie o swoją głowę na pierwszym miejscu.

Zakupy stacjonarne

Gdy możesz, rób zakupy stacjonarnie – czy to w tradycyjnych sklepach, czy na targach kosmetycznych (jak ja tęsknię za Ekocudami!). Każda wysyłka to kartonik + wypełnienie + przewóz + etykieta, więc trochę zasobów na to idzie. To tylko luźna propozycja – ja sama też najczęściej robię zakupy online. Za to tam staram się wybierać sklepy, które mają jak najwięcej produktów, których mi trzeba. Niezmiennie polecam Wam sklep Kopalnia Zdrowia, który ma wszystkie kosmetyki naturalne, jakich dusza zapragnie (i nie tylko kosmetyki!). A gdy idziesz na zakupy stacjonarne, pamiętaj o własnej torbie 🙂 Ja nie zgadzam się na żadne pakowanie, nawet w papierowe torebki – zawsze mam swoje torby bawełniane lub plecak.

Kosmetyczki

O tym mało się mówi, ale czy nie mamy za dużo kosmetyczek? Czasem marki dodają je do zakupów, czasem coś ładnego wpada nam w oko w Rossmanie. Przejrzyj swoje „stany” i sprawdź, ile ich masz i czy wszystkie są Ci potrzebne.

Ten post będzie aktualizowany, bo wiem na pewno, że o niejednej rzeczy zapomniałam (mimo, że myślalam o tym wpisie przez długie dnie) i że nowe pomysły jeszcze rozbłysną w mojej głowie. Być może wiele z tych praktyk znacie już bardzo dobrze, ale… to dobrze 🙂 Mam też nadzieję, że czymś Was jednak zaciekawiłam.

Bardzo dziękuję za poświęcony czas. A marce LastObject za partnerowanie w tym wpisie.

Pozdrawiam Was ciepło, E.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s