Resibo, Kojący balsam do ust

Za ideał w kwestii regeneracji ust uważałam do tej pory słynny już balsam Nuxe. Każdy kolejny produkt, jakiego używałam, porównywałam działaniem właśnie z nim. I wiecie co? Doczekałam się wreszcie nie tylko czegoś na podobnym poziomie, ale działającego nawet lepiej, a do tego posiadającego szereg innych zalet! Przedstawiam Wam kojący balsam do ust Resibo.

IMG_6891.JPG
Czytaj dalej „Resibo, Kojący balsam do ust”

Polska marka: Resibo #1

Nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy usłyszałam o tej młodej marce, ale nie zastanawiałam się długo – kosmetyki Resibo zawitały w moim domu. Naszym celem jest wysoka skuteczność kosmetyków przy zachowaniu naturalnych walorów oraz zrównoważonej produkcji, która pozostaje w zgodzie z otaczającą przyrodą. Resibo to kosmetyki organiczne – naturalne zdrowe kosmetyki. –przeczytałam na stronie internetowej marki. Opis brzmi pięknie i piękne jest wszystko, co otacza Resibo – rozpoczynając od opakowania kosmetyków.

IMG_4406

Czytaj dalej „Polska marka: Resibo #1”

Wieczorna pielęgnacja twarzy

Wieczorną pielęgnację zawsze rozpoczynam od demakijażu. Pamiętajcie, to bardzo istotny krok. Nie mogę wyobrazić sobie pójścia spać bez niego. Bez kremu, toniku – owszem. Ale nie bez oczyszczenia. Skóra, z której nie zmyto produktów do makijażu, rano jest sucha i po prostu nieświeża. Zatem micele i żele w dłoń! 🙂

Demakijaż ma u mnie dwie fazy: zmycie wierzchniej warstwy, a potem dogłębne oczyszczenie. Pierwsza faza oczyszczania obejmuje w mojej pielęgnacji głównie oczy (tusz do rzęs, ewentualnie kreska). Nasączam płatek płynem micelarnym, lekko przyciskam do rzęs i po kilkunastu sekundach delikatnie ściągam produkt. Na co dzień nie używam podkładów ani kremów BB/CC i innych kosmetyków kolorowych (różu itd.), więc płyn micelarny stosuję na twarzy rzadko – głównie wtedy, kiedy nakładam sporo kremu z filtrem.

Tak jak wspomniałam, używam zawsze płynu micelarnego. Nie lubię oczyszczać mleczkiem, być może po niezbyt miłych wspomnieniach mleczek, które stosowałam kilka lat temu. Miceli miałam już wiele – ze słynnym Bioderma Sensibio na czele, dlatego wiem, jakie wymagania stawiać produktom tego typu. Idealny płyn micelarny powinien być łagodny dla oczu i pozwalać ściągnąć większość produktu za jednym pociągnięciem. Jeśli po przyłożeniu płatka nasączonego płynem po kilkunastu sekundach makijaż się nie rozpuści i wymaga TARCIA, nie mamy do czynienia z dobrym płynem micelarnym (takie są moje wymagania, nie musicie się z tym zgadzać). Jakie produkty mogę Wam polecić? Bioderma rządzi 🙂 Jeśli więc nie spróbowałyście jeszcze tej kosmetycznej gwiazdy, macie +1 do głosów za tym, żeby to w końcu zrobić. Jeżeli od dermokosmetyków wolicie jednak kosmetyki bliższe naturze – przedstawiam mojego największego ulubieńca: lipowy płyn Sylveco (klik). Jestem szczerze zachwycona jego działaniem. Z pewnością poświęcę mu osobną notkę, pozostańcie więc czujne. 😉

IMG_5101

Po zmyciu makijażu i produktów z powierzchni twarzy, czas na głębsze oczyszczenie. Od kilku miesięcy moją pomocniczką jest szczoteczka Foreo Luna (klik). Przez dłuższy czas wieczory rezerwowałam dla nieco mocniejszych preparatów, ale obecnie stosuję delikatniejsze kosmetyki, w tym przypadku żel do mycia twarzy Biolaven (klik).

IMG_5095

Po oczyszczeniu powtarzam kroki z porannej pielęgnacji: wklepanie toniku oraz aplikację kremu pod oczy. Obecnie trwa moja kuracja kwasami, dlatego najczęściej sięgam po tonik z kwasem PHA 6% z Biochemii Urody. Często poza tonikiem pojawia się u mnie woda termalna. Takich wód stosowałam kilka, jednak najbardziej polubiłam wodę Uriage. Trudno mi zliczyć, ile opakowań już zużyłam – kupuję ją na okrągło, nigdy nie dopuszczając do sytuacji, w której mogłoby jej zabraknąć.

IMG_5088

IMG_5098

IMG_5094

Ostatnia czynność to aplikacja kremu lub serum. Ten krok różni się u mnie w zależności od pory roku i przede wszystkim: potrzeb skóry. Wieczorną lub nocną porą pozwalam sobie zawsze na kosmetyki o mocniejszym działaniu. Obecnie stosuję kwasy – w postaci peelingu Bandi (klik) i wspomnianego toniku. Celem mojej kuracji jest wygładzenie skóry i zredukowanie drobnych przebarwień. Produkt Bandi powinno się stosować co najmniej 3 razy w tygodniu. Czasem stosuję go intensywniej, ale kiedy chcę sięgnąć po coś innego – wybieram olej z nasion malin. Mój pochodzi z Ministerstwa Dobrego Mydła (klik). Rano budzę się z niesamowicie miękką i odżywioną skórą, uwielbiam go używać. 🙂 Często dodaję do niego kilka kropli soku z aloesu dla mocnego nawilżenia – to duet idealny.

IMG_5099 IMG_5102

Tuż przed snem aplikuję ostatni produkt – balsam do ust Nuxe. U mnie daje efekt „WOW”. Posiada zaskakującą jak na produkty do ust konsystencję (jest niesamowicie gęsty). Ma silne właściwości regenerujące. Stosuję go od roku i w tym czasie prawie zapomniałam o problemach z ustami – jeśli jakieś się pojawiają (spowodowane przez zimno i wiatr), produkt Nuxe nałożony na noc załatwia sprawę od razu. 🙂

IMG_5104

Jeśli w postach o porannej i wieczornej pielęgnacji twarzy zabrakło Wam maseczek i peelingów, nie martwcie się – o pielęgnacji „specjalnej” przygotuję osobny post, bo myślę, że to nie taki krótki temat. 😉 Zapraszam Was do podzielenia się swoimi sposobami na skuteczną pielęgnację!

Poranna pielęgnacja twarzy

Czasy, kiedy rano nie tykałam twarzy nawet kropelką toniku, odeszły w niepamięć. Dzisiaj nie wyobrażam sobie dnia bez porannej pielęgnacji. Poranki to dla mnie czas na „zmycie nocy” i przygotowanie skóry na cały dzień. Zanim jednak przejdę do opisu poszczególnych czynności, zapoznam Was ze swoją cerą –  jest mieszana, w kierunku tłustej. Czasem pojawiają się na niej różne niespodzianki, ale na szczęście z reguły szybko znikają. Walczę z kilkoma przebarwieniami i niestety wieloma zaskórnikami. Po wielu miesiącach obserwacji tego, jak się zachowuje i testowania przeróżnych produktów, w końcu trafiłam na swój schemat, który pozwala mi utrzymać ją w znakomitej kondycji (jestem naprawdę strasznie zadowolona :))

Rano stawiam na delikatne oczyszczenie. Masuję twarz przez kilka minut – to ważne, żeby nie tylko nałożyć produkt, chwilę potrzeć i zmyć, ale przyłożyć się do oczyszczania. Od kiedy stosuję się do tej zasady, moja skóra jest odczuwalnie gładsza i lepiej przyjmuje wszystko, co na nią aplikuję. Wykorzystałam już kilka opakowań emulsji do mycia Alterra (klik) – sądzę, że polubią ją przede wszystkim buzie wrażliwe i skłonne do podrażnień oraz mocno przesuszone. Moim olbrzymim ulubieńcem był także żel tymiankowy Sylveco (o którym pisałam TUTAJ). Nowością w mojej kosmetyczce jest za to olejek pomarańczowy z Biochemii Urody (klik). Podoba mi się jego delikatność. Oleje stosuję w pielęgnacji już od dawna, ale nigdy nie stawiałam przed nimi za zadanie oczyszczania twarzy, a całkiem nieźle im to podobno wychodzi. 🙂 Emulgatorem, czyli substancją łączącą olej z wodą jest tu jednak składnik z grupy PEG, co stawia skład kosmetyku pod znakiem zapytania. Podczas tworzenia kolejnego olejku (w którym emulgator jest dostarczany osobno) z całą pewnością poszukam dla niego alternatywy.IMG_5086

Kolejny krok to użycie toniku. Nie wiem, jak mogłam żyć bez niego tak długo 🙂 Od kiedy wprowadziłam go do swojej pielęgnacji, czuję „kompletność”. Zawsze brakowało mi czegoś pomiędzy żelem i kremem. Zadaniem toniku jest wyrównanie pH skóry, które zmienia się po oczyszczeniu, odświeżenie i ukojenie. Do moich ulubieńców należą toniki: Sylveco (poświęciłam mu osobny post – klik), Pat&Rub  (klik) oraz Resibo (klik). Obecnie trwa moja kuracja kwasami, dlatego najczęściej sięgam po tonik z kwasem PHA 6% – kolejny produkt z Biochemii Urody (klik). Wylewam odrobinę na dłoń, a następnie nakładam na twarz, lekko wklepując w skórę.

IMG_5088 IMG_5089

Po toniku czas na krem pod oczy. Nie walczę z wielkimi sińcami ani opuchlizną, ale długie godziny spędzane przed komputerem, stres i sen, z którym różnie bywa, a także częste łzawienie zapewniły mi duże podrażnienie i wysuszenie okolic oczu. Przy takiej dolegliwości lekkie preparaty (żel Floslek i krem Sylveco) nie zdawały u mnie egzaminu, sięgnęłam więc po wielki hit ostatnich miesięcy – krem Resibo (klik). Jest WSPANIAŁY. Mocno nawilża i mocno regeneruje. Napina skórę, wygładza, przynosi ulgę.

Po okresie porządnej regeneracji w mojej kosmetyczce zagościł jeszcze jeden produkt – serum Be Organic (klik), które w przeciwieństwie do kremu Resibo ma niezwykle lekką i płynną konsystencję, ale działanie na piątkę. 🙂 Pozwala mi utrzymać skórę wokół oczu w bardzo dobrej kondycji. Wchłania się błyskawicznie i daje odżywienie, jakiego potrzebuję.

IMG_5094

Ostatni krok to delikatne odżywienie i nawilżenie oraz zapewnienie skórze odpowiedniej ochrony. W kwestii ochrony: zimową porą skupiam się głównie na zapobieganiu podrażnieniom. Chcę natłuszczać skórę, chronić ją przed zimnem. Przez resztę roku pierwsze skrzypce grają filtry przeciwsłoneczne.  Najpierw aplikuję jednak krem o lekkiej konsystencji (szczególnie polecam lekkie kremy Sylveco – o rokitnikowym przeczytacie TUTAJ). Z kolei jesień to pora, kiedy faktor zmieniam na niższy – tego roku znalazłam taki w ultranawilżającym kremie Resibo (klik). Pięknie wygładza, nawilża, ładnie pachnie. Przeuwielbiam!

IMG_5092

Staram się nigdy nie opuszczać domu bez pomadki, szczególnie, że wiatr i zimno coraz bardziej dają o sobie znać. Ponownie w mojej kosmetyczce pojawiła się pomadka z peelingiem Sylveco (klik). Tym razem dołączyły do niej dwie „siostry” – rokitnikowa pomadka z cynamonem (klik) oraz brzozowa pomadka z betuliną (klik). Chyba jeszcze nie zawiodłam się na marce Sylveco. 😉

IMG_5106 IMG_5107

Wkrótce post o pielęgnacji wieczornej. Póki co, zapraszam Was do podzielenia się swoimi sposobami na piękną cerę o poranku 🙂