Sylveco, Łagodzący krem pod oczy

Do niedawna mogłam śmiało powiedzieć, że wszystko, co zostało wyprodukowane przez markę Sylveco, „uszyto na miarę” dla mojej skóry. Żel tymiankowy, tonik hibiskusowy, lipowy płyn micelarny, pomadka z peelingiem, lekki krem rokitnikowy – uwierzcie, mogę wymieniać dalej, bo sprawdziłam większość oferty tej firmy. Dlatego z dużym entuzjazmem podeszłam również do łagodzącego kremu pod oczy. Okazało się, że produkt ma dwa oblicza – lubiłam go i nie lubiłam. Za co? Czytajcie dalej. 🙂

IMG_5351.JPG

Czytaj dalej „Sylveco, Łagodzący krem pod oczy”

Wieczorna pielęgnacja twarzy

Wieczorną pielęgnację zawsze rozpoczynam od demakijażu. Pamiętajcie, to bardzo istotny krok. Nie mogę wyobrazić sobie pójścia spać bez niego. Bez kremu, toniku – owszem. Ale nie bez oczyszczenia. Skóra, z której nie zmyto produktów do makijażu, rano jest sucha i po prostu nieświeża. Zatem micele i żele w dłoń! 🙂

Demakijaż ma u mnie dwie fazy: zmycie wierzchniej warstwy, a potem dogłębne oczyszczenie. Pierwsza faza oczyszczania obejmuje w mojej pielęgnacji głównie oczy (tusz do rzęs, ewentualnie kreska). Nasączam płatek płynem micelarnym, lekko przyciskam do rzęs i po kilkunastu sekundach delikatnie ściągam produkt. Na co dzień nie używam podkładów ani kremów BB/CC i innych kosmetyków kolorowych (różu itd.), więc płyn micelarny stosuję na twarzy rzadko – głównie wtedy, kiedy nakładam sporo kremu z filtrem.

Tak jak wspomniałam, używam zawsze płynu micelarnego. Nie lubię oczyszczać mleczkiem, być może po niezbyt miłych wspomnieniach mleczek, które stosowałam kilka lat temu. Miceli miałam już wiele – ze słynnym Bioderma Sensibio na czele, dlatego wiem, jakie wymagania stawiać produktom tego typu. Idealny płyn micelarny powinien być łagodny dla oczu i pozwalać ściągnąć większość produktu za jednym pociągnięciem. Jeśli po przyłożeniu płatka nasączonego płynem po kilkunastu sekundach makijaż się nie rozpuści i wymaga TARCIA, nie mamy do czynienia z dobrym płynem micelarnym (takie są moje wymagania, nie musicie się z tym zgadzać). Jakie produkty mogę Wam polecić? Bioderma rządzi 🙂 Jeśli więc nie spróbowałyście jeszcze tej kosmetycznej gwiazdy, macie +1 do głosów za tym, żeby to w końcu zrobić. Jeżeli od dermokosmetyków wolicie jednak kosmetyki bliższe naturze – przedstawiam mojego największego ulubieńca: lipowy płyn Sylveco (klik). Jestem szczerze zachwycona jego działaniem. Z pewnością poświęcę mu osobną notkę, pozostańcie więc czujne. 😉

IMG_5101

Po zmyciu makijażu i produktów z powierzchni twarzy, czas na głębsze oczyszczenie. Od kilku miesięcy moją pomocniczką jest szczoteczka Foreo Luna (klik). Przez dłuższy czas wieczory rezerwowałam dla nieco mocniejszych preparatów, ale obecnie stosuję delikatniejsze kosmetyki, w tym przypadku żel do mycia twarzy Biolaven (klik).

IMG_5095

Po oczyszczeniu powtarzam kroki z porannej pielęgnacji: wklepanie toniku oraz aplikację kremu pod oczy. Obecnie trwa moja kuracja kwasami, dlatego najczęściej sięgam po tonik z kwasem PHA 6% z Biochemii Urody. Często poza tonikiem pojawia się u mnie woda termalna. Takich wód stosowałam kilka, jednak najbardziej polubiłam wodę Uriage. Trudno mi zliczyć, ile opakowań już zużyłam – kupuję ją na okrągło, nigdy nie dopuszczając do sytuacji, w której mogłoby jej zabraknąć.

IMG_5088

IMG_5098

IMG_5094

Ostatnia czynność to aplikacja kremu lub serum. Ten krok różni się u mnie w zależności od pory roku i przede wszystkim: potrzeb skóry. Wieczorną lub nocną porą pozwalam sobie zawsze na kosmetyki o mocniejszym działaniu. Obecnie stosuję kwasy – w postaci peelingu Bandi (klik) i wspomnianego toniku. Celem mojej kuracji jest wygładzenie skóry i zredukowanie drobnych przebarwień. Produkt Bandi powinno się stosować co najmniej 3 razy w tygodniu. Czasem stosuję go intensywniej, ale kiedy chcę sięgnąć po coś innego – wybieram olej z nasion malin. Mój pochodzi z Ministerstwa Dobrego Mydła (klik). Rano budzę się z niesamowicie miękką i odżywioną skórą, uwielbiam go używać. 🙂 Często dodaję do niego kilka kropli soku z aloesu dla mocnego nawilżenia – to duet idealny.

IMG_5099 IMG_5102

Tuż przed snem aplikuję ostatni produkt – balsam do ust Nuxe. U mnie daje efekt „WOW”. Posiada zaskakującą jak na produkty do ust konsystencję (jest niesamowicie gęsty). Ma silne właściwości regenerujące. Stosuję go od roku i w tym czasie prawie zapomniałam o problemach z ustami – jeśli jakieś się pojawiają (spowodowane przez zimno i wiatr), produkt Nuxe nałożony na noc załatwia sprawę od razu. 🙂

IMG_5104

Jeśli w postach o porannej i wieczornej pielęgnacji twarzy zabrakło Wam maseczek i peelingów, nie martwcie się – o pielęgnacji „specjalnej” przygotuję osobny post, bo myślę, że to nie taki krótki temat. 😉 Zapraszam Was do podzielenia się swoimi sposobami na skuteczną pielęgnację!

Poranna pielęgnacja twarzy

Czasy, kiedy rano nie tykałam twarzy nawet kropelką toniku, odeszły w niepamięć. Dzisiaj nie wyobrażam sobie dnia bez porannej pielęgnacji. Poranki to dla mnie czas na „zmycie nocy” i przygotowanie skóry na cały dzień. Zanim jednak przejdę do opisu poszczególnych czynności, zapoznam Was ze swoją cerą –  jest mieszana, w kierunku tłustej. Czasem pojawiają się na niej różne niespodzianki, ale na szczęście z reguły szybko znikają. Walczę z kilkoma przebarwieniami i niestety wieloma zaskórnikami. Po wielu miesiącach obserwacji tego, jak się zachowuje i testowania przeróżnych produktów, w końcu trafiłam na swój schemat, który pozwala mi utrzymać ją w znakomitej kondycji (jestem naprawdę strasznie zadowolona :))

Rano stawiam na delikatne oczyszczenie. Masuję twarz przez kilka minut – to ważne, żeby nie tylko nałożyć produkt, chwilę potrzeć i zmyć, ale przyłożyć się do oczyszczania. Od kiedy stosuję się do tej zasady, moja skóra jest odczuwalnie gładsza i lepiej przyjmuje wszystko, co na nią aplikuję. Wykorzystałam już kilka opakowań emulsji do mycia Alterra (klik) – sądzę, że polubią ją przede wszystkim buzie wrażliwe i skłonne do podrażnień oraz mocno przesuszone. Moim olbrzymim ulubieńcem był także żel tymiankowy Sylveco (o którym pisałam TUTAJ). Nowością w mojej kosmetyczce jest za to olejek pomarańczowy z Biochemii Urody (klik). Podoba mi się jego delikatność. Oleje stosuję w pielęgnacji już od dawna, ale nigdy nie stawiałam przed nimi za zadanie oczyszczania twarzy, a całkiem nieźle im to podobno wychodzi. 🙂 Emulgatorem, czyli substancją łączącą olej z wodą jest tu jednak składnik z grupy PEG, co stawia skład kosmetyku pod znakiem zapytania. Podczas tworzenia kolejnego olejku (w którym emulgator jest dostarczany osobno) z całą pewnością poszukam dla niego alternatywy.IMG_5086

Kolejny krok to użycie toniku. Nie wiem, jak mogłam żyć bez niego tak długo 🙂 Od kiedy wprowadziłam go do swojej pielęgnacji, czuję „kompletność”. Zawsze brakowało mi czegoś pomiędzy żelem i kremem. Zadaniem toniku jest wyrównanie pH skóry, które zmienia się po oczyszczeniu, odświeżenie i ukojenie. Do moich ulubieńców należą toniki: Sylveco (poświęciłam mu osobny post – klik), Pat&Rub  (klik) oraz Resibo (klik). Obecnie trwa moja kuracja kwasami, dlatego najczęściej sięgam po tonik z kwasem PHA 6% – kolejny produkt z Biochemii Urody (klik). Wylewam odrobinę na dłoń, a następnie nakładam na twarz, lekko wklepując w skórę.

IMG_5088 IMG_5089

Po toniku czas na krem pod oczy. Nie walczę z wielkimi sińcami ani opuchlizną, ale długie godziny spędzane przed komputerem, stres i sen, z którym różnie bywa, a także częste łzawienie zapewniły mi duże podrażnienie i wysuszenie okolic oczu. Przy takiej dolegliwości lekkie preparaty (żel Floslek i krem Sylveco) nie zdawały u mnie egzaminu, sięgnęłam więc po wielki hit ostatnich miesięcy – krem Resibo (klik). Jest WSPANIAŁY. Mocno nawilża i mocno regeneruje. Napina skórę, wygładza, przynosi ulgę.

Po okresie porządnej regeneracji w mojej kosmetyczce zagościł jeszcze jeden produkt – serum Be Organic (klik), które w przeciwieństwie do kremu Resibo ma niezwykle lekką i płynną konsystencję, ale działanie na piątkę. 🙂 Pozwala mi utrzymać skórę wokół oczu w bardzo dobrej kondycji. Wchłania się błyskawicznie i daje odżywienie, jakiego potrzebuję.

IMG_5094

Ostatni krok to delikatne odżywienie i nawilżenie oraz zapewnienie skórze odpowiedniej ochrony. W kwestii ochrony: zimową porą skupiam się głównie na zapobieganiu podrażnieniom. Chcę natłuszczać skórę, chronić ją przed zimnem. Przez resztę roku pierwsze skrzypce grają filtry przeciwsłoneczne.  Najpierw aplikuję jednak krem o lekkiej konsystencji (szczególnie polecam lekkie kremy Sylveco – o rokitnikowym przeczytacie TUTAJ). Z kolei jesień to pora, kiedy faktor zmieniam na niższy – tego roku znalazłam taki w ultranawilżającym kremie Resibo (klik). Pięknie wygładza, nawilża, ładnie pachnie. Przeuwielbiam!

IMG_5092

Staram się nigdy nie opuszczać domu bez pomadki, szczególnie, że wiatr i zimno coraz bardziej dają o sobie znać. Ponownie w mojej kosmetyczce pojawiła się pomadka z peelingiem Sylveco (klik). Tym razem dołączyły do niej dwie „siostry” – rokitnikowa pomadka z cynamonem (klik) oraz brzozowa pomadka z betuliną (klik). Chyba jeszcze nie zawiodłam się na marce Sylveco. 😉

IMG_5106 IMG_5107

Wkrótce post o pielęgnacji wieczornej. Póki co, zapraszam Was do podzielenia się swoimi sposobami na piękną cerę o poranku 🙂

Sylveco, Oczyszczający peeling do twarzy

IMG_9289

Kosmetyki Sylveco na dobre zagościły w mojej kosmetyczce i póki co, nie wyobrażam sobie, żeby udało im się szybko z niej zniknąć. 🙂 Dzisiaj przedstawiam jeden z produktów tej marki, które miałam przyjemność stosować jako pierwsze – oczyszczający peeling do twarzy z korundem.

Cena: ok. 20 zł/ 75 ml (klik. Kosmetyki Sylveco znajdziecie też w wielu drogeriach internetowych, aptekach i sklepach ze zdrową żywnością i naturalnymi kosmetykami – dostępność jest bardzo dobra!).

IMG_9090

O korundzie słyszałam wiele, ale nigdy nie miałam okazji go stosować. Wiedziałam, że drobinki są bardzo drobne, ale nie spodziewałam się, że aż tak! Jak widać na zdjęciu, peeling to jednolita masa – drobinki są niewidoczne. Przekonałam się też, że obietnice domowej mikrodermabrazji to nie tylko wyolbrzymione opisy. Korund jest bardzo drobny, ale i piekielnie ostry.

Peeling doskonale ściera z twarzy martwy naskórek. Jego regularne stosowanie pomaga zapewnić skórze odpowiednie oczyszczenie. Jeśli szukacie czegoś mocniejszego niż powszechnie dostępne tego typu produkty do twarzy – śmiało po niego sięgajcie. Nie trzeba stosować dużej ilości produktu, żeby użyć go na całej twarzy, co przekłada się na dobrą wydajność.

Zapach kosmetyku przywodzi mi na myśl ziemię i zioła – jest charakterystyczny, ale bardzo go lubiłam. Kosmetyki bliższe naturze mają w swoich zapachach coś cudownego, dlatego z przyjemnością je odkrywam. Nawet jeśli na początku odrzucają. 🙂

Dlaczego pomimo niewątpliwych zalet nie powrócę do tego peelingu? Powód jest jeden – mam skórę wrażliwą. Zawsze wydawało mi się, że przetrwa wszystko – najostrzejsze ścieranie, pocieranie i smarowanie. Niestety, bardzo często po użyciu tego peelingu moja skóra była bardzo zaczerwieniona, lekko podrażniona. Nie zdarzało się to zawsze, ale postanowiłam, że zacznę stosować go w łagodniejszej wersji, czyli na mokrą skórę. Kiedy po niej „sunie”, ściera delikatniej.

Skórze wrażliwej polecam gorąco peelingi enzymatyczne – moim wielkim ulubieńcem jest peeling enzymatyczny z ziołami Organique, którego recenzja pojawiła się niedawno na blogu.

Bardzo kusi mnie także wygładzający peeling Sylveco,  ale podejrzewam, że po raz kolejny w grę wchodziłoby stosowanie na mokro. Może się skuszę, ponieważ jest ostatnim mechanicznym peelingiem do twarzy, jaki mam ochotę wypróbować. Ach, to Sylveco 🙂

Sylveco, Tymiankowy żel do twarzy

Ciąg dalszy przygody z Sylveco! 🙂 Zachęcona działaniem peelingu z korundem oraz szamponu pszeniczno-owsianego, zaczęłam wzbogacać całą swoją pielęgnację produktami tejże marki. Doskonale wpisuje się w moje oczekiwania – składniki w większości są naturalne, detergenty łagodne, a działanie świetne. Dodatkowym plusem są również ceny produktów.

IMG_0215

Dzisiaj kilka słów o tymiankowym żelu do twarzy. Twarz oczyszczam dwa razy dziennie – po przebudzeniu i wieczorem. Póki co, wieczorne oczyszczanie zostawiam dermokosmetykom, ale po skończeniu moich małych zapasów, zamierzam wyeliminować SLS i resztę jego „rodzinki” na dobre. Poranną pielęgnację zmieniłam już jednak na łagodną – a króluje tu Sylveco.

Po zakupie żelu, nie mogłam się powstrzymać, żeby od razu go nie powąchać. Mocna nuta tymianku na początku troszeczkę mnie przestraszyła, ale zapach szybko stał się moim ulubieńcem. Produkt stosuję dzięki niemu z prawdziwą przyjemnością 🙂 A po zmyciu z twarzy w ogóle go już nie czuję.

Opakowanie jest bardzo wygodne – mała buteleczka bardzo pasuje do dłoni, dlatego zawsze go w niej trzymam, kiedy dozuję produkt. A etykietki są niezwykle estetyczne i również miłe dla oka.

Zapach i opakowanie to jedno, ale oczywiście to działanie powinno się stawiać na pierwszym miejscu. Zapewne dzięki zawartości kwasu jabłkowego, po użyciu żelu skóra wydaje się być miło wygładzona. Kontakt produktu ze skórą nie jest długi, ale lekkie wygładzenie jest wyczuwalne. Żel dobrze oczyszcza skórę z zanieczyszczeń czy nadmiaru sebum. Skóra jest oczyszczona łagodnie, ale skutecznie, i o to mi chodzi.

Produkt polecany jest do każdego rodzaju cery.

Obietnice producenta uważam za spełnione! Spójrzmy, co nam obiecano:

IMG_0219

Dla zainteresowanych, pełny skład: IMG_0241

Cena: ok. 16 zł/ 150 ml

Dostępność: sylveco.pl, drogerie internetowe, stacjonarne (w tym Natura) oraz apteki. Sylveco w wielu sytuacjach przychodzi z pomocą, tym razem również i na ich stronie możecie znaleźć pełną listę sklepów (KLIK)

Sylveco, Lekki krem rokitnikowy

Nie bez powodu zrobiło się ostatnio głośno o marce Sylveco. Ja rozpoczęłam swoją przygodę z nią w styczniu i wciąż ją kontynuuję – Sylveco powoli przejmuje moją pielęgnację 🙂

Dzisiaj przedstawię Wam lekki krem rokitnikowy, który został mi polecony na dermokonsultacjach z Sylveco.

IMG_9682IMG_9687

Jak sama nazwa wskazuje, krem ma lekką konsystencję. Nietypowy, żółty kolor troszeczkę mnie zastanawiał – może będzie barwił skórę lub ubrania? Nic z tych rzeczy 🙂

IMG_9929Do zapachu kremu należy się przyzwyczaić. Po eliminacji z mojej pielęgnacji dużej ilości silikonów i perfumowanych kosmetyków, naturalne zapachy nie odrzucają mnie już tak jak kiedyś, wręcz przeciwnie – uważam, że są dużo przyjemniejsze niż te sztuczne. Kiedyś zapach kremu czy szamponu np. Dove sprawiłby, że używałabym kosmetyku z przyjemnością. Dzisiaj czuję tę sztuczność, chemię i silikon. Nie pozbyłam się jeszcze wszystkich kosmetyków o byle jakich składach, ale idzie mi to coraz lepiej 🙂

Krem łatwo rozprowadzić na twarzy – wręcz po niej „sunie”. Błyskawicznie się wchłania i pozostawia skórę bardzo, bardzo gładką. Mam skórę mieszaną w kierunku tłustej, zmęczoną i o niezdrowym kolorycie. Krem nie tylko odżywia skórę, ale po dłuższym stosowaniu widocznie wyrównuje jej koloryt, za co jestem mu niezmiernie wdzięczna. Jest moim absolutnym hitem. 

Skład kremu:

IMG_9726IMG_9730

Cena: ok. 30 zł/ 50 ml

Dostępność: sylveco.pl, drogerie internetowe, stacjonarne (w tym Natura) oraz apteki. Sylveco w wielu sytuacjach przychodzi z pomocą, tym razem również i na ich stronie możecie znaleźć pełną listę sklepów (KLIK)


Lekki krem rokitnikowy Sylveco swoje działanie zawdzięcza w dużej mierze zawartości oleju rokitnikowego, dlatego przekażę na jego temat garść informacji.

INCI: Hippophae Rhamnoides Oil

Olej rokitnikowy (Hippophae Rhamnoides Oil, Seabuckthorn Berry Oil) pozyskuje się z owoców „ananasa syberyjskiego”, czyli rokitnika zwyczajnego. Jest to ciemnopomarańczowy olej o charakterystycznym zapachu i smaku – prawdziwe bogactwo witamin i mikroelementów. Wśród aktywnych biologicznie składników znajdują się flawonoidy (kwercetyna i rutyna), karotenoidy (beta-karoten) w ilości 189 ml/ 100 g, kwas foliowy, witaminy A, C, E, K, prowitamina D, garbniki, sole żelaza, boru, manganu, kwasy owocowe i tłuszczowe.

Zawartość witaminy C jest aż 15-krotnie wyższa niż w owocach pomarańczy (średnio ok. 695 mg/ 100 g oleju).

Zastosowanie oleju rokitnikowego:

  • stymuluje procesy regeneracji i ziarninowania naskórka, co ma szczególne znaczenie w przypadku oparzeń i odmrożeń,
  • posiada właściwości uśmierzające ból,
  • przyspiesza gojenie się ran – wspomaga leczenie odleżyn, owrzodzeń, egzem i wyprysków powstałych na tle alergicznym,
  • dzięki wysokiej zawartości karotenoidów oraz witaminy E posiada zdolność częściowej absorpcji promieniowania słonecznego, a także eliminowania wolnych rodników,
  • z uwagi na intensywne zabarwienie nadaje skórze zdrowy koloryt,
  • jest zaliczany do składników przeciwzmarszczkowych – zalecany jest zwłaszcza do pielęgnacji skóry zniszczonej, przesuszonej, ze zmarszczkami, łuszczącej się, podrażnionej,
  • poprawia stan włosów, dodając im połysku, zapobiega ich wysuszaniu

Z kobiecej ciekawości i wielkiego zaufania do marki, po lekkim kremie rokitnikowym zaczynam stosować lekki krem nagietkowy, a kiedy sięgnie dna, również go tutaj opiszę. A który z kremów Sylveco jest Waszym ulubionym? Wolicie lekkie czy bogate wersje? 🙂

Sylveco, Odżywcza pomadka z peelingiem

Wokół marki Sylveco zaczyna robić się dużo szumu – i słusznie, bo produkty przewyższają swoją jakością wiele kosmetyków. Są naturalne, dobrze działające i tanie. 

Na początku marca skorzystałam ze wspaniałej możliwości, jaką daje firma Sylveco – darmowych dermokonsultacji. Nie musicie się martwić, że takie wydarzenia dotyczą tylko większych miast, bo na liście miejsc, w których się odbywają, znajdziecie o wiele więcej miejscowości. Dokładne adresy i terminy znajdziecie na facebookowym profilu marki Sylveco lub na ich stronie internetowej (klik).

Podczas dermokonsultacji dowiedziałam się o swojej skórze kilku nowych rzeczy, pani konsultantka zbadała między innymi poziom nawilżenia mojej skóry twarzy w różnych jej miejscach, a także porozmawiała ze mną o pielęgnacji (zostałam pochwalona za stosowanie toniku, wiele kobiet niestety o nim zapomina) i doradziła wybór produktów. W taki sposób stałam się posiadaczką lekkiego kremu rokitnikowego i tymiankowego żelu do mycia twarzy – a za zakupy otrzymałam torbę (która swoją drogą jest bardzo porządna, pakowna i z grubego materiału), całą masę próbek i tę oto perełkę: pomadkę z peelingiem.

IMG_9372.CR2

Peelingujące pomadki to wciąż rzadkość wśród produktów do ust, dlatego byłam jej bardzo ciekawa. Zamknięto ją w standardowym „pomadkowym” opakowaniu, a wypełniono odżywczymi składnikami – w składzie znajdziemy olej sojowy, wosk pszczeli, cukier trzcinowy, lanolinę, olej z wiesiołka, wosk carnauba, masło kakaowe, masło karite, betulinę oraz olejek z gorzkich migdałów.

IMG_9378.CR2

Jak działa? Przede wszystkim – uzależnia 🙂 Zatopione w olejkach i woskach drobinki cukru trzcinowego skutecznie ścierają i wygładzają usta. Za każdym razem mam przyjemne uczucie minimasażu, któremu trudno nie ulec. Po użyciu pomadki na ustach pozostaje przyjemny olejkowo – masełkowy film, okraszony drobinkami cukru, które bezczelnie podjadam, bo oczywiście są słodziutkie. 🙂 Takie drobinki mogą jednak niektórym przeszkadzać, ponieważ są widoczne – dlatego lepiej nie nosić pomadki w torebce, a zostawić na domowe zabiegi.

Pomadka widocznie wygładza i odżywia usta – szczególnie udręczone zimową porą. Czas więc wrzucić ją do kosmetyczki, bardzo do tego zachęcam!

IMG_9368.CR2 IMG_9370.CR2

Gdzie ją kupić? Za ile?

Cena: 10 zł/ 4,6 g do kupienia w wielu sklepach internetowych, ale przede wszystkim na stronie internetowej Sylveco (klik)

Sylveco, Hibiskusowy tonik do twarzy

Firma Sylveco interesowała mnie od dłuższego czasu. Po przejrzeniu asortymentu, zapoznaniu się z filozofią firmy i wykorzystywanymi przez nią składnikami byłam pewna – chcę mieć wszystko! 🙂

Ponieważ skompletowanie pokaźnego zamówienia wymagało ode mnie a) środków, b) zużycia innych produktów, postanowiłam chwilę poczekać z zamówieniem. Moja przygoda z marką Sylveco rozpoczęła się zupełnie nieoczekiwanie dzięki ShinyBox – w styczniowym pudełeczku znalazłam aż dwa produkty tej firmy! Potem poszło już gładko – potrzebowałam akurat toniku, bo nie miałam żadnego w zapasie – wybór mógł być tylko jeden. Oto on:

IMG_9103

W małej (150 ml), ciemnej buteleczce mieści się czerwony płyn o zaskakującej formule – w przypadku toników przyzwyczajeni jesteśmy do bardzo płynnej, wodnistej konsystencji, jednak tutaj mamy do czynienia z lekko żelową. Oczywiście nie jest to przeszkodą – należy tylko nauczyć się go używać, bo czasem wręcz wylewa się z płatka kosmetycznego przed całkowitym wsiąknięciem (medżik 😀 nigdy z czymś takim się nie spotkałam), a większa niż w przypadku standardowych toników gęstość pozwala także na używanie mniejszej ilości produktu.

IMG_9078

Buteleczka wydaje się naprawdę malutka i wygląda przeuroczo! Zamknięcie jest „na klik”. Z pewnością od razu poczujecie charakterystyczny zapach toniku – na początku byłam do niego sceptycznie nastawiona, ale to raczej kwestia przyzwyczajenia, nie jest zły.

IMG_9113

I wreszcie sedno posta: działanie. Zacznę od tego, że tonik powinien być stałym punktem każdej pielęgnacji – wyrównanie pH po użyciu środka myjącego jest skórze bardzo potrzebne. Wcześniej stosowałam toniki jedynie od czasu do czasu, raczej nieświadoma ich działania. Teraz widzę wielką różnicę. Po użyciu toniku Sylveco skóra ma nie tylko wyrównane pH, ale jest delikatnie nawilżona, a kosmetyki stosowane po toniku wchłaniają się lepiej – jest to naprawdę zauważalne.

Spójrzcie jeszcze na skład:

IMG_9120

… i na obietnice producenta:

syl0 syl

Bajecznie! Jeśli wahacie się czy go kupić, nie wahajcie się już więcej – zróbcie to, warto.

Gdzie można go dostać? Za ile?

Cena: 16,80 zł/ 150 ml (jest to cena ze strony producenta -> klik. Aż o złotówkę taniej dorwiecie ten tonik tam gdzie ja – na stronie ekobieca.pl -> klik)

Kosmetyki Sylveco od jakiegoś czasu zaczynają podbijać także YouTube. Dzięki temu utwierdzam się w przekonaniu, że nie tylko ja, ale coraz więcej osób jest z nich bardzo zadowolonych. Do mojej kolekcji dołączyły niedawno żel tymiankowy, lekki krem rokitnikowy i pomadka z peelingiem – po konsultacji w ramach dermokonsultacji Sylveco (możecie spodziewać się postu na ten temat). A jak jest u Was? Macie jakieś kosmetyki tej marki?